0:00/ 0:00
Kazania

Droga

Droga

Wszyst­ko ma swój czas, i jest wyzna­czo­na godzi­na na wszyst­kie spra­wy pod nie­bem. Jest czas rodze­nia i czas umie­ra­nia, czas sadze­nia i czas wyry­wa­nia tego, co się zasa­dzi­ło. Czas burze­nia i czas budo­wa­nia, czas pła­czu i czas śmie­chu. Bo też czło­wiek je i pije, i cie­szy się szczę­ściem przy całym swym tru­dzie. To wszyst­ko dar Boży. Pozna­łem, że wszyst­ko co czy­ni Bóg, na wie­ki będzie trwa­ło” — to sło­wa z Księ­gi Kohe­le­ta.

Jego Emi­nen­cjo Księ­że Kar­dy­na­le, Jego Eks­ce­len­cje Księ­ża Bisku­pi Kazi­mie­rzu i Janie, Księ­że Infu­ła­cie, Księ­że Ofi­cja­le i Pra­cow­ni­cy Sądu Metro­po­li­tal­ne­go i Kurii, Księ­że Dyrek­to­rze Domu w Swo­szo­wi­cach, Księ­ża Pra­ła­ci, Pro­bosz­czo­wie, Wika­riu­sze, pogrą­żo­na w żało­bie rodzi­no, przed­sta­wi­cie­le śro­do­wi­ska praw­ni­cze­go, umi­ło­wa­ni w Chry­stu­sie Panu Bra­cia i Sio­stry.

Kościół NMP Wnie­bo­wzię­tej usy­tu­owa­ny w cen­trum Kra­ko­wa, wybu­do­wa­ny sta­ra­niem miesz­czan, od wie­ków słu­ży miesz­kań­com nasze­go gro­du. Speł­nia posłu­gi w spra­wach ducho­wych, jest widzial­nym zna­kiem obec­no­ści Boga w cią­gu wie­ków pośród nas, tych, któ­rzy w tym mie­ście żyje­my, two­rzy­my, modli­my się, dzia­ła­my, a póź­niej odcho­dzi­my. Gro­ma­dzi­my się w bazy­li­ce Mariac­kiej przy śp. ks. Pra­ła­cie dr. Janie Pasierb­ku, któ­ry pra­wie pół wie­ku zwią­za­ny był z tą świą­ty­nią. Gro­ma­dzi­my się, by go poże­gnać, by być z nim razem w tych ostat­nich chwi­lach. Nasza obec­ność jest nie tyl­ko wyra­zem wiel­kiej życz­li­wo­ści, przy­jaź­ni, ale przede wszyst­kim wia­ry w życie przy­szłe, życie wiecz­ne.

Każ­dy zmar­ły z chwi­lą śmier­ci wkra­cza na dro­gę, z któ­rej nie ma już powro­tu. I my pozo­sta­li przy życiu o tym dosko­na­le wie­my, stąd nasz żal i smu­tek. Ta bez­pow­rot­na dro­ga nie jest wej­ściem w nicość, w uni­ce­stwie­nie, ale jak wie­rzy­my pro­wa­dzi w nowe, inne nad­przy­ro­dzo­ne życie, życie wiecz­ne.

