0:00/ 0:00
Kazania

Jan Chrzciciel – za mało!

Jan Chrzciciel – za mało!

Cią­gle towa­rzy­szy nam defi­ni­cja chrztu św. jako pierw­sze­go i naj­po­trzeb­niej­sze­go sakra­men­tu. Ale co potem? Podob­nie ma się z sakra­men­tem pojed­na­nia. Uwa­ża­my go za dosyć bole­sną obsłu­gę sumie­nia, pral­kę grze­chów. Lecz co potem? Wią­że­my słusz­nie te dwa sakra­men­ty ze sobą, ale są one jak­by zde­fi­nio­wa­ne przez nas, uży­wa­ne przez nas, po to, aby stać się chrze­ści­ja­ni­nem, aby przy­go­to­wać się na świę­ta czy do innych waż­nych momen­tów życia. Wie­lu kato­li­ków sądzi w ten spo­sób. W imię praw­dy nale­ża­ło­by ich uznać raczej za uczniów Jana niż Chry­stu­sa. Nie może­my nie dzi­wić się, że z tego powo­du postron­ni trak­tu­ją wspól­no­tę Kościo­ła dosyć zewnętrz­nie, nie­co jak jed­ną z opcji lub usłu­go­wych reli­gij­nych firm. To czę­sty błąd.

Jan Chrzci­ciel to za mało! Sam to o sobie powie­dział: Idzie za mną moc­niej­szy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schy­lić i roz­wią­zać rze­myk u Jego san­da­łów. Ja chrzci­łem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świę­tym (Mk 1,6n).  Inny­mi sło­wy — jak mówi kla­syk: Naj­pięk­niej­sza kato­lic­ka świą­ty­nia, nawet ta nasza, z pustym taber­na­ku­lum jest tyl­ko archi­tek­to­nicz­nym arcy­dzie­łem, niczym wię­cej. Dopie­ro z Eucha­ry­stią sta­je się budyn­kiem zamiesz­ka­łym przez żywe­go Boga, peł­nym Jego obec­no­ści. Podob­nie czło­wiek dopie­ro po wypeł­nie­niu Duchem Świę­tym sta­je się chrze­ści­ja­ni­nem (ks. E. Sta­niek). Napeł­nie­nie dara­mi ducho­wy­mi jest kon­sty­tu­tyw­ne dla chrze­ści­jań­skie­go sumie­nia, bo usta­wia wszel­kie spra­wy.

Pozwól­my sobie zro­zu­mieć, że chrzest jest udzia­łem w wyzwo­le­niu wypra­co­wa­nym i oku­pio­nym przez Ojca i Syna i Ducha Św. Jest to znak wyzwo­le­nia, któ­re jest udzia­łem wszyst­kich ochrzczo­nych. Ochrzcze­ni upodob­nia­ją do Syna Boga. A Syn Boży sta­je w tłu­mie grzesz­ni­ków, soli­dar­ny z nimi, goto­wy dzie­lić ich los, potem sta­je się prze­wod­ni­kiem wol­nych. Przy­pa­trz­my się Jemu dzi­siaj. Dzię­ki Nie­mu sami grzesz­ni­cy sta­ją się wyzwo­leń­ca­mi mocą Ducha, wol­ny­mi od zła, od złe­go ducha. Nie noszą już pięt­na Sza­ta­na. Stąd wiel­ka god­ność i moc ludzi, któ­rzy wol­ni od zła prze­mie­nia­ją świat. Są odważ­ni i świa­do­mi swo­jej ceny. Chcą jako­ści swo­je­go życia i odna­wia­ją łaski Ducha św. w cza­sie spo­wie­dzi. Napeł­nia­ją się Eucha­ry­stią. Chro­ni ich ta moc, któ­rą napeł­nia Mistrz.

Chrzest i sakra­ment poku­ty nie są więc odzna­ka­mi, meda­la­mi, osią­gnię­cia­mi, ale sta­łą spraw­no­ścią prze­mia­ny sie­bie i świa­ta. Jeste­śmy stwo­rze­ni i wyzwo­le­ni do wiel­kich rze­czy, a nie do obaw. Mamy Ducha Świę­te­go. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/