0:00/ 0:00
Kazania

Milimetr

Milimetr

Gdzie współ­cze­sny czło­wiek szu­ka dziś NPO, czy­li naj­waż­niej­sze­go punk­tu odnie­sie­nia? Są róż­ne moż­li­wo­ści. Wymień­my choć­by trzy.

Pierw­szy popu­lar­ny spo­sób szu­ka­nia naj­waż­niej­sze­go punk­tu odnie­sie­nia znaj­du­je w łazien­ce lub przy sza­fie. Lustro. Czło­wiek sam dla sie­bie jest punk­tem odnie­sie­nia. „Modli się” dłu­go do swo­je­go obli­cza w lustrze. Odda­je nawet nie­rzad­ko cześć sobie i swo­je­mu pięk­nu. Już od rana robi z sie­bie bóstwo. A licz­ba minut spę­dzo­nych przed swo­im odbi­ciem wie­lo­krot­nie wyprze­dza czas codzien­nej pra­cy nad swo­im cha­rak­te­rem, nie mówiąc już o modli­twie. Pierw­szym boha­te­rem życia sta­je się ego, ubra­ne w cią­gle bar­dziej wysty­li­zo­wa­ne zewnę­trze. Ale prze­cież nie wygląd, nie sza­ta zdo­bi czło­wie­ka. Lecz ser­ce.

Dru­gi spo­sób poszu­ki­wa­nia naj­waż­niej­sze­go punk­tu odnie­sie­nia w życiu jest też popu­lar­ny. Ekran. Czło­wiek na całe godzi­ny zasia­da przed swo­iste­go rodza­ju „ołta­rzem” — ekra­nem tv, kom­pu­te­ra, table­tu, smart­fo­nu. Szu­ka naj­waż­niej­szych wzo­rów za cie­kło­kry­sta­licz­nym ekra­nem. Przed jego ocza­mi krę­ci się swo­ista ple­ja­da gwiazd, obra­zy z gier prze­pla­ta­ją się z poli­tycz­ny­mi new­sa­mi. Komu­ni­ka­ty, co praw­da wzbu­dza­ją naszą cie­ka­wość, ale nie są nor­mal­nym życiem, a raczej — „liza­niem życia przez szyb­kę”. Bo czy gada­ją­ce gło­wy poli­ty­ków i dzien­ni­ka­rzy, spraw­ni fizycz­nie spor­tow­cy lub gra­ją­cy swe role akto­rzy i pio­sen­ka­rze, czy oni wszy­scy zasłu­gu­ją na nasze godzi­ny zain­te­re­so­wa­nia?  W ten spo­sób cały wol­ny czas umy­ka, ten cen­ny czas dla nas samych, nasze­go hob­by, rela­cji z naj­bliż­szy­mi i roz­wo­ju oso­bi­ste­go, ducho­wo­ści. Cią­głe wpa­try­wa­nie się w ekra­ny czy­ni nas nie­szczę­śli­wy­mi. (por. Chris Wel­ler, Busi​nessIn​si​der​.com). Ponad­to nie­któ­re tzw. gwiaz­dy z ekra­nów, gor­szą­cym try­bem życia wpra­wia­ją w wiel­ki ból gło­wy nauczy­cie­li i rodzi­ców.

Trze­ci spo­sób poszu­ki­wa­nia naj­waż­niej­sze­go punk­tu odnie­sie­nia jest na wskroś chrze­ści­jań­ski. Przy­po­mi­na go Uro­czy­stość Boże­go Cia­ła. Poszu­ki­wa­nie naj­waż­niej­sze­go punk­tu odnie­sie­nia chrze­ści­ja­nie zakoń­czy­li już daw­no. To Chry­stus. Odna­leź­li­śmy Go już daw­no. Nawet na odwrót: On nas odna­lazł. Dla­te­go podą­ża­my za Jego Sło­wem. Dla­te­go powta­rza­my Jego sakra­men­ty — zna­ki Jego obec­no­ści przy nas, a wśród nich ten naj­święt­szy — Eucha­ry­stię. U począt­ków wspól­no­ty, w cza­sach apo­stol­skich,  z powo­du życia w komu­nii z Eucha­ry­stią, czy­li bez grze­chu, chrze­ści­ja­nie nazy­wa­li się nawet świę­ty­mi. Wie­lo­krot­nie, m.in. w: Dz. 9, 32, 40.; Rz. 12, 13; Rz. 15, 25; Rz. 16, 15; 1 Kor. 16, 1. Bo hebraj­skie świę­ty to qodesz — ozna­cza oddzie­lo­ne­go od zła, żyją­ce­go ku nie­bu. Po latach poję­cie świę­ty zawę­żo­no do męczen­ni­ków, wyznaw­ców, hero­icz­nych świad­ków wia­ry. Chrze­ści­ja­nie są zapa­trze­ni w świę­tość Chry­stu­sa, Któ­ry Jest naj­waż­niej­szym punk­tem odnie­sie­nia. Za Jego naukę daje­my życie. Żyje­my według Jego Ewan­ge­lii, a nie wzor­ców gustu świa­ta, i dla­te­go chro­ni­my życie od poczę­cia do natu­ral­nej śmier­ci, wie­rzy­my w śmierć i zmar­twych­wsta­nie, naśla­du­je­my bowiem Chry­stu­sa.

To Eucha­ry­stia, naj­waż­niej­szy znak obec­no­ści Chry­stu­sa na zie­mi, oddzie­la nas od grze­chu. Eucha­ry­stia sta­wia nam świę­te wyma­ga­nia. Eucha­ry­stia — ten nie­ca­ły mili­metr świę­to­ści Bożej skry­ty w opłat­ku psze­nicz­ne­go chle­ba czy­ni nas moc­niej­szy­mi. Podą­żaj­my za Nią w nie­dzie­lę i na co dzień. To nas cał­ko­wi­cie odróż­nia od świa­ta. Niech nas pięk­nie odróż­nia! Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/