Przy­po­mi­nam bra­cia Ewan­ge­lię, któ­rą wam gło­si­łem, któ­rą­ście przy­ję­li i w któ­rej trwa­cie. Przez nią rów­nież będzie­cie zba­wie­ni, chy­ba żeście na próż­no uwie­rzy­li. Prze­ka­za­łem wam na począt­ku to, co prze­ją­łem, że Chry­stus umarł — zgod­nie z Pismem — za nasze grze­chy, że został pogrze­ba­ny, że zmar­twych­wstał trze­cie­go dnia”. Tak nauczał św. Paweł wier­nych w Koryn­cie i taką naukę prze­ka­zu­je Kościół poprzez naucza­nie każ­de­mu z nas. Uka­zu­je nam Chry­stu­sa poko­nu­ją­ce­go pra­wo śmier­ci, Chry­stu­sa Zmar­twych­wsta­łe­go. Tę praw­dę wia­ry prze­ży­wa­my zawsze w okre­sie wiel­ka­noc­nym, a tak­że przy każ­dej cere­mo­nii pogrze­bo­wej, ponie­waż w niej moż­na odna­leźć sens całe­go nasze­go życia ziem­skie­go, łącz­nie z cier­pie­niem i samą tajem­ni­cą. Cała nasza wia­ra i wypły­wa­ją­ca z niej nadzie­ja życia przy­szłe­go opie­ra się osta­tecz­nie i cał­ko­wi­cie na wie­rze w Jezu­sa Chry­stu­sa i Jego Zmar­twych­wsta­nie.

W spo­sób ludz­ki nie moż­na nadać śmier­ci jakichś war­to­ści pozy­tyw­nych, choć­by nie wiem jaki przy­ję­ło się sys­tem filo­zo­ficz­ny, pozo­sta­je ona zawsze złem, bez­sen­sem, czymś co chcia­ło­by się zwal­czyć, zwy­cię­żyć. I ludz­ka natu­ra w tym osta­tecz­nym star­ciu prze­gry­wa. Prze­gry­wa, ale jak wie­rzy­my nie­osta­tecz­nie.

Św. Paweł w naucza­niu o tajem­ni­cy życia i śmier­ci nie zatrzy­mu­je się tyl­ko na samym zmar­twych­wsta­niu Chry­stu­sa. Z tego cudow­ne­go fak­tu wycią­ga wnio­ski dla każ­de­go z nas: „I jak w Ada­mie wszy­scy umie­ra­ją, tak też w Chry­stu­sie wszy­scy będą oży­wie­ni. Chry­stus jako pierw­szy, potem ci, co nale­żą do Chry­stu­sa. I jako ostat­ni wróg zosta­nie poko­na­na śmierć”. Tajem­ni­cy śmier­ci nikt nam wystar­cza­ją­co nie wytłu­ma­czy. Może­my ją przy­jąć jako pewien etap przej­ścio­wy w naszym życiu lub uznać tra­gizm i bez­sens koń­czą­cy naszą dro­gę na zie­mi. Cała nasza wia­ra i wypły­wa­ją­ca z niej nadzie­ja życia przy­szłe­go opie­ra się osta­tecz­nie i cał­ko­wi­cie na wie­rze w Chry­stu­sa i Jego misji zbaw­czej całe­go świa­ta i każ­de­go z nas.

Te praw­dy wia­ry w kon­tek­ście nasze­go codzien­ne­go życia gło­sił ks. dr Jan przez 60 lat swo­je­go kapłań­stwa. Był zna­nym i cenio­nym kazno­dzie­ją, zapra­sza­nym do gło­sze­nia reko­lek­cji, kazań odpu­sto­wych, rów­nież swoi kole­gom z rocz­ni­ka wcze­śniej zmar­łym gło­sił kaza­nia pogrze­bo­we. Jego moc­ny głos, jak­że czę­sto do ostat­nich lat, roz­brzmie­wał tak­że w naszej bazy­li­ce. Nie pod­da­wał się ruty­nie, każ­de wystą­pie­nie na ambo­nie przy­go­to­wy­wał przez kil­ka dni i wewnętrz­nie prze­ży­wał.

