0:00/ 0:00
Wydarzenia

Kazania roratnie z trzeciego tygodnia Adwentu

Kazania roratnie z trzeciego tygodnia Adwentu

18 grud­nia – ks. Paweł Gło­wacz

Może­my się zasta­na­wiać jakich potrze­bu­je­my nie­raz zna­ków, wyda­rzeń czy sytu­acji. Kie­dy Pan Bóg do nas prze­mó­wi? Może byśmy nie­raz chcie­li doświad­czyć cze­goś spek­ta­ku­lar­ne­go, co by jakoś szcze­gól­nie do nas prze­mó­wi­ło czy w spo­sób szcze­gól­ny zmie­ni­ło nasze życie. Dobrze wie­my, że Pan mówi w cicho­ści ser­ca. Pan wte­dy mówi, gdy my nasta­wia­my się na Jego głos. Dzi­siaj, w tym cza­sie, kie­dy goni­my cały czas za wszyst­kim, kie­dy musi­my za wszyst­kim bie­gać, kie­dy czas liczy­my z zegar­kiem w ręku to pew­nie trud­no zna­leźć tę chwi­lę i wykrze­sać tę prze­strzeń, gdzie może­my spo­tkać Pana Boga. Może nie­raz za bar­dzo kon­cen­tru­je­my się tyl­ko na tym co docze­sne. I sta­je się to taką opra­wą świąt — to też waż­ne,  ale nie naj­waż­niej­sze.

Zobacz­my, że nie­raz potrze­ba bar­dzo nie­wie­le: wewnętrz­ne­go gło­su, prze­ko­na­nia czy gło­su sumie­nia, któ­ry powie nam: to zrób, a tego uni­kaj. Dobrze wie­my, że taki głos łatwo prze­ga­pić. Myśli­my sobie, że mi się zda­wa­ło, że tak mi się tyl­ko wyda­je czy może jesz­cze ina­czej w tym tonie przy­cho­dzi nam myśleć. Ale dobrze wie­my, że wła­śnie przez nasze sumie­nie Pan Bóg będzie dzia­łał. Co wię­cej, kie­dy usły­szy­my głos Pana Boga, to tą reak­cją będą nasze czy­ny. Józef nie myślał dłu­go, tyl­ko wziął swo­ją mał­żon­kę do sie­bie. Decy­zja była dla nie­go pew­nie bar­dzo trud­na, patrząc na tam­te realia. Ale może wła­śnie i u nas tak powin­no być, że kie­dy usły­szy­my głos Boga w naszym sumie­niu, to nie kal­ku­lu­je­my czy nam się opła­ca, czy to będzie lep­sze czy gor­sze i ewen­tu­al­nie ile z tego będę miał zysku. Tyl­ko myśl­my nad tym, że to jest głos Pana Boga, któ­ry chcę od razu speł­nić.

Niech nam nie bra­ku­je tej pro­sto­ty ser­ca w tym ostat­nim tygo­dniu Adwen­tu. Ale i przez całe życie. Aby­śmy potra­fi­li głos Boga przede wszyst­kim usły­szeć, roz­wa­żyć jeśli potrze­ba, ale tak­że, aby z tego gło­su i z tej reak­cji popły­nę­ły kon­kret­ne nasze decy­zje, któ­re nas do Pana Boga przy­bli­ża­ją.

