0:00/ 0:00
Kazania

Gotowi

Gotowi

Jezus wszyst­ko nam powie­dział, aby­śmy mie­li radość i pocie­chę Ducha… Czy usły­sze­li­śmy i przy­ję­li­śmy Jego sło­wa o goto­wo­ści? Nie­sły­cha­nie dale­kie te sło­wa wyda­wa­ły się nam jesz­cze „wczo­raj”, przed rokiem. „Nie zna­cie dnia ani godzi­ny”. A „dzi­siaj” one brzmią jak memen­to, głę­bo­ko „dra­pią” nasze sumie­nia, się­ga­ją codzien­nych wybo­rów życia. „Dzi­siaj”, kie­dy na pochó­wek na kra­kow­skich cmen­ta­rzach cze­ka się dwa tygo­dnie, ina­czej sły­szy­my przy­po­wieść o pan­nach goto­wych, bo zaopa­trzo­nych w oli­wę i lam­pę oraz dru­gich, zupeł­nie nie­go­to­wych na przyj­ście Pana. Powiedz­my sobie pro­sto i szcze­rze: te druh­ny wesel­ne zupeł­nie pogu­bi­ły się życio­wo, zaję­te swo­imi spra­wa­mi przy­szły pod bra­mę wesel­ną bez przy­go­to­wa­nia. A może one uda­wa­ły tyl­ko głu­pie? Chcia­ły wejść na gapę? Potem nastę­pu­je finał tra­ge­dii, drzwi zatrza­śnię­to, jest już za póź­no. Dla­te­go sły­szy­my cen­ną repry­men­dę: Czu­waj­cie więc, bo nie zna­cie dnia ani godzi­ny (Mt 25, 13). Owa godzi­na odno­si się do przej­ścia na dru­gi świat, któ­ry ma być wese­lem, ale może prze­mie­nić się dla nie­któ­rych w roz­pacz.

Do tej despe­ra­cji nawią­zu­je krót­ka opo­wieść. Posłu­chaj­cie. Przed śmier­cią zasob­ny czło­wiek przy­rzekł sobie, że będzie mógł wziąć do nie­ba swój naj­cen­niej­szy skarb. Przy­go­to­wał się na to. Ale czy dobrze? Po śmier­ci wziął ze sobą spa­ko­wa­ną wali­zę ze swo­imi szta­ba­mi zło­ta. Idzie dum­ny do bram nie­ba, już chce wejść, gdy zacze­pia go czuj­ny świę­ty Piotr:
— Nie moż­na nic mate­rial­ne­go wno­sić do nie­ba…
— Kie­dy pan nic nie rozu­mie. I facet z dumą otwie­ra waliz­kę. Na co św. Piotr:
— Po co ci u nas kost­ki pod­ło­go­we?

Jesz­cze jeden cen­ny wątek z dru­gie­go czy­ta­nia. Zna­ki na nie­bie, a pan­de­mie na zie­mi wska­zu­ją na to, że koń­czy się postać tego świa­ta. Kie­dy to nastą­pi? Nie wie­my. Jeste­śmy jed­nak prze­ko­na­ni podob­nie jak tesa­lo­ni­cza­nie do któ­rych pisał list św. Paweł: Idzie nowe. Trze­ba być goto­wym. Modli­my się prze­cież od dwóch tysię­cy lat tak: Przyjdź Kró­le­stwo Two­je, bądź Wola Two­ja, jako w nie­bie, tak i na zie­mi… Wie­rzą­cy w Zmar­twych­wsta­łe­go, Gre­cy z Tesa­lo­nik mar­twi­li się jed­nak nie tyl­ko o sie­bie. Pyta­li co będzie z tymi, któ­rzy już ode­szli do wiecz­no­ści, nie­ochrz­czo­ny­mi, gdy Chry­stus powtór­nie przyj­dzie. Nasz czas posia­da swo­je zmar­twie­nie. Pyta­cie o nie w cza­sie spo­wie­dzi czy w roz­mo­wie: co będzie z tymi, naszy­mi bli­ski­mi, zna­jo­my­mi, któ­rzy są cał­ko­wi­cie na bakier z wia­rą? Pismo Świę­te uczy, że Bóg do koń­ca wal­czy o zba­wie­nie duszy, a u sio­stry Fau­sty­ny, w jej mistycz­nych wizjach Jezus wie­lo­krot­nie i na róż­ne spo­so­by woła: duszo, usłysz głos miło­sier­ne­go Ojca swe­go. Jeże­li tym gło­sem ktoś wzgar­dzi, Bóg go pozo­sta­wi w sta­nie, w jakim sam czło­wiek chce być na wie­ki. My nic nie pora­dzi­my, jedy­nie łaska Boża.

Powróć­my jesz­cze do litur­gicz­ne­go, sakra­men­tal­ne­go zna­ku. Bo każ­da Msza świę­ta ma być takim pięk­nym sygna­łem do przy­go­to­wa­nia na wiecz­ność. Nasza litur­gia przy­bli­ża dusze ludz­kie do drzwi nie­ba i gotu­je ser­ca na przej­ście do świa­ta wese­la. Nasza posta­wa po nie­dziel­nym spo­tka­niu z Panem ma z zasa­dy przy­cią­gać ludzi do nawró­ce­nia wedle Psal­mu 63:
Boże mój, Boże, szu­kam Cie­bie
i pra­gnie Cie­bie moja dusza.
Oto wpa­tru­ję się w Cie­bie w świą­ty­ni,
by ujrzeć Twą potę­gę i chwa­łę
. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​