0:00/ 0:00
Kazania

Otwórz się!

Otwórz się!

Dobrze czy­nił wszyst­ko, nawet głu­chym przy­wra­cał słuch i nie­mym mowę (por. Mk 7,37). Kolej­ny raz Sło­wo przy­po­mi­na nam, że Bóg nie chce, abyśmy cho­ro­wa­li, aby­śmy cier­pie­li. Cier­pie­nia, bóle i sama śmierć to napraw­dę nie są Boże wyna­laz­ki. Prze­cież kie­dy Jezus żył na zie­mi sys­te­ma­tycz­nie uzdra­wiał i nie zda­rzy­ło się, aby komuś powie­dział: „Bądź cho­ry”! Bóg daje życie, otwie­ra na życie i pro­mu­je życie. I Bóg jest osta­tecz­nym ratun­kiem w cier­pie­niu tak fizycz­nym, jak i ducho­wym. Dla­te­go pamię­taj­my o tym, że w Górze, w domu Ojca speł­ni się zupeł­nie pro­roc­two Iza­ja­sza. Odwa­gi! Nie bój­cie się! (…) Wte­dy przej­rzą oczy nie­wi­do­mych i uszy głu­chych się otwo­rzą. Wte­dy chro­my wysko­czy jak jeleń i język nie­mych weso­ło wykrzyk­nie (Iz 35, 4–5). Bo tam, w nie­bie Pan przy­wra­ca wzrok ociem­nia­łym, Pan dźwi­ga poni­żo­nych (Ps 146). To czy­ta­my w Sło­wie na dziś.

Co wię­cej, nasz para­fia­nin, ks. Edward Sta­niek cel­nie stwier­dził kie­dyś, że obec­ność ludzi nie­peł­no­spraw­nych wśród nas krzep­kich jest żywą mową Boga. Czło­wiek z bia­łą laską w ręku mówi o war­to­ści zdro­wych oczu, nie­mo­wa — o cenie daru języ­ka, sie­dzą­cy na inwa­lidz­kim wóz­ku — o wol­no­ści ukry­tej w zdro­wych nogach, upo­śle­dzo­ny umy­sło­wo — o darze rozu­mu. Bez­po­śred­ni kon­takt z tymi ludź­mi wzy­wa do podzię­ko­wa­nia (…). Nie nasza to bowiem zasłu­ga, że cie­szy­my się peł­nią sił. Inni, czę­sto od uro­dze­nia, bez wła­snej winy bory­ka­ją się z kalec­twem. Mogło być odwrot­nie. Otwórz­my więc oczy na te dary, któ­re posia­da­my.

Dzi­siej­szą Ewan­ge­lię może­my też odczy­ty­wać w sen­sie bar­dzo oso­bi­stym. Sło­wo wzy­wa nas do przy­ję­cia posta­wy do koń­ca chrze­ści­jań­skiej. Kie­dy czło­wiek doro­sły-kate­chu­men przy­go­to­wu­je się na przy­ję­cie sakra­men­tu chrztu, potrze­ba mu dodat­ko­we­go obrzę­du. Ten obrzęd nosi wła­śnie nazwę „Effa­tha”. On ma zada­nie „otwo­rzyć uszy” na słu­cha­nie Sło­wa Boże­go i „otwo­rzyć usta” na gło­sze­nie tego, co się prze­ży­ło, usły­sza­ło i w kon­se­kwen­cji „otwo­rzyć ser­ce” na Boga i dru­gie­go. Trze­ba nadać taką wraż­li­wość doro­słe­mu kan­dy­da­to­wi do chrztu, jakiej nie mają nie­ochrz­cze­ni, przy­wró­cić mu wraż­li­wość jak­by z raju, sprzed grze­chu. Dla­te­go cele­brans naśla­du­jąc Pana Jezu­sa, doty­ka kciu­kiem pra­we­go i lewe­go ucha oraz zamknię­tych warg mówiąc: Effa­tha, abyś wyznał wia­rę, któ­rą usły­sza­łeś, na chwa­łę i uwiel­bie­nie Boga. Dopie­ro wte­dy moż­na przyj­mo­wać chrzest w świa­do­mo­ści i doro­słym try­bie.