19 grud­nia – ks. Paweł Gło­wacz

Moż­na powie­dzieć, że nową lek­cją na pod­sta­wie usły­sza­nej Ewan­ge­lii jest para­doks. Jest to, że Pan Bóg posłu­gu­jąc się para­dok­sem dzia­ła w naszym codzien­nym życiu, tak jak w tutaj przed­sta­wio­nej sytu­acji. Zobacz­my, że Zacha­riasz na pew­no musiał się dłu­go modlić o to, aby mieć potom­ka. Pew­nie wraz ze swo­ją żoną zano­si­li do Pana Boga nie­ustan­ne modli­twy, aby Pan Bóg zdjął z nich tę hań­bę, któ­ra w tam­tych cza­sach ozna­cza­ła m.in. brak Boże­go bło­go­sła­wień­stwa. Ale kie­dy przy­szło do spo­tka­nia z anio­łem, kie­dy anioł oznaj­mił mu rado­sną nowi­nę – nie uwie­rzył. W takim wła­śnie nie­raz para­dok­sie nie­wia­ry potra­fi dzia­łać Pan Bóg. Z dru­giej stro­ny, w tym gło­sie archa­nio­ła może­my zoba­czyć nie­raz te sytu­acje, któ­re są w naszym życiu. Kie­dy potra­fi­my z Bogiem się spo­tkać, a w innym przy­pad­ku roz­mi­nąć z tym gło­sem, któ­ry cza­sem jest gło­sem nasze­go sumie­nia.
Dru­gim para­dok­sem jest ten póź­niej­szy brak słów Zacha­ria­sza. Zobacz­my, że ten któ­ry się naro­dził – czy­li Jan – będzie tym, któ­ry będzie gło­sił chrzest nawró­ce­nia, któ­ry będzie pro­sto­wał dro­gi czło­wie­ka, aby mógł się spo­tkać z Chry­stu­sem. I może tak wła­śnie jest w naszym życiu, że Bóg wybie­ra zna­ki, posłu­gu­je się taki­mi czy inny­mi przy­pad­ka­mi, ale kie­dy popa­trzy­my z per­spek­ty­wy wia­ry to zoba­czy­my, że w tym wszyst­kim było ukry­te dzia­ła­nie Pana Boga. Taki jest więc Pan Bóg. Posłu­gu­je się nie­raz tym, co dla nas nie­wi­docz­ne, a cza­sem może w nas zbu­dzić taki strach, lek, boimy się albo bra­ku­je nam wia­ry. Ale wła­śnie wte­dy, kie­dy wyda­je nam się, że coś nie jest moż­li­we, to sta­je się prze­strze­nią do dzia­ła­nia Pana Boga w naszym codzien­nym życiu. Pew­nie są takie sytu­acje, któ­re wyda­ją nam się po ludz­ku nie do roz­wią­za­nia. Przy­cho­dzi­my może do Mariac­kie­go Ołta­rza, do św. Tade­usza Judy czy jesz­cze innych szcze­gól­nych miejsc, aby tam doświad­czyć szcze­gól­ne­go dzia­ła­nia Pana Boga. I wte­dy może szcze­gól­nie liczy­my na to, że Bóg w tej naszej nie­mo­cy nam pobło­go­sła­wi.
Oto się dzi­siaj módl­my. Aby­śmy potra­fi­li być taki­mi ludź­mi, któ­rzy nie boją się zaufać Panu Bogu, szcze­gól­nie wte­dy, kie­dy wyda­je nam się, że tam tego zaufa­nia być nie powin­no i spra­wa jest tak trud­na, że cięż­ko ją roz­wią­zać. Bądź­my odważ­ni w tym zawo­ła­niu wobec Pana Boga.