Był kapła­nem bar­dzo ambit­nym. W naszych cza­sach kle­ryc­kich usu­nię­to Wydział Teo­lo­gicz­ny z Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go. Koń­cząc więc stu­dia nie mie­li­śmy moż­li­wo­ści robie­nia magi­ste­rium. Ks. Jan kie­dy był już na para­fii w Krze­szo­wie wika­riu­szem, zro­bił magi­ste­rium na Uni­wer­sy­te­cie Kato­lic­kim w Lubli­nie. Tam jeź­dził na uczel­nię wyko­nu­jąc nor­mal­ną pra­cę na para­fii. Para­fia­nie widząc to mówi­li: nasz wika­ry uczy się na bisku­pa. A póź­niej będąc już w Kra­ko­wie, pra­cu­jąc na peł­nym eta­cie w dusz­pa­ster­stwie i Sądzie, zro­bił dok­to­rat spe­cja­li­zu­jąc się w pra­wie kano­nicz­nym. Ambi­cja popar­ta pra­co­wi­to­ścią. Z tego też wzglę­du zna­jąc dobrze pra­wo kościel­ne przez ponad 40 lat pra­co­wał w Sądzie Metro­po­li­tal­nym w Kra­ko­wie, gdzie sta­rał się pomóc rodzi­nom w regu­la­cji trud­nych spraw mał­żeń­skich zgod­nie z pra­wem kano­nicz­nym. Nie jest to łatwa pra­ca. Bar­dzo ją sobie jed­nak cenił, i kie­dy prze­szedł już na eme­ry­tu­rę, zaglą­dał do Sądu raz w tygo­dniu, gdzie zawsze był mile przyj­mo­wa­ny. Czym się przed nami chwa­lił.

Jak­że w homi­lii pogrze­bo­wej ks. Jana nie wspo­mnieć o jego dusz­pa­ster­stwie praw­ni­ków? Prze­jął je po ks. bp. Tade­uszu Pie­ron­ku.  Zarów­no to dusz­pa­ster­stwo w Kra­ko­wie, Archi­die­ce­zji, jak i dusz­pa­ster­stwo kra­jo­we. Orga­ni­zo­wał dla praw­ni­ków reko­lek­cje, opłat­ki, brał udział w ich sym­po­zjach, orga­ni­zo­wał tak­że piel­grzym­ki, szcze­gól­nie do Rzy­mu, gdzie Ojciec św. w cza­sie pry­wat­nej audien­cji  zor­ga­ni­zo­wa­nej zawsze przez sekre­ta­rza Jana Paw­ła II, obec­ne­go wśród nas ks. kar­dy­na­ła, witał ich mówiąc: Jasiu dobrze żeście przy­je­cha­li, dobrze, że o mnie pamię­ta­cie.

Wie­lo­krot­nie, my księ­ża pra­cu­ją­cy w bazy­li­ce, przy naszych wspól­nych posił­kach na Pra­ła­tów­ce słu­cha­li­śmy róż­nych cie­ka­wych histo­rii z życia ks. Pra­ła­ta Jana — bar­dzo nie­raz weso­łych, humo­ry­stycz­nych. Ale były też roz­mo­wy poważ­ne, szcze­gól­nie, kie­dy widać już było postę­pu­ją­cą cho­ro­bę. Była mowa i o gro­bie -pro­po­no­wa­li­śmy gro­bo­wiec archi­pre­zbi­te­rów mariac­kich na cmen­ta­rzu Rako­wic­kim. Ks. Jan zawsze jed­nak powta­rzał: chcę być pocho­wa­ny w Pie­trzy­ko­wi­cach. Co wię­cej, nawet nas popro­sił byśmy poje­cha­li tam i na cmen­ta­rzu zoba­czy­li nowo wybu­do­wa­ny gro­bo­wiec dla księ­ży pra­cu­ją­cych w Pie­trzy­ko­wi­cach i księ­ży z para­fii pocho­dzą­cych. Podzi­wia­li­śmy wiel­kie przy­wią­za­nie ks. Pra­ła­ta do swo­jej para­fii rodzin­nej. Rok­rocz­nie jeź­dził tam na odpust ku czci Naj­święt­sze­go Ser­ca Pana Jezu­sa w czerw­cu i w Dniu Wszyst­kich Świę­tych. Oczy­wi­ście zawsze gło­sił  kaza­nie, któ­re dłu­go wcze­śniej przy­go­to­wy­wał. Wra­cał zado­wo­lo­ny z kon­tak­tów z księż­mi i rodzi­ną. I to pra­gnie­nie pochów­ku w rodzin­nej para­fii nastą­pi wła­śnie jutro. Spo­cznie pośród swo­ich roda­ków.

