0:00/ 0:00
Kazania

Kolana

Kolana

Kie­dyś jeden ze zna­jo­mych pocho­dzą­cy z dale­kie­go kra­ju powie­dział mi: wy, pol­scy kato­li­cy, czę­sto klę­ka­cie na kola­na, to takie wspa­nia­łe. Jak dobrze to dzia­ła na duszę. Klę­ka­cie i ado­ru­je­cie na Mszy świę­tej. U nas na Zacho­dzie to nie­spo­ty­ka­ne, aby klę­ka­no nawet na pod­nie­sie­nie. Dopó­ki tak robi­cie to jestem spo­koj­ny o wasz kraj i wia­rę. Pomy­śla­łem wte­dy, że jest coś w tym podzi­wie do nasze­go prze­ży­wa­nia prawd wia­ry. Może­my być dum­ni ze swo­ich kolan przy­klę­ka­ją­cych, z tych zna­czą­cych zna­ków odda­nia czci świę­to­ści Bożej. Prze­cież teo­lo­gię naj­le­piej ponoć stu­dio­wać i zgłę­biać na kola­nach. Potem pomy­śla­łem też, że sama zewnętrz­na posta­wa czę­sto może mylić… Waż­na jest posta­wa ser­ca czło­wie­ka. Ono decy­du­je o poko­rze wobec Boga. Moż­na prze­cież nawet klę­kać teatral­nie. Samo klę­ka­nie nie czy­ni nas od razu lep­szy­mi od tych, któ­rzy nie mogą z powo­du cho­ro­by przy­jąć takiej posta­wy czy od tych, któ­rzy w inny spo­sób odda­ją cześć sakra­men­tal­ne­mu Sacrum. Prze­cież nie o same kola­na tu cho­dzi, o nasze ludz­kie kola­na.

Wła­śnie pew­nie dla­te­go tak zachwy­ca ten frag­ment dzi­siej­szej Ewan­ge­lii. Opo­wia­da o powo­ła­niu, cudow­nym poło­wie, lecz rów­nież o odda­niu czło­wie­ka Mesja­szo­wi, Cudo­twór­cy i Temu, któ­ry ma moc zmar­twych­wsta­nia. Prze­czy­taj­my jesz­cze raz ten frag­ment i zauważ­my, że jest tu mowa o kola­nach. Czy pamię­ta­cie? Szy­mo­na i wszyst­kich jego towa­rzy­szy w zdu­mie­nie wpra­wił połów ryb, jakie­go doko­na­li. Jak dosłow­nie w języ­ku grec­kim św. Łukasz napi­sał, Szy­mon Piotr widząc nie­by­wa­ły cud wprost rzu­cił się Jezu­so­wi do kolan i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem grzesz­nym czło­wie­kiem” (Łk 5, 8). Tutaj cała tajem­ni­ca kolan odnaj­du­je roz­wią­za­nie.

Wdzięcz­ność czło­wie­ka za wie­le dobro­dziejstw otrzy­ma­nych od Boga dopro­wa­dza nas nie tak do podzi­wu, modli­twy nawet na klęcz­kach, lecz do odda­nia się Bogu w poko­rze ser­ca, do zna­le­zie­nia się przy Jego „kola­nach”. Opo­wieść pro­wa­dzi nas do spo­strze­że­nia, że Bogu nie dora­sta­my nawet do kolan i że może­my tyl­ko powta­rzać za Szy­mo­nem Ska­łą-Kefa­sem: Odejdź ode mnie Panie, bo jestem grzesz­nym czło­wie­kiem. Stąd nasze dzi­siej­sze spo­tka­nie odby­wa się jak­by przy „kola­nach” same­go Jezu­sa, w podzię­ko­wa­niu za cud daru życia, któ­re posia­da­my i w poko­rze ser­ca. I tu reflek­sja: za rzad­ko podzi­wia­my to, co dzię­ki Bogu otrzy­mu­je­my… Za mało mówi­my Mu o swo­im podzi­wie… Za rzad­ko rzu­ca­my Mu się do „kolan”. Zbyt incy­den­tal­nie mówi­my przed Bogiem o tym, żeśmy grzesz­ni. Czy nie tak? Czy coś pokrę­ci­łem? Czy może ktoś z nas uwie­rzył, że nasze życie odby­wa się dzię­ki jemu same­mu lub zbie­go­wi przy­pad­ków?

W Eucha­ry­stii znaj­du­je­my Pana. To jed­na z chwil, w któ­rych Bóg pozwa­la czło­wie­ko­wi doświad­czyć cze­goś ze swej wspa­nia­ło­ści i świę­to­ści. Roz­po­zna­je­my wów­czas swo­ją miał­kość, małość, ale i sta­je­my goto­wi w bojaź­ni, aby zawo­łać wraz z boha­te­ra­mi dzi­siej­szych czy­tań, Iza­ja­szem: Bia­da mi!, z Pio­trem: Odejdź ode mnie, Panie!, z Paw­łem: Jestem nie­go­dzien zwać się apo­sto­łem! Oby ta nasza bojaźń była jed­no­cze­śnie peł­na zachwy­tu. Niech ser­ce z całą pew­no­ścią dzię­ku­je Bogu za wspa­nia­łość, choć­by tej wspa­nia­łej świą­ty­ni kościo­ła Mariac­kie­go. Bóg chce nas pocią­gnąć ku sobie, nie tyl­ko ku swo­im „kola­nom”, ale ku swo­je­mu wiel­kie­mu Ser­cu.  On nas czy­ni god­ny­mi i sku­tecz­ny­mi świad­ka­mi — misjo­na­rza­mi Jego wiel­ko­ści wobec ludzi. Oby tak było w nowym tygo­dniu. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​