20 grud­nia – ks. Łukasz Michal­czew­ski

Bez wąt­pie­nia sce­na zwia­sto­wa­nia Mat­ce Naj­święt­szej, że zosta­nie mat­ką Syna Boże­go jest jed­ną z naj­pięk­niej­szych scen, jakie przed­sta­wia nam Biblia. Jest to sce­na, któ­ra zosta­ła w prze­róż­ny spo­sób prze­nie­sio­na far­ba­mi na deski oraz płót­na malar­skie. Jest to sce­na, któ­ra zosta­ła przez wie­ki opo­wie­dzia­na i wytłu­ma­czo­na na róż­ne spo­so­by. Jest to sce­na, któ­ra każ­de­go dnia doko­nu­je się rów­nież w naszym życiu. Bo prze­cież Bóg doko­nu­je wiel­kich dzieł każ­de­go dnia. Bóg doko­nu­je wiel­kich dzieł każ­de­go dnia rów­nież w moim życiu. W życiu każ­de­go z nas. Tak jak Mary­ja usły­sza­ła głos od zwia­stu­na Anio­ła Gabrie­la, tak każ­de­go dnia i my – dzie­ci Boże – sły­szy­my pod­czas modli­twy głos. Głos, któ­ry ma ukie­run­ko­wać nasze życie. Głos, któ­ry ma pomóc nam odczy­tać wolę Boga w naszym życiu. Głos, któ­ry ma pro­wa­dzić nas po krę­tych ścież­kach nasze­go życia. Więc klu­czem jest w naszym życiu to, aby usły­szeć głos – głos same­go Boga. Ten głos docie­ra do nas przez posłań­ców, przez tych, któ­rzy gło­szą nam sło­wo. Przez tych, któ­rzy dają nam sło­wo. Ten głos docie­ra do nas każ­de­go dnia. Potrze­ba nam tyl­ko odpo­wie­dzieć: oto ja. Oto ja goto­wy, abyś mnie posłał. Oto ja goto­wy gło­sić Two­je imię. Oto ja goto­wy, aby cier­pieć z Two­je­go powo­du. Oto ja goto­wy, aby posta­wić sobie kolej­ne i kon­kret­ne wyma­ga­nia. Oto ja. Trze­ba jed­nak zadać sobie pyta­nie: czy każ­dy z nas jest gotów powie­dzieć Bogu: oto ja. Niech mi się sta­nie według Twe­go sło­wa? Czy nie szu­ka­my wymó­wek na zasa­dzie: oto ja, ale jesz­cze pocze­kaj? Oto ja, ale nie mam cza­su? Oto ja, ale nie teraz i nie dzi­siaj, bo coś inne­go mam do zała­twie­nia, jesz­cze ina­czej chcę sobie pożyć? Mary­ja odpo­wia­da­jąc: Oto ja, powie­dzia­ła: Niech mi się sta­nie według Twe­go sło­wa. Powie­dzia­ła tak, bo była zako­cha­na w Bogu, była zako­cha­na w Jego gło­sie, ale przede wszyst­kim wie­dzia­ła, że Bóg doko­nu­je wiel­kich dzieł przez tych i dla tych, któ­rzy przyj­mu­ją Jego wolę. Niech zatem posta­wa Maryi z dzi­siej­szej Ewan­ge­lii prze­nie­sie się na posta­wę nasze­go codzien­ne­go życia. Niech to zawo­ła­nie: Oto ja, będzie wypeł­nie­niem woli Bożej w naszym codzien­nym, cza­sem nawet krę­tym, ale prze­cież Bożym życiu.

21 grud­nia – ks. Łukasz Michal­czew­ski

Radość jest jed­nym z owo­ców darów Ducha Świę­te­go – pisze o tym św. Paweł w liście do Gala­tów. Jest owo­cem spo­tka­nia się z łaską Boga. Radość jest zatem nie­odzow­nym ele­men­tem nasze­go życia. Jed­nak, gdy popa­trzy­my na ludzi – czę­sto cho­dzą smut­ni. Moja zna­jo­ma kie­dyś powie­dzia­ła mi: popatrz, jak ludzie wycho­dzą z kościo­ła to są smut­ni, czę­sto mają spusz­czo­ne gło­wy, a nawet cza­sa­mi już za drzwia­mi świą­ty­ni potra­fią się pokłó­cić. Jest to jakaś rze­czy­wi­stość nas wszyst­kich, że bar­dzo czę­sto nie potra­fi­my czer­pać rado­ści ze spo­tka­nia się z Chry­stu­sem. A o takiej rado­ści jest mowa w dzi­siej­szej Ewan­ge­lii. Kie­dy Mary­ja odwie­dza­ła Elż­bie­tę poru­szy­ło się z rado­ści Dzie­ciąt­ko w jej łonie. Spo­tka­nie z Chry­stu­sem wywo­łu­je radość. Spo­tka­nie z Chry­stu­sem wywo­łu­je taką radość, któ­ra była opi­sa­na w dzi­siej­szej Księ­dze Pie­śni nad Pie­śnia­mi. Dla czło­wie­ka nie ma wte­dy nic nie­moż­li­we­go, ale to jest radość, któ­ra musi pocho­dzić od Ducha Świę­te­go. Od Jego darów. Dzi­siej­szy dzień jest dniem zachę­ty do bycia czło­wie­kiem rado­snym, jak mówi Ewan­ge­lia – bło­go­sła­wio­nym, szczę­śli­wym – tyl­ko dla­te­go, że spo­tka­łem Pana, że spo­tka­łem Chry­stu­sa. Taką radość w peł­ni prze­ży­je­my wszy­scy, wte­dy kie­dy wie­lu z nas będzie wycho­dzić z kościo­ła uśmiech­nię­ty­mi, kie­dy będzie­my prze­ży­wać Boże Naro­dze­nie. Ale czy nie jest tak, że więk­szą radość cza­sa­mi spra­wia czło­wie­ko­wi pięk­nie ude­ko­ro­wa­ny kościół, pięk­nie przy­go­to­wa­na szop­ka, zło­żo­ne sobie życze­nia niż to, że Chry­stus powie Ci: zapra­szam Cie­bie, abyś mnie uko­chał? Czy nie więk­szą radość spra­wia nam cała ta otocz­ka: pre­zen­ty, cho­in­ka, pięk­nie ude­ko­ro­wa­ne domy czy to, że przyj­dę i usły­szę od Chry­stu­sa: daję Ci miłość, abyś szedł i dzie­lił się nią?
Kie­dy sta­je­my na tych Rora­tach, na trzy dni przed uro­czy­sto­ścią Boże­go Naro­dze­nia chciej­my w naszych ser­cach przy­jąć Chry­stu­sa i każ­de­go dnia prze­ży­wać radość ze spo­tka­nia z Żywym Bogiem w codzien­no­ści, a potem z czło­wie­kiem, z wszyst­kim co od Boga pocho­dzi.

