0:00/ 0:00
Kazania

Odkrywcy

Odkrywcy

Krzysz­tof Kolumb, wiel­ki odkryw­ca Ame­ry­ki, napi­sał do kró­la Hisz­pa­nii, przy­bi­ja­jąc do brze­gu wyspy Haiti taki list: Tutaj jest wie­le korze­ni, wiel­kie kopal­nie zło­ta i innych krusz­ców. (…) Całą bro­nią miesz­kań­ców są trzci­ny ści­na­ne w chwi­li, kie­dy sypią ziar­no, na ich szer­szym koń­cu przy­mo­co­wu­ją kawa­łek zaostrzo­ne­go drew­na; ale nie mają odwa­gi się nim posłu­gi­wać. (…) Nie mają żad­nej reli­gii ani bał­wo­chwal­stwa. Wie­rzą jedy­nie, że w nie­bie miesz­ka wszel­ka moc, wszel­kie dobro, wie­rzą nie­zbi­cie, że ja i moje okrę­ty zstą­pi­li­śmy z nie­ba. Odkry­cie Ame­ry­ki wią­że się jak widzi­my ze spo­tka­niem rdzen­nych miesz­kań­ców, któ­rzy są z natu­ry reli­gij­ni. Szu­ka­ją jak­by po omac­ku wyja­śnie­nia świa­ta. Ocze­ku­ją zna­ku z nie­ba. Są gościn­ni i ufni.

Jed­nak­że odkryw­cy już w pierw­szych zda­niach listu pozby­wa­ją nas złu­dzeń. Ich celem jest pod­bój, a nie przy­jaźń, nawią­za­nie kon­tak­tów czy misja pomo­co­wa, w tym ta zwią­za­na z prze­ka­zem Ewan­ge­lii. Nie przy­by­li na nowe lądy jako chrze­ści­ja­nie, lecz jako zdo­byw­cy. I choć to pró­bu­je­my współ­cze­śnie racjo­na­li­zo­wać i opo­wia­dać, że czło­wiek jest z natu­ry odkryw­cą, to zasta­na­wia nas to pierw­sze i bar­dzo nie­chrze­ści­jań­skie nasta­wie­nie na kon­kwi­stę w wie­ku wiel­kich odkryć geo­gra­ficz­nych. Wie­my, że skoń­czy­ło się to wpro­wa­dze­niem na nowo nie­wol­nic­twa z któ­re­go prze­cież chrze­ści­jań­stwo już wyzwa­la­ło przez pierw­sze wie­ki po Chry­stu­sie. War­to­ści mate­rial­ne przy­sło­ni­ły war­tość god­no­ści czło­wie­ka.

Andrzej i Szy­mon Piotr odnaj­du­ją coś wię­cej. Ina­czej prze­cież Bóg zapla­no­wał świat. U Jezu­sa apo­sto­ło­wie odkry­wa­ją mądrość życio­wą. Nie spro­wa­dza­ją ist­nie­nia do gro­ma­dze­nia ziem­skich dóbr. Pozo­sta­wi­li nawet swo­je łodzie rybac­kie. Odkry­li praw­dzi­we­go Nauczy­cie­la i Mistrza życia. Zna­leź­li Mesja­sza, Tego, któ­ry przy­był, aby wska­zać ludziom ścież­kę ducho­wą napra­wy  świa­ta i napraw­dę wyzwo­lić ich z nie­wo­li i uwa­run­ko­wań grze­chu. Naśla­du­je­my apo­sto­łów jako ochrzcze­ni. Ocze­ku­je­my cze­goś wię­cej od życia niż tyl­ko gro­ma­dze­nia mate­rii. Dla­te­go poru­sza­ją nas sło­wa „Zna­leź­li­śmy Mesja­sza” (J 1,41). One ozna­cza­ją otwar­cie się na plan Boży.

Apo­sto­ło­wie róż­nią się od zdo­byw­ców tego świa­ta. Są pokor­ni i dla­te­go szu­ka­ją bar­dziej ser­cem. Chcą być z ludź­mi i dla ludzi. Znaj­du­ją w swo­jej misji uczniów rów­no­wa­gę, szczę­ście i oso­bi­sty roz­wój. Ina­czej bywa z nasta­wie­niem wie­lu współ­cze­snych: szu­ka­ją szczę­ścia tyl­ko kie­sze­nią. Nawet okres epi­de­mii nie uczy ich dzie­le­nia się. Scho­wa­li się. Są nawet wewnętrz­nie źli na los, a może na Boga, za dzie­ją­cą się pan­de­mię. Balast to sro­gi.

Ewan­ge­lia dnia sta­wia pyta­nie o jakość nasze­go poj­mo­wa­nia wia­ry. Czy my zna­leź­li­śmy u Jezu­sa ten apo­stol­ski spo­kój w odkry­wa­niu świa­ta? Widzi­my może jaśniej pod­czas modli­twy i litur­gii, że takie prze­sła­nie zosta­wi­li nam nasi ojco­wie. Kie­dy patrzy­my na ołtarz Mariac­ki i na ten dopra­co­wa­ny arty­stycz­nie kościół to zda­je­my sobie spra­wę z tego dzie­dzic­twa. Naj­pięk­niej­szy budy­nek na ryn­ku w Kra­ko­wie to nie bank, ale kościół. Dla­te­go waż­ne, aby nie zacho­wy­wać się w życiu jak zdo­byw­cy i nie uprzed­mio­to­wiać innych. Ewan­ge­lia szu­ka dziś życz­li­wych i pomoc­nych rąk. Odkryj­my bło­go­sła­wio­ny los trosz­czą­cych się o innych w imię Jezu­sa a zba­wi­my sie­bie! Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​