0:00/ 0:00
Kazania

Królowa nie z tej bajki

Królowa nie z tej bajki

Z tra­dy­cji naro­do­wej, monar­chicz­nej, czy­sto ziem­skiej zbyt czę­sto wyni­ka obraz Kró­lo­wej Pol­ski jak­by z baj­ki. Pięk­nej, wynio­słej, tro­nu­ją­cej, boga­tej damy w zło­tej koro­nie z dia­men­ta­mi, zarzą­dza­ją­cej spraw­nie kró­le­stwem z nie­bie­skiej sto­li­cy… Nic bar­dziej myl­ne­go. Zbyt czę­sto fał­szu­je­my obraz Maryi — Kró­lo­wej, kie­dy przed­sta­wia­my Ją, myśli­my o Niej wedle wzo­ru kró­lo­wa­nia zaczerp­nię­te­go z baj­ko­we­go porząd­ku. Tak myślą dzie­ci. I im tak wol­no myśleć. Pamię­taj­my jed­nak, że zarów­no Ona, jak i Jej Syn, nie kie­ro­wa­li się tym sty­lem myśle­nia. Kró­le­stwo Boże nie jest z tego świa­ta.

Sło­wo przed chwi­lą pro­kla­mo­wa­ne, kre­śli nam prze­dziw­ny obraz Kró­lo­wej. Inny. Stoi pod krzy­żem — rzym­ską szu­bie­ni­cą — opła­ku­je Umie­ra­ją­ce­go Syna, któ­ry Jej na koń­cu wska­zu­je nowe­go syna — Jana. Gdzie w tym obra­zie szu­kać Pol­ski? Gdzie odna­leźć koro­nę kró­lew­ską? Czy nie cho­dzi tutaj na sam przód o koro­nę z cier­ni, któ­rą Mat­ka otrzy­ma­ła po zdję­ciu Cia­ła Zba­wi­cie­la z krzy­ża jak­by na pamiąt­kę? Czy nie cho­dzi tutaj o ber­ło bel­ki krzy­ża, któ­rym Bóg sam zarzą­dza nowy porzą­dek świa­to­wy (por. I. Gar­ga­no)? Patrzy­my osłu­pia­li na obraz z Ewan­ge­lii Jana. My chrze­ści­ja­nie do ewan­ge­licz­nych obra­zów pod­cho­dzi­my jak do arcy­dzieł malar­stwa, rzeź­by czy muzy­ki. Im czę­ściej i dłu­żej się z nimi obcu­je, tym bar­dziej urze­ka­ją i wcią­ga­ją w swój prze­bo­ga­ty świat. Ewan­ge­licz­ny obraz jest bowiem tak boga­ty, że kto go poko­cha, nie wie­dząc kie­dy, prze­cho­dzi w nie­zwy­kle pięk­ną rze­czy­wi­stość świa­ta war­to­ści wiecz­nych (por. ks. prof. Ed. Sta­niek, Tajem­ni­ca życia Kościo­ła). Do takich ewan­ge­licz­nych obra­zów nale­ży sce­na z dzi­siej­szej Ewan­ge­lii. Poszu­kaj­my więc razem kró­lo­wa­nia na tej iko­nie Męki Jezu­sa i Jego Mat­ki, i Jego Ucznia, i Kobiet.

Obok krzy­ża Jezu­sa sta­ły: Mat­ka Jego i sio­stra Mat­ki Jego, Maria, żona Kle­ofa­sa, i Maria Mag­da­le­na. Kie­dy więc Jezus ujrzał Mat­kę i sto­ją­ce­go obok Niej ucznia, któ­re­go miło­wał, rzekł do Mat­ki: „Nie­wia­sto, oto syn Twój”. Następ­nie rzekł do ucznia: „Oto Mat­ka two­ja”. I od tej godzi­ny uczeń wziął Ją do sie­bie (J 19, 25–27). Para­dok­sal­nie Sło­wo wska­zu­je nam na to, że Pola­cy okrzyk­nę­li Mary­ję Kró­lo­wą Pol­ski nie z powo­dów zło­ta, cza­ru, spraw­no­ści, ale dla­te­go, że umia­ła wycho­dzić z cier­pie­nia. Za to, że je zwy­cię­ży­ła, w rado­ści. Nie tyl­ko smu­tek, ale nawet śmierć zosta­ła w Niej poko­na­na argu­men­tem zmar­twych­wsta­nia.

