0:00/ 0:00
Kazania

Miasto i ofiara

Miasto i ofiara

Gdy Jezus był już bli­sko Jero­zo­li­my, na widok mia­sta zapła­kał nad nim i rzekł: „O gdy­byś i ty pozna­ło w ten dzień to, co słu­ży poko­jo­wi” (Łk 19,41).
Kie­dy Syn Boży pła­cze nad mia­stem, szcze­gól­nie nad tym Mia­stem, wie­my, że dzie­je się coś nie­sły­cha­nie poważ­ne­go. Jero­zo­li­ma prze­sta­ła słu­żyć poko­jo­wi. Jej los w „sta­rym wyda­niu” jest prze­są­dzo­ny. Pro­rok-Mesjasz-Syn Boży zna już histo­rię i przy­szłość tego mia­sta ze słyn­nym wzgó­rzem świą­tyn­nym. Wia­try histo­rii odmie­nią wkrót­ce zupeł­nie jego pano­ra­mę. Nie zosta­nie kamień na kamie­niu. Jezus Chry­stus dobrze już wie, że tyl­ko Jego ofia­ra i zbaw­czy akt, któ­re­go dopeł­ni poza mura­mi ziem­skiej Jero­zo­li­my otwo­rzy bra­my Jero­zo­li­my nie­bie­skiej. Nowe­go Mia­sta. To On — Bara­nek ofiar­ny — godzien jest otwo­rzyć bra­mę nie­ba i zła­mać oko­wy pano­szą­ce­go się zła. Tyl­ko On godzien jest wziąć księ­gę i jej pie­czę­cie otwo­rzyć, bo został zabi­ty i nabył Bogu krwią swo­ją ludzi z każ­de­go poko­le­nia, języ­ka, ludu i naro­du i uczy­nił ich Bogu nasze­mu kró­le­stwem i kapła­na­mi, że będą kró­lo­wać na zie­mi w poko­ju (por. Ap 5). A Panu Bogu cho­dzi o zba­wie­nie i przy­go­to­wa­nie wła­śnie takich ludzi, któ­rzy naśla­du­jąc Jego Syna słu­żą poko­jo­wi na zie­mi. Pokój jed­nak czę­sto kosz­tu­je. Chry­stus Pan sam tego doświad­czył i nadal doświad­cza, jesz­cze dziś, pod­czas tylu wojen i tlą­cych się kon­flik­tów.

Gdy w listo­pa­dzie 1918 roku, po 123 latach nie­obec­no­ści na mapach poli­tycz­nych Euro­py, Pol­ska odzy­ski­wa­ła nie­pod­le­głość, sta­ło się to głów­nie dzię­ki wytrwa­ło­ści i ofiar­no­ści rodzin, któ­re w okre­sie nie­wo­li prze­ka­zy­wa­ły nowym gene­ra­cjom mło­dych Pola­ków przy­wią­za­nie do toż­sa­mo­ści, języ­ka i kul­tu­ry Ojczy­zny. Potem dzię­ki ofie­rze wie­lu mło­dych ludzi, boha­te­rów nie­pod­le­gło­ści, któ­rzy nie zawa­ha­li się dać swo­je­go zdro­wia i życia na sza­lę  wol­no­ści zapro­wa­dzo­no wresz­cie pokój na tej zie­mi. W latach pierw­szej woj­ny świa­to­wej (1914−1918) wystą­pi­ły sprzy­ja­ją­ce oko­licz­no­ści dla spra­wy resty­tu­cji pol­skiej suwe­ren­no­ści. Zabor­cy sta­nę­li wów­czas naprze­ciw­ko sie­bie, łamiąc swą dotych­cza­so­wą soli­dar­ność w kwe­stii pol­skiej. W 1918 r. roz­wią­za­no ostat­nie odzia­ły pol­skie wal­czą­ce u boku tzw. państw cen­tral­nych. Pola­cy sprzy­mie­rzy­li się z pań­stwa­mi blo­ku Enten­ty. I to wła­śnie dla­te­go w stycz­niu 1918 r. w prze­mó­wie­niu do kon­gre­su USA, pre­zy­dent Woodrow Wil­son uznał odbu­do­wę nie­pod­le­głej Pol­ski z dostę­pem do morza za jeden z warun­ków zawar­cia trwa­łe­go poko­ju w Euro­pie.

