0:00/ 0:00
Kazania

Nie strońmy

Nie strońmy

Dzi­siej­sze Sło­wo opo­wia­da rodzin­ną histo­rię sprzed 2000 lat. Widzi­my jak mło­da Mary­ja odwie­dza swo­ją krew­niacz­kę. Idzie do poło­żo­ne­go nie­da­le­ko Jero­zo­li­my Ain Karem. Ta prze­pięk­na wio­ska to dzi­siaj dziel­ni­ca Jero­zo­li­my, na zachod­nim jej przed­mie­ściu. Po obiet­ni­cy usły­sza­nej od Anio­ła Gabrie­la Mat­ka Jezu­sa, sama będą­ca w sta­nie bło­go­sła­wio­nym, uda­je się tam z pośpie­chem. Zdą­ża do Elż­bie­ty, aby prze­ko­nać się o cudzie poko­na­nia nie­płod­no­ści. Idzie, aby spę­dzić czas, poroz­ma­wiać, podzie­lić się rado­ścią, a tak­że pomóc naj­bliż­szej krew­nej znaj­du­ją­cej się w sytu­acji wyjąt­ko­wej potrze­by. Mary­ja zacho­wu­je się god­nie, a pro­sto, zachwy­ca odru­chem ludz­kiej empa­tii i reflek­sem. Jak­że cza­sa­mi tej cechy rodzin­no­ści bra­ku­je w zabie­ga­nej codzien­no­ści XXI wie­ku.

W zie­lo­nym Ain Karem dzie­je się wie­le. Św. Łukasz prze­ka­zu­je nam dużo szcze­gó­łów poby­tu Maryi. Dwie pie­śni Magni­fi­catBene­dic­tus powsta­ją wła­śnie tam. A śpie­wa­ją je i powta­rza­ją chrze­ści­ja­nie przez wie­ki całe. Mary­ja wła­śnie tam obja­wia się poet­ką i wyśpie­wu­je swo­je Wiel­bi dusza moja Pana, a i Zacha­riasz, mąż Elż­bie­ty into­nu­je, po naro­dzi­nach Jana Chrzci­cie­la słyn­ny ton Bło­go­sła­wio­ny Pan Bóg Izra­ela. Cuda dzie­ją się w rodzi­nie Maryi. Rodzi­na jest razem. Jest szczę­ście. Modlą się, nawet śpie­wa­ją i two­rzą poezję. Nie żyją sami. Nie stro­nią od ludzi.

My nie żyje­my sami. Bóg nie stwo­rzył nas indy­wi­du­ali­sta­mi. Wśród tylu ludzi żyje­my, poru­sza­my się i jeste­śmy. Szu­ka­my kon­tak­tu w codzien­nym byciu. Kobie­ty i męż­czyź­ni, ich dzie­ci nie są samot­ny­mi wyspa­mi. Dla­te­go nie strońmy od ludzi. Daj­my sobie czas przed maszy­na­mi, komór­ka­mi, kom­pu­te­ra­mi. Ludz­kie isto­ty tego potrze­bu­ją. Dla­te­go są Świę­ta. One pole­ga­ją na tym, aby nie tyle tyl­ko słu­chać kolęd, co je śpie­wać, aby nie tyle oglą­dać tele­wi­zyj­ne pro­gra­my o świę­tach, co je w rodzi­nie prze­ży­wać, nie tyle pozdra­wiać się przez tele­fon, co napraw­dę uści­skać.

Nasi naj­bliż­si i krew­ni, na począt­ku żona i mąż, dzie­ci, dziad­ko­wie i bab­cie są dla nas zada­niem pierw­szym, któ­re nas sta­wia we wła­ści­wym świą­tecz­nym krę­gu i okre­śla jako ludzi. Dopie­ro potem idzie­my dalej, do przy­ja­ciół, sąsia­dów, kole­gów czy nie­zna­jo­mych na rynek. Nale­ży rów­nież pamię­tać, że Ci, co prze­ży­wa­ją chwi­le prób są dla nas szcze­gól­ną misją ewan­ge­licz­ną. Nie stroń­my od nich, od cho­rych i potrze­bu­ją­cych.

Nie stroń­my od ludzi. Jezus nie stro­nił od ludzi. Gro­ma­dził ich tłum­nie. Nie prze­sta­je tego czy­nić i dzi­siaj. To im poświę­ca całe swo­je ziem­skie życie. 30 lat spę­dza w rodzin­nym domu, bli­sko swo­ich. Potem wyru­sza z misją, cho­dzi, spo­ty­ka cho­rych, głod­nych, a i grzesz­ni­ków na Jego dro­dze było bez liku. Odwie­dza wese­la, nawie­dza rodzi­ny apo­sto­łów, np. Pio­tra, i przy­ja­ciół: Łaza­rza, Mar­tę i Marię, odwie­dza cho­rych, lecz rów­nież cel­ni­ków, fary­ze­uszów, nawet Sama­ry­tan, któ­rzy nale­że­li do odręb­ne­go szcze­pu. Jezus napo­ty­kał na dro­dze rów­nież nie­przy­ja­ciół. Mar­tin Luther King powie­dział kie­dyś, że miłość to jedy­na siła, któ­ra zmie­nia wro­ga w przy­ja­cie­la.

Jezus, na modli­twie przed Ojcem, w cza­sie Eucha­ry­stii przed­sta­wia Nie­bu ludzi, wsta­wia się za nami. Taką posta­wę zosta­wił w spad­ku. Kie­dy dziś cze­goś chce­my się uczyć od Nie­go i Jego Bło­go­sła­wio­nej Mamy to tego, by nie stro­nić od ludzi, wybie­rać ich spra­wy przed „tech­nicz­ną” stro­ną życia. Eucha­ry­stia kształ­ci nas wła­śnie w ten spo­sób, aby­śmy wycho­dzi­li do bliź­nie­go, uśmie­cha­li się nie tyl­ko od świę­ta, czy też w imie­ni­ny, uro­dzi­ny. Prze­ży­waj­my więc ten nad­cho­dzą­cy czas z ludź­mi, daj­my sobie radość, wspar­cie i napeł­nij­my Bożym poko­jem dni. Zanie­śmy innym otu­chę Ducha Boże­go, Ducha Jezu­sa, Ducha Świę­te­go. Jak nasza Wiel­ka Patron­ka w domu Elż­bie­ty. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​