Kró­lo­wa Mary­ja to Ta, któ­ra skry­wa się przed nami za Sło­wem z dzi­siej­sze­go tek­stu Ewan­ge­lii, nie za innym. Ona to Sło­wo nie­ustan­nie kon­tem­plu­je dla nas, Ona cią­gle uczy nas przyj­mo­wa­nia cier­pie­nia i prze­mia­ny wiel­kiej per­tur­ba­cji w wiel­kie szczę­ście. Mary­ja umie być przy cier­pie­niu, umie cier­pli­wie cze­kać na akcję Boga. Umie żyć w tle Syna. Wysta­wia Go zawsze na pierw­szy plan. To jest Jej kró­lo­wa­nie. Czy potra­fi­my tak samo? Czy umie­my żyć w cie­niu Więk­sze­go? Mary­ja przez to zosta­ła wynie­sio­na tak wyso­ko, że rozu­mie swo­je miej­sce w eko­no­mii Kró­le­stwa Nie­bie­skie­go. Mary­ja Kró­lo­wa to Ta, któ­ra uka­zu­je przede wszyst­kim nie sie­bie, ale swo­je­go Syna. Obja­wia Go w całej Jego tajem­ni­cy, Jego odda­niu dla nas i świa­ta całe­go.

Jak widzi­my potrze­bu­je­my wię­cej pol­skie­go kato­li­cy­zmu medy­ta­cyj­ne­go, pogłę­bio­ne­go, a nie uprosz­czo­ne­go jak z ryci­ny w zerów­ce. Bez medy­ta­cji tej tajem­ni­cy kró­lo­wa­nia Maryi zre­du­ku­je­my wia­rę naszą do obrzę­do­wo­ści, a ta nie spro­sta wyma­ga­niom poko­le­nia, w któ­rym żyje­my. Pozo­sta­nie nam tyl­ko obraz pła­ski, kró­lo­wej jak­by cza­ro­dziej­ki, któ­ra ma ład­ne sukien­ki.

Ktoś jed­nak zapy­tać może: czy Mary­ja nie jest Kró­lo­wą Pol­ski? Pan­na Mary­ja jest Kró­lo­wą. Naj­bar­dziej jed­nak Kró­lo­wą naszych sumień. Stąd wzię­ły się na tylu obra­zach-iko­nach w Pol­sce koro­ny, stąd się one wzię­ły na koście­le Mariac­kim w Kra­ko­wie. Pierw­szym, któ­ry ją tak obda­rzył god­no­ścią kró­lew­ską na piśmie był w XVI wie­ku ks. Grze­gorz Czuj, zw. Vigi­lan­tius,  pocho­dzą­cy z Sam­bo­ra, kano­nik u św. Flo­ria­na w Kra­ko­wie. Napi­sał cały poemat Czę­sto­cho­wa. Tam bowiem lud ota­czał czcią Mat­kę Bożą i cuda­mi sły­ną­cy Jej obraz spe­cjal­nie. Nasz rodzi­my duchow­ny pisał o tym tak:
Tu nie tyko Pola­cy w świę­te mury śpie­szą,
I Litwi­ni poboż­ni gęstą idą rze­szą:
Tu miesz­kań­cy gór naszych i całe Pole­sie,
Kaszu­bi i lud z Moskwy hoł­dy swo­je nie­sie.
Tu Kuja­wiak namio­ty roz­bi­ja płó­cien­ne,
Tu Mazur z weł­ny sta­wia sza­ła­sze odmien­ne.
Tu moż­ni Mora­wia­nie, boga­ci Węgrzy­ni,
Podo­la­cy i Niem­cy, Sło­weń­cy, Rusi­ni.
Tu z Pomo­rza, z Woły­nia, z Tra­cji, z Inf­lant, Żmu­dzi,
Z Sak­so­nii, Prus, Czech, Ślą­ska mnó­stwo idzie ludzi.
(Prze­ło­żył z łaci­ny Win­cen­ty Stro­ka, 1896)