Lwów był mia­stem wie­lo­et­nicz­nym, jak wie­lo­et­nicz­na była Pol­ska Pia­stów i Jagiel­lo­nów. Łatwo było wów­czas zauwa­żyć nawet w roz­gryw­kach pił­kar­skich,  że pol­ski Lwów kibi­co­wał pro­por­cjo­nal­nie Pogo­ni albo Czar­nym, że ukra­iń­ski Lwów stał murem za ST Ukra­ina, a żydow­ski Lwów dopin­go­wał swo­ją Hasmo­neę. I w ten spo­sób nawet sport stał się ema­na­cją uczuć naro­do­wych, a te z kolei nader czę­sto bywa­ły zakład­ni­kiem skom­pli­ko­wa­nej poli­ty­ki. Kie­dy więc doszło do zaję­cia Lwo­wa przez ukra­iń­skie woj­ska, Pol­ska Orga­ni­za­cja Woj­sko­wa roz­po­czę­ła kontr­ak­cję obję­cia Lwo­wa w „posia­da­nie pań­stwa pol­skie­go”. W ten spo­sób doszło do cięż­kich walk w mie­ście i wie­lu ofiar ponie­sio­nych za to mia­sto przez lud­ność. W wal­kach we Lwo­wie i w obro­nie jego pol­sko­ści do 22 listo­pa­da 1918 włącz­nie uczest­ni­czy­ło z bro­nią w ręku lub w służ­bach pomoc­ni­czych 6022 osób, w tym 1374 uczniów szkół powszech­nych i śred­nich oraz stu­den­tów. 2640 nie prze­kro­czy­ło 25. roku życia, naj­młod­szy miał 9 lat. Zgi­nę­ło lub zmar­ło od ran 439 żoł­nie­rzy i człon­ków woj­sko­wej służ­by sani­tar­nej, w tym 12 kobiet. 120 pole­głych było ucznia­mi, a 76 stu­den­ta­mi uczel­ni. Jeden z nich, 13-let­ni Antoś Petry­kie­wicz zło­żył ofia­rę życia — został naj­młod­szym w histo­rii kawa­le­rem Orde­ru Vir­tu­ti Mili­ta­ri (za Michał Kli­mec­ki, Pol­sko-ukra­iń­ska woj­na o Lwów i Gali­cję Wschod­nią 1918–1919, War­sza­wa: Volu­men, 2000, s. 139). Do powsta­nia legen­dy Orląt Lwow­skich przy­czy­ni­ła się dodat­ko­wo tak­że posta­wa har­ce­rek i har­ce­rzy, zarów­no tych lwow­skich, jak i tych z całe­go kra­ju.

Dzi­siej­sza Ofia­ra Eucha­ry­stycz­na dopo­ma­ga nam w zro­zu­mie­niu życia i jego sen­su jako ofia­ry. I to ofia­ry kon­kret­nej, np. za rodzi­nę, za mia­sto, za Ojczy­znę. To prze­cież jasne dla nas, że nie cho­dzi o to, aby poszu­ki­wać tutaj na zie­mi szczę­ścia przez uni­ka­nie złej pogo­dy, trud­ne­go kon­tek­stu histo­rycz­ne­go, gor­szej koniunk­tu­ry eko­no­micz­nej, prze­mil­cza­nie utra­pień czy kło­po­tów w Ojczyź­nie lub wśród bli­skich. W życiu nie cho­dzi w ogó­le o uni­ka­nie pro­ble­mów i ofiar. Nale­ży je raczej moc­no podej­mo­wać, a sie­bie anga­żo­wać dla wiel­kich spraw, odda­wać się naj­szla­chet­niej­szym celom, wyda­wać na nie swo­je bogac­twa, talen­ty, siły, zdro­wie, a nawet hero­icz­nie ofia­ro­wać życie całe. Tak czy­ni­ły to Orlę­ta Lwow­skie i obroń­cy Lwo­wa. Ich ofia­ra mia­ła sens. Ojczy­zna ziem­ska bowiem pamię­ta ich czy­ny, a Ojczy­zna nie­bie­ska ufa­my — przy­ję­ła ich do sie­bie.

Ofia­ra Eucha­ry­stii zbli­ża nas rów­nież, a może przede wszyst­kim do zro­zu­mie­nia inten­cji same­go Jezu­sa w naszym życiu i roz­po­zna­nia wła­snej dro­gi do wiecz­ne­go Mia­sta, wiecz­nej Ojczy­zny. Po Kra­ko­wie, Lwo­wie, War­sza­wie czy Zako­pa­nem przyj­dzie kie­dyś bowiem czas na nie­bie­skie Jeru­za­lem. To doce­lo­we nasze Mia­sto w nie­bie, któ­re otwo­rzył dla nas Jezus. Przez wpro­wa­dza­nie poko­ju wokół nas już tutaj na zie­mi, przez zre­zy­gno­wa­nie z chę­ci odwe­tu, Bóg czy­ni z nas narzę­dzia poko­ju; wyba­cza­ją­ce, ale i cią­gle potra­fią­ce ofia­ro­wać sie­bie dla spraw naj­waż­niej­szych. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/

Kaza­nie wygło­szo­ne pod­czas Mszy św. w 100-lecie oswo­bo­dze­nia Lwo­wa