22 grud­nia – ks. inf. Dariusz Raś

Kobie­ty sil­ne. Nie­wia­sty dziel­ne. Mat­ki mądre. Wie­le ich dziś potrze­ba w rodzi­nie, we wspól­no­tach Kościo­ła, w Ojczyź­nie. Mądre jest Sło­wo Boże. I kie­dy czy­ta­my to dzi­siej­sze Sło­wo zaska­ku­je nas wprost opo­wieść o kobie­tach sil­nych, nie­wia­stach dziel­nych, mat­kach mądrych. Zobacz­my.
„Gdy Anna odsta­wi­ła Samu­ela od pier­si, wzię­ła go z sobą w dro­gę, zabie­ra­jąc rów­nież trzy­let­nie­go ciel­ca, jed­ną efę mąki i bukłak wina. Przy­pro­wa­dzi­ła go do domu Pana, do Szi­lo”. (1 Sm) Mat­ka Anna odda­je bez waha­nia swo­je­go syna Bogu. Przy­pro­wa­dzi­ła kil­ku­let­nie­go mal­ca do Hele­go na wycho­wa­nie. I posta­wi­ła spra­wę jasno: Oto ja odda­ję go Panu. Po wszyst­kie dni, jak dłu­go będzie żył, zosta­je odda­ny na wła­sność Panu. Dla­cze­go? Bóg dał jej cudow­nie syna. Stąd jej decy­zja. Jej radość będzie jesz­cze więk­sza, kie­dy syn sta­nie się XI wie­ków przed Jezu­sem pro­ro­kiem spra­wu­ją­cym rów­nież funk­cje kapłań­skie, ostat­nim z sędziów sta­ro­żyt­ne­go Izra­ela. Gdy­by go nie przy­pro­wa­dzi­ła i nie odda­ła Panu tego by nie doko­nał.
Kobie­tą dziel­ną, sil­ną i mądrą była rów­nież Miriam – Mary­ja (Łk 1). Po zwia­sto­wa­niu, w sta­nie bło­go­sła­wio­nym wędru­je kawał dro­gi do star­szej Elż­bie­ty, aby jej poma­gać. Z jej odpo­wie­dzi na pozdro­wie­nie Elż­bie­ty wyni­ka jed­no: jest szczę­śli­wa, speł­nio­na, bo pierw­szy jest dla niej Bóg, Jego moc osła­nia w każ­dym poło­że­niu. Wypo­wie­dzia­na na głos modli­twa pre­zen­tu­je swo­istą auto­bio­gra­fię maryj­ną. Cały adwent moż­na roz­wa­żać ten jej hymn, poezję nowej Ewy, któ­rą wpi­sa­ła w histo­rię nowe­go Ada­ma, odważ­nie mówiąc Bogu „tak” na zaska­ku­ją­cy dar macie­rzyń­stwa bez męża. A Bóg jest zachwy­co­ny Mary­ją. Michel Quoist napi­sał kie­dyś wspa­nia­ły tekst – jak­by Bóg mówił o tym wła­śnie momen­cie. Moim naj­więk­szym odkry­ciem, mówi Bóg, jest moja Mat­ka. Bra­ko­wa­ło mi jej i dla­te­go ją stwo­rzy­łem. Spra­wi­łem, że powsta­ła, zanim powsta­łem w jej łonie. (…) Bra­ko­wa­ło mi jej. Moja Mat­ka nosi imię Mary­ja, mówi Bóg. Jej dusza jest czy­sta i peł­na wdzię­ku. Wiem, mówi Bóg, co zna­czy prze­by­wać w obję­ciach anio­łów: a jed­nak, wierz­cie mi, bra­ko­wa­ło mi mat­czy­nych ramion!
A dzi­siej­szy sche­mat kobie­co­ści neo­po­gań­skiej, bez Boga, bez Jego zachwy­tu i pla­nu, pro­mo­wa­ny przez wie­lu i na wie­lu kana­łach czy wystar­cza temu poko­le­niu? Kobie­ty w nie­któ­rych wypad­kach z otwar­to­ścią przy­ję­ły nowe wyzwa­nia, ale sta­no­wić chcą jak­by kon­ku­ren­cję dla męż­czyzn. Trud­no im czę­sto ofia­ro­wać swo­ich jedy­na­ków na służ­bę Bogu. Trud­no pogo­dzić nadak­tyw­ność na polu zawo­do­wym z byciem dobrą mat­ką. Domy sto­ją czę­sto puste za dnia i sta­ją się tyl­ko noc­le­gow­nia­mi. Matek, ojców z resz­tą rów­nież, nie ma w nich przez więk­szą część dnia. Ucie­ka się od wie­lu obo­wiąz­ków domo­wych na rzecz pogo­ni za kró­licz­kiem wąt­pli­we­go suk­ce­su. A szczę­ście tak bli­skie z cza­sem umy­ka. Dzie­ci słów modli­twy nie­rzad­ko uczą się cza­sa­mi dopie­ro w przed­szko­lu, a wigi­lia jest z… super­mar­ke­tu i sma­ku­je jak zupa z prosz­ku.
W dzi­siej­szych cza­sach wspo­ma­gaj­my zwłasz­cza mło­de mamy modli­twą i stwórz­my im warun­ki do bycia bli­sko rodzi­ny i Boga. Sta­raj­my się bar­dzo o dobre, mądre, odważ­ne, wier­ne i sil­ne kobie­ty. Dla­cze­go? Bo od tego zale­ży przy­szłość. Nie cho­dzi tak o pre­cy­zyj­ne okre­śle­nie powo­ła­nia każ­dej kobie­ty w szcze­gó­łach, ale o odkry­cie praw­dzi­wej powszech­nej misji: mat­ki w domu i we wspól­no­cie. Mat­ka jest nie­za­stą­pio­na. Bogu i ludziom. Dobrej mamy nie zastą­pi nikt.