Co wię­cej, za cza­sów kró­la Zyg­mun­ta III Wazy żył w Neapo­lu jezu­ita, o. Juliusz Man­ci­nel­li, inny piew­ca kró­lo­wa­nia Maryi. Uka­za­ła mu się Mary­ja z Dzie­ciąt­kiem Jezus. U jej stóp klę­czał św. Sta­ni­sław Kost­ka. Ona prze­mó­wi­ła: Dla­cze­go nie nazy­wasz mnie Kró­lo­wą Pol­ski? Ja to kró­le­stwo bar­dzo umi­ło­wa­łam i wiel­kie rze­czy dla nie­go zamie­rzam, ponie­waż oso­bli­wą miło­ścią do Mnie pło­ną jego syno­wie. W krót­kim cza­sie potem, za pozwo­le­niem swych prze­ło­żo­nych, któ­rzy obja­wie­nie to zba­da­li, o. Man­ci­nel­li prze­ka­zał tę rado­sną wia­do­mość ks. Pio­tro­wi Skar­dze i jezu­itom w Pol­sce. Oni z kolei donie­śli o tym kró­lo­wi, a o. Juliusz wybrał się do Pol­ski. 8 maja 1610 r. doszedł do Kra­ko­wa, gdzie był entu­zja­stycz­nie wita­ny przez kró­la i wszyst­kie sta­ny. Swo­je pierw­sze kro­ki skie­ro­wał do Kate­dry na Wawe­lu. Tutaj ponow­nie uka­za­ła mu się Mary­ja w wiel­kim maje­sta­cie i powie­dzia­ła: Ja jestem Kró­lo­wą Pol­ski. Jestem Mat­ką Tego Naro­du, któ­ry jest Mi bar­dzo dro­gi, więc wsta­wiaj się do Mnie za nim i o pomyśl­ność tej zie­mi bła­gaj Mnie nie­ustan­nie, a Ja będę ci zawsze, tak jak teraz miło­sier­ną. (por. ks. Ksa­we­ry Wil­czyń­ski, Nie­biań­sko-rzym­ski i euro­pej­ski rodo­wód — kon­tekst NPM Kró­lo­wej Pol­ski). Na pamiąt­kę tego wyda­rze­nia miesz­kań­cy Kra­ko­wa po wysłu­cha­niu kil­ku pło­mien­nych kazań jezu­ity umie­ści­li na wie­ży Hej­na­li­cy kościo­ła Mariac­kie­go koro­nę. To cał­kiem osob­na histo­ria, ale tam umiesz­czo­na koro­na sym­bo­licz­nie kró­lu­je nie tyl­ko nad kró­lew­skim mia­stem Kra­ko­wem, ale nad słu­cha­cza­mi I Pro­gra­mu Pol­skie­go Radia, roda­ka­mi z całe­go świa­ta. Oni to codzien­nie, w samo połu­dnie, mają moż­li­wość posłu­chać brzmie­nia melo­dii, któ­ra jest dro­ga każ­de­mu — nawet dziec­ku. Hej­nał ten odda­je nie­ja­ko całą naszą Ojczy­znę pod straż Kró­lo­wej Nie­bie­skiej.

Powróć­my jesz­cze do jed­ne­go wyda­rze­nia histo­rycz­ne­go: w 1655 roku w gra­ni­ce Pol­ski wdar­li się Szwe­dzi, a opusz­czo­ny król Jan II musiał ucie­kać poza gra­ni­ce kra­ju, zroz­pa­cze­ni bisku­pi pisa­li do papie­ża: Zgi­nę­li­śmy, jeśli Bóg nie zli­tu­je się nad nami. Wte­dy Ojciec Świę­ty Alek­san­der VII, powo­łu­jąc się na obja­wie­nie o. Juliu­sza Man­ci­nel­le­go odpo­wie­dział: Nie, Mary­ja was ura­tu­je, to Pol­ski Pani. Jej się poświęć­cie. Jej ofi­cjal­nie ofia­ruj­cie. Ją Kró­lo­wą ogło­ście, prze­cież sama tego chcia­ła. Król Jan Kazi­mierz, sto­su­jąc się do rady papie­ża, 1 kwiet­nia 1656 r. zło­żył uro­czy­sty ślub, ogła­sza­jąc Mary­ję Kró­lo­wą Pol­ski (por. ks. K. Wil­czyń­ski, ibi­dem). Tak król ślu­bo­wał przed wize­run­kiem MB Łaska­wej we Lwo­wie: Cie­bie za Patron­kę moją i za Kró­lo­wą państw moich dzi­siaj obie­ram. A w trzech­set­ną rocz­ni­cę tych ślu­bów bisku­pi pol­scy z ini­cja­ty­wy wię­zio­ne­go pry­ma­sa Ste­fa­na Wyszyń­skie­go doko­na­li ponow­ne­go zawie­rze­nia całe­go kra­ju Maryi i odno­wie­nia ślu­bów kró­lew­skich. Oko­ło milio­na wier­nych na Jasnej Górze zło­ży­ło te Jasno­gór­skie Ślu­by Naro­du, co do dzi­siaj przy­no­si owo­ce.