Nie­ste­ty, cała rze­sza chrze­ści­jan, nie­któ­rych naszych bra­ci i sióstr, sta­je czę­sto w pozy­cji obser­wa­to­ra wzglę­dem Sło­wa Boże­go: to mi się nawet podo­ba, a to już nie, bo to nie na nasze cza­sy, to trze­ba wyre­tu­szo­wać… Nie rozu­miem sen­su, nic mi to nie daje… Nie dziś mi o tym mów­cie, może jutro… I tak gubi się cały sens bycia napraw­dę bli­sko Boga. A prze­cież Jezus jak­by szep­cze cicho, na ubo­czu, w naszym świe­cie „otwórz się wresz­cie”; powta­rza to w zaci­szu tylu kościo­łów, w pobli­żu taber­na­ku­lum i w udzie­la­nych sakra­men­tach: effa­tha! Otwie­raj się czło­wie­ku! Nie dystan­suj!

Żyje­my w erze mediów elek­tro­nicz­nych, Face­bo­oka. W tej epo­ce ludzie, zwłasz­cza młod­si, zda­ją się nie potrze­bo­wać oso­bo­we­go spo­tka­nia, bo łatwiej jest im nie roz­ma­wiać ze sobą, ale kon­tak­to­wać się przez szyb­kę ekra­nu. Wolą sms niż na przy­kład głę­bo­ką roz­mo­wę przy sto­le. Z kli­ka­nia nie­któ­rzy uczy­ni­li spo­sób życia. Ci sami jed­nak nie bar­dzo wie­dzą jak się sta­wać ojcem, mamą, jak pro­wa­dzić wspól­ne życie w rodzi­nie bez roz­wo­dów, wstrzą­sów, jak wycho­wać następ­ne szczę­śli­we poko­le­nie. Bez otwar­cia na oso­bę to się nigdy zupeł­nie nie uda. Opo­wia­da jeden z misjo­na­rzy pra­cu­ją­cy na Fili­pi­nach, że tam wcho­dząc do pocią­gu ludzie szu­ka­ją zawsze towa­rzy­stwa innych pasa­że­rów, bo nie wyobra­ża­ją sobie podró­żo­wać samot­nie (por. Deon, ks. Arka­diusz Nocoń). Mówią „dzień dobry” i zaczy­na się poga­węd­ka, uśmiech, szu­ka­nie wspól­nych spraw, two­rze­nie wspól­no­ty. Dzia­ła tam duch effa­tha!

On wziął go na bok, z dala od tłu­mu, wło­żył pal­ce w jego uszy i śli­ną dotknął mu języ­ka; a spoj­rzaw­szy w nie­bo, wes­tchnął i rzekł do nie­go: „Effa­tha”, to zna­czy: Otwórz się. (Mk 7, 31nn). Na tej Eucha­ry­stii, z dala od świa­ta, uczy­my się mówić mało­dusz­nym, że praw­dzi­wa war­tość czło­wie­ka ujaw­nia się w jego odnie­sie­niu  zwłasz­cza do sła­bych: dzie­ci, senio­rów, cho­rych, kale­kich.  Eucha­ry­stia to opo­wieść o naśla­do­wa­niu Chry­stu­sa. To spo­tka­nie z otwar­tym Ser­cem Zba­wi­cie­la. I potrze­ba nam cią­gle nowe­go wpro­wa­dze­nia nas samych w tę otwar­tość, w otwar­te bogac­two wia­ry. Doty­czy to zarów­no tych, któ­rzy się dobrze mają, jak i tych osła­bio­nych fizycz­nie, czy psy­chicz­nie. I choć bez­wied­nie przy­cią­ga nas uro­da, mod­ny strój, wdzięk, a cho­ro­ba, nędza mate­rial­na czy ducho­wa odstrę­cza­ją, to uczy­my się patrzeć na świat i ludzi ocza­mi Jezu­sa (por. Anna Luto­stań­ska, „Ore­mus” wrze­sień 2003, s. 28). Otwie­raj­my się na Boga i ludzi! To dro­ga szczę­ścia, mądro­ści i speł­nie­nia. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/