23 grud­nia – ks. Grze­gorz Kota­la

Jesz­cze bar­dziej widać po tych frag­men­tach biblij­nych, któ­re zin­ten­sy­fi­ko­wa­ne zbli­ża­ją nas do świę­ta, że wła­ści­wie nasza rola pole­ga przede wszyst­kim na tym, żeby nie prze­szka­dzać, nie utrud­niać, nie kom­pli­ko­wać Boże­go dzia­ła­nia. Ono pole­ga głów­nie na cze­ka­niu, aż się wypeł­nią wszyst­kie Jego pla­ny i zamia­ry. To wyni­ka z księ­gi pro­ro­ka Mala­chia­sza. Nie dość, że to po stro­nie Pana jest dzia­ła­nie, że to On przyj­dzie, że to On usią­dzie i oczy­ści synów Lewie­go, to jesz­cze to przyj­ście przy­go­tu­je. Skło­ni ser­ca ojców do synów, a ser­ca ojców ku synom.
Ciąg dal­szy tego przy­go­to­wa­nia, któ­re zno­wu jest po stro­nie Pana ujaw­nia się w pery­ko­pie Ewan­ge­lii i zno­wu to, co mogło­by wyda­wać się tra­dy­cją, poboż­no­ścią, to jed­nak widocz­nie prze­szka­dza pla­nom Bożym. Nie „zamiast”, ale „nato­miast” ma otrzy­mać imię Jan. Zno­wu przy­po­mi­na się ta naj­istot­niej­sza nasza rola, żeby nie prze­szka­dzać Bożym pla­nom. Niech nam towa­rzy­szy to wska­za­nie tak­że w naj­bliż­szych dniach. Wte­dy, gdy w wszel­kich tra­dy­cjach i naszych przy­zwy­cza­je­niach świą­tecz­nych mogło­by się oka­zać, że prze­szka­dza­my, że kom­pli­ku­je­my Panu pla­ny, a to prze­cież do Nie­go nale­ży dzia­ła­nie. My mamy tyl­ko nie prze­szka­dzać.