A my co sądzi­my o tym kró­lo­wa­niu Maryi w XXI wie­ku? Czy Świę­ta Mary­ja rze­czy­wi­ście nam kró­lu­je? Czy Ona sta­ła się rze­czy­wi­stą Kró­lo­wą naszych serc? Czy Ją przy­ję­li­śmy do sie­bie z całą Ewan­ge­lią Jezu­sa do domu jak św. Jan? Czy nosi­my jesz­cze jakieś ozna­ki jej kró­lo­wa­nia na szyi? Czy nasze ścia­ny domów, biur są przy­stro­jo­ne choć­by jed­nym, a kunsz­tow­nym Jej wize­run­kiem? Czy to już obciach? Czy na waka­cjach czy emi­gra­cji inni mogą poznać naszą Patron­kę po naszym zacho­wa­niu? Czy odwie­dza­my Jej sank­tu­aria? Czy jedy­nie trak­tu­je­my Ją jako pew­ną rezer­wę tak­tycz­ną, strze­gą­cą z dystan­su nasze­go bez­pie­czeń­stwa? Czy nie bie­rze­my Jej za jakąś tyl­ko cza­ro­dziej­ką zapew­nia­ją­cą pomyśl­ność naszej Ojczy­zny?

Potrze­bu­je­my na tej Eucha­ry­stii zro­zu­mieć oczysz­czo­ny, czy­li praw­dzi­wy spo­sób kró­lo­wa­nia Maryi. Ona już raczej nie potrze­bu­je nas pod Krzy­żem. Ona raczej cze­ka na nas przy Synu, któ­ry Zmar­twych­wstał, Któ­re­go Ewan­ge­lią trze­ba nam ema­no­wać w świe­cie. Jeśli umie­my to zro­zu­mieć, że Mary­ja sta­wia na Kró­le­stwo Boże jako naj­waż­niej­szą, naj­szla­chet­niej­szą i naj­wyż­szą kar­tę w życiu, nie zawa­ha­my się wziąć Jej — Kró­lo­wej pokor­nej — do sie­bie, do domu, do swo­ich. Bo nam o tyle mogą się powieść nasze zma­ga­nia, z pychą wła­snych udziel­nych „kró­lestw” czy  zamknię­tych dla Boga enklaw myśle­nia i dzia­ła­nia, o ile weź­mie­my poko­rę Maryi do domu, po pro­stu do domu, jak uczeń Jan. A nie będzie­my naszej Patron­ki trzy­mać tyl­ko w murach kościo­łów i sank­tu­ariów. W ser­cu czło­wie­ka zaczy­na się Jej kró­lo­wa­nie, a Jej na co dzień przy­wo­ły­wa­na obec­ność w naszych domach, w apar­ta­men­tach, miesz­ka­niach powo­du­je cuda. To nie­kie­dy ozna­cza cier­pli­we ocze­ki­wa­nie na akcję Boga i umie­jęt­ność życia w tle, w cie­niu Jego wiel­ko­ści. Ale to bar­dzo opła­cal­na dro­ga. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/
Odpust Mat­ki Bożej Kró­lo­wej Pol­ski — Kra­ków Nowy Ruczaj — Sta­ry Kobie­rzyn