0:00/ 0:00
Kazania

Odważni

Odważni

Chrzest to sło­wo jed­no­znacz­ne i wyma­ga­ją­ce. Przy­pa­trz­my się całej akcji. Żyją­cy nad­zwy­czaj ubo­go, Jan Chrzci­ciel pod natchnie­niem ducha Boże­go odważ­nie wycho­dzi nad Jor­dan i czy­ni świa­dec­two ostat­nie­go pro­ro­ka. Chrzci wodą na poku­tę. Tym samym roz­po­czy­na reko­lek­cje przed wiel­kim przyj­ściem Syna Boże­go. Przy­by­wa­ją do nie­go tysią­ce ludzi. Nie­któ­rzy z cie­ka­wo­ści. A on oznaj­mia im wiel­ką wia­do­mość: przy­cho­dzi Mesjasz, któ­ry zmie­ni obli­cze zie­mi. Tej zie­mi. Nastę­pu­je kom­plet­na zmia­na sytu­acji. Jan Chrzci­ciel w koń­cu poka­zu­je tę zmia­nę dło­nią: „Oto Ten, Któ­ry Jest tu”. Dodaj­my, że ta histo­ria mogła­by wyda­rzyć się nad Wisłą, ale sta­ła się fak­tem w doli­nie rze­ki Jor­dan. Tak upodo­bał sobie Pan dzie­jów.

Kie­dy Jezus przy­cho­dzi nad Jor­dan roz­po­czy­na tajem­ni­ce świa­tła i nowe­go życia świa­ta. Zaczy­na odważ­nie nauczać jako doj­rza­ły, 30-let­ni męż­czy­zna. Z jaką On to czy­ni mocą? Doko­nu­je zna­ków, wie­lu cudów publicz­nych, gło­si bez­kom­pro­mi­so­wo nową dro­gę i opo­wia­da ludziom na nowo histo­rię świa­ta. Napra­wia ją. Poma­ga nowo­żeń­com w kło­po­tli­wej sytu­acji w cza­sie wese­la w Kanie Gali­lej­skiej. Wybie­ra uczniów, póź­niej­szych misjo­na­rzy. Gro­ma­dzi przy sobie tłu­my. Roz­dzie­la cudow­nie chleb. Uzdra­wia set­ki żydów i cudzo­ziem­ców, wskrze­sza z gro­bu tro­je z nich: cór­kę Jaira, mło­dzień­ca z Nain oraz swo­je­go przy­ja­cie­la Łaza­rza. Odna­wia przy­ka­za­nia zapi­sa­ne­go w kamie­niu Deka­lo­gu, wno­sząc nowe ich inter­pre­ta­cje w świe­tle miło­ści. Sta­no­wi sakra­men­ty. Idzie odważ­nie przez życie aż na Gol­go­tę, aby przy­pie­czę­to­wać ofia­rę Boże­go Syna. Rysu­je wszyst­kim wyzwo­le­nie z grze­chu jako nie tyl­ko moż­li­wość, ale koniecz­ność. Zmar­twych­wsta­je i odcho­dzi do Domu Ojca, gdzie przy­go­to­wał nam miej­sce. W Nim dostą­pi­my zmar­twych­wsta­nia, jak ufa­my. Jezus Chry­stus reali­zu­je odważ­ny plan Ojca w Duchu Świę­tym. Wyzwa­la świat i ludzi z impa­su. Dyna­mi­zu­je histo­rię.

Dla­te­go chrzest jest czymś wię­cej niż tyl­ko prze­ba­cze­niem grze­chów. Chrzest jest jak umo­wa zawar­ta z Bogiem, by nauczyć się mówić Ewan­ge­lią i pro­wa­dzić życie ucznia. Chrzest to skrzy­dła. Wia­ra od tej pory czy­ni cuda i zmie­nia smut­ne­go zja­da­cza chle­ba w odważ­ne­go zmar­twych­wsta­niem twór­cę. Apo­stoł Piotr nawet przy­rów­nu­je chrzest do poto­pu w cza­sach Noego (1 P 3,18−21). Od cza­sów chrztu w Jor­da­nie Syna Boże­go już Bóg nie sądzi jak za dni Noego, że wiel­ka jest nie­go­dzi­wość ludzi na zie­mi i że uspo­so­bie­nie ich jest wciąż złe. Bóg wów­czas poża­ło­wał, że stwo­rzył ludzi na zie­mi, i zasmu­cił się (Por. Rdz 6, 5–6). W Nowym Testa­men­cie chrzest sym­bo­li­zu­je koniec wege­ta­cji ludzi, a począ­tek nowe­go życia, w któ­rym mniej lub bar­dziej udol­nie pla­nu­ją z Bogiem. Wody chrztu wyma­ga­ją tej odwa­gi i postę­po­wa­nia wg pla­nu Jezu­sa Chry­stu­sa.

Wła­śnie nad tym nale­ży pra­co­wać. Sko­ro tak odważ­nie mówię „wie­rzę”, tak samo z zapa­łem reali­zu­ję porzą­dek Boży w życiu. Ina­czej zosta­nę tyl­ko sła­bym akto­rem litur­gii sakra­men­tów. Małost­ko­wi wie­rzą­cy szu­ka­ją­cy wymó­wek i ubez­pie­cza­ją­cy się w świe­cie docze­snym naśla­du­ją raczej dni Noego. W moim i two­im dzia­ła­niu potrze­ba odda­nia się wodzie chrztu. Porwa­nia jej nur­to­wi. Przez resz­tę życia postę­puj­my według roze­zna­nia woli Bożej, aby pójść dalej. Tego uczy nas ta świą­tecz­na Eucha­ry­stia. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​