0:00/ 0:00
Kazania

O ciasnocie kościoła i niedzielnym przystanku

O ciasnocie kościoła i niedzielnym przystanku

Usły­sza­łem kie­dyś krót­kie opo­wia­da­nie pt. „O cia­sno­cie w syna­go­dze”. Tłu­ma­czył się pewien poboż­ny Żyd, iż nie może wejść do środ­ka syna­go­gi, bo od ścia­ny do ścia­ny, od góry do dołu peł­no jest nauk i przy­ka­zań: — Dla mnie nie ma już miej­sca! A gdy zauwa­żył, że inni nie rozu­mie­ją jego wywo­dów, dodał: — Sło­wa, któ­re spły­wa­ją z warg nauczy­cie­li i modlą­cych się, nie pocho­dzą z ser­ca nasta­wio­ne­go na nie­bo, lecz zapeł­nia­ją ten dom modli­twy, od ścia­ny do ścia­ny, od góry do dołu. Inny­mi sło­wy: Dom Ojca powi­nien być miej­scem, gdzie odkry­wa­my to, co Bóg ma nam do powie­dze­nia. Nie może­my tyl­ko i wyłącz­nie my gadać, pro­sić, skar­żyć się, prze­ga­dy­wać Boga. Tak dzie­je się przez cały tydzień wśród ludzi i oni prze­no­szą tę manie­rę na tę godzi­nę modli­twy w dniu świę­tym. Jeśli tak, to nawet naj­pięk­niej­szy i naj­star­szy kościół będzie za cia­sny do wysłu­cha­nia Sło­wa Boga i spo­tka­nia Zba­wi­cie­la.

Jezus przy­był do Jero­zo­li­my. W świą­ty­ni zastał sie­dzą­cych za sto­ła­mi ban­kie­rów oraz tych, któ­rzy sprze­da­wa­li woły, baran­ki i gołę­bie. Wów­czas, spo­rzą­dziw­szy sobie bicz ze sznu­rów, powy­pę­dzał wszyst­kich ze świą­ty­ni, tak­że baran­ki i woły, poroz­rzu­cał mone­ty ban­kie­rów, a sto­ły powyw­ra­cał. Do tych zaś, któ­rzy sprze­da­wa­li gołę­bie, rzekł: „Zabierz­cie to stąd i z domu mego Ojca nie rób­cie tar­go­wi­ska! (J 2). Jezus nie zauwa­żył w jero­zo­lim­skiej świą­ty­ni miej­sca dla obec­no­ści Boga. Zapra­gnął to zmie­nić, jako naj­bar­dziej upraw­nio­na Oso­ba. Zba­wi­ciel wspa­nia­le bro­ni świę­to­ści świą­ty­ni, domu Ojca. Czy­ni to na całe­go. Rozu­mie bowiem, że kie­dy w Wiel­ki Pią­tek w świą­ty­ni Sta­re­go Przy­mie­rza roze­drze się zasło­na przy­byt­ku, Nowe Przy­mie­rze wpro­wa­dzi nową świą­ty­nię, usta­no­wio­ną aż do koń­ca cza­sów. Wkrót­ce zaj­dą w spo­so­bie kul­tu wiel­kie zmia­ny.

Histo­ria świą­ty­ni jero­zo­lim­skiej, potem zresz­tą zbu­rzo­nej, czy syna­go­gi w Naza­re­cie (Łk 4), bru­tal­nie nam przy­po­mi­na, że Zba­wi­ciel jak i pro­ro­cy nie zyskał akcep­ta­cji roda­ków. Nara­żał się raczej na pyta­nia: jakim pra­wem to czy­ni, to mówi? On nie ocze­ku­je jed­nak, że uwie­rzą, że odwró­cą się od swo­ich grze­chów. Wie­lu nie chce słu­chać sło­wa Boże­go. Nie chce takie­go Mesja­sza. Chcie­li­by inne­go, ule­pio­ne­go na swój obraz i podo­bień­stwo. Nie chcą Tego, któ­ry sta­wia im nowe wyzwa­nia, by się zmie­ni­li i nawró­ci­li, by odmie­ni­li spo­sób modli­twy. Zba­wi­ciel wie, że dni męki i zmar­twych­wsta­nia zmie­nią naj­wię­cej. Do nich zmie­rza Jego akcja i misja.

Każ­dy z nas musi zda­wać sobie spra­wę, że nie przy­cho­dzi do kościo­ła na „gene­ro­wa­nie” sobie obra­zu Boga, na zała­twia­nie jakiejś spra­wy, zali­cze­nie jakie­goś obo­wiąz­ku, ubez­pie­cze­nie się, pohan­dlo­wa­nie z Bogiem: ja Ci Boże to, ale Ty mi to. Przy­by­wam tutaj przed ołtarz, aby sta­wić się przed Panem i Go słu­chać. Nie chcę dostar­czyć jakie­goś „gołę­bia” ofia­ry, ale sie­bie całe­go. Ofia­ru­ję sie­bie i swo­ich przed ołta­rzem. Cze­kam, aż mi Bóg coś pod­po­wie, opo­wie o moim życiu, wska­że dro­gę, napeł­ni nową mocą. Ina­czej jestem podob­ny do skar­co­nych przez Pana Jego roda­ków.

Cho­dzi rów­nież o coś naj­cen­niej­sze­go: o Cia­ło Jezu­sa, o Jego obec­ność wśród nas w Eucha­ry­stii. Ona jest nową świą­ty­nią dla chrze­ści­jan: świą­ty­nią Jego cia­ła. „Bierz­cie i jedz­cie, czyń­cie to na moją pamiąt­kę”. Tam gdzie czy­ni­my te gesty i powta­rza­my te sło­wa sta­je się świą­ty­nia, dzie­je się Kościół. Nie ten z kamie­nia, lecz ten praw­dzi­wy — wspól­no­ta. To w Eucha­ry­stii znaj­du­je­my nowy sens budo­wa­nia pięk­nych świą­tyń jako sta­cji obec­no­ści Boga, sta­cji ciszy w zgieł­ku mate­rial­ne­go, han­dlo­we­go obra­zu świa­ta. To ta nowość napraw­dę prze­mie­nia świat.

Mija następ­ny tydzień Wiel­kie­go Postu. Czy rze­czy­wi­ście słu­cha­my Sło­wa Jezu­sa? Czy pośród zna­jo­mych bro­ni­my Boga praw­dzi­we­go, a nie naszej wer­sji tego, jakim chcie­li­by­śmy Go widzieć? Czy zwra­ca­my uwa­gę na to, cze­go napraw­dę doty­ka nasze ser­ce w świą­ty­niach na Eucha­ry­stii. Czy umie­my się tym cie­szyć? Msza św., jak świę­ta Sta­cja Sło­wa i świę­ta Sta­cja Eucha­ry­stii to nie cia­sno­ta, ale wol­na prze­strzeń dana Panu Bogu, któ­ry nas kocha i uczy. To rów­nież sta­cja słu­cha­nia Jego pla­nów o naszym skrom­nym życiu oraz sta­cja odda­nia do Jego dys­po­zy­cji kuba­tu­ry, prze­strze­ni naszych dni. Ciesz­my się na tym nie­dziel­nym przy­stan­ku Jego obec­no­ścią. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/