Bóg w swo­jej Opatrz­no­ści wyzna­cza każ­de­mu z nas godzi­nę odej­ścia do wiecz­no­ści. Skoń­czył się czas dla ks. Pra­ła­ta Jana. Wie­rzy­my, że został zali­czo­ny do ludzi świa­tła w oczach same­go Boga, i że speł­ni­ły się sło­wa pro­ro­ka Danie­la: „Mądrzy będą świe­cić jak blask skle­pie­nia, a ci któ­rzy nauczy­li wie­lu spra­wie­dli­wo­ści, jak gwiaz­dy przez wie­ki i zawsze”. Wpraw­dzie wie­my, że każ­da śmierć to znak, że kie­dyś wszyst­ko się skoń­czy i z wszyst­kie­go roz­li­czyć się będzie trze­ba. Niech nie będzie w nas jed­nak trwo­gi, lęku i stra­chu. Niech w naszych ser­cach nie zabrak­nie poko­ju i ufno­ści, wszak Pismo Świę­te mówi tak bar­dzo opty­mi­stycz­nie: „Ani oko nie widzia­ło, ani ucho nie sły­sza­ło, ani ser­ce czło­wie­ka nie zdo­ła pojąć, jak wiel­kie rze­czy przy­go­to­wał Bóg tym, któ­rzy Go miłu­ją”. Bóg przy­go­to­wał dla nas dom, któ­rym jest On sam. Bóg chce, aby­śmy z Nim zamiesz­ka­li, już po przej­ściu bra­my śmier­ci domu, któ­re­go nikt i nic nie jest w sta­nie naru­szyć. Będzie to dom w któ­rym nasze obco­wa­nie z Bogiem będzie rze­czy­wi­sto­ścią nie­prze­mi­ja­ją­cą.

Wie­my, że nikt z nas nie jest wol­ny od grze­chu i niko­mu nie jest obca ludz­ka sła­bość. Łącz­my się w bła­ga­niu, aby nasz brat, chrze­ści­ja­nin, czło­wiek Kościo­ła, Kapłan Jezu­sa Chry­stu­sa oczysz­czo­ny z wszel­kiej winy, mógł wejść do rado­ści swe­go Pana. Niech ofia­ra Jezu­sa Chry­stu­sa skła­da­na przez nas i modli­twa Kościo­ła wyjed­na mu dar miło­sier­dzia i prze­ba­cze­nia. Ochrzczo­ny w imię Jezu­sa i zanu­rzo­ny w świe­tle Jego śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia, słu­żą­cy Mu w kapłań­stwie, niech z Nim w Bogu zmar­twych­wsta­nie do życia w wiecz­nej świa­tło­ści. Żegna­my cię Księ­że Pra­ła­cie Janie modli­twą peł­ną wdzięcz­no­ści, modli­twą peł­ną poko­ry i szcze­rą. Wie­rzy­my, że dla Cie­bie dobry Bóg odło­żył wie­niec spra­wie­dli­wo­ści i przyj­mie Cię do kró­le­stwa nie­bie­skie­go. Dobry Jezu a nasz Panie, daj mu wiecz­ne spo­czy­wa­nie. Amen.

/​ks. inf. Bro­ni­sław Fidelus/​
Kaza­nie wygło­szo­ne na Mszy św. żałob­nej za śp. ks. Jana Pasierb­ka 4 lip­ca 2020 w bazy­li­ce Mariac­kiej w Kra­ko­wie

Ostat­nie poże­gna­nie śp. ks. Jana Pasierb­ka w Pie­trzy­ko­wi­cach 12 lip­ca 2020 roku