0:00/ 0:00
Kazania

Oznaczeni

Oznaczeni

Sank­tu­arium św. Krzy­ża w Mogi­le do któ­re­go piel­grzy­mu­je­my, od wie­ków dzie­dzi­czy tajem­ni­cę o tym, że Bóg do koń­ca nas umi­ło­wał. Bóg, któ­ry kocha nie prze­sta­je nas jed­no­cze­śnie wpro­wa­dzać w tajem­ni­cę krzy­ża jako zna­ku miło­ści i zbaw­cze­go, sen­sow­ne­go cier­pie­nia. Bóg nas uko­chał i dla­te­go tutaj jeste­śmy. Sto­imy przed zna­kiem krzy­ża jako do koń­ca umi­ło­wa­ni, czę­sto pomi­mo nie­do­stat­ku, cho­ro­by, z nie­peł­no­spraw­no­ścią. Odnaj­du­je­my się wszy­scy w ofie­rze krzy­żo­wej Chry­stu­sa. Przed­sta­wia­my przed zna­kiem krzy­ża mogil­skie­go nas, jak rów­nież naszych bra­ci i sio­stry, nie będą­cych z nami fizycz­nie, ale łączą­cych się z nami w salach szpi­tal­nych, w domach opie­ki, w domach rodzin­nych. Bo chrze­ści­ja­nie to ludzie świa­do­mi miło­ści Boga nawet w prze­ciw­no­ściach losu.

Przy­po­mi­na nam sło­wo św. Paw­ła z listu do Fili­pian: Chry­stus Jezus, ist­nie­jąc w posta­ci Bożej, nie sko­rzy­stał ze spo­sob­no­ści, aby na rów­ni być z Bogiem, lecz ogo­ło­cił same­go sie­bie, przy­jąw­szy postać słu­gi, sta­jąc się podob­nym do ludzi. A w zewnętrz­nej posta­ci uzna­ny za czło­wie­ka, uni­żył same­go sie­bie, sta­jąc się posłusz­nym aż do śmier­ci – i to śmier­ci krzy­żo­wej (Flp 2,6−8). Ten frag­ment Pisma wska­zu­je jaki cha­rak­ter mia­ła śmierć na bel­kach krzy­ża. Przed wie­ka­mi wśród Rzy­mian krzyż prze­cież nie był wca­le zna­kiem miło­ści. Krzy­żo­wa­no i tor­tu­ro­wa­no w ten spo­sób ludzi wyję­tych spod pra­wa i nie­god­nych oby­wa­te­li. Dopie­ro histo­ria Jezu­sa Chry­stu­sa prze­pro­wa­dzi­ła powol­ną zmia­nę zna­cze­nia tego zna­ku.

Naj­star­szym zacho­wa­nym przed­sta­wie­niem egze­ku­cji Jezu­sa wyda­je się być relief z II lub począt­ku III wie­ku na jaspi­so­wym kamie­niu szla­chet­nym prze­zna­czo­nym do uży­cia jako amu­let, któ­ry znaj­du­je się obec­nie w Bri­tish Muzeum w Lon­dy­nie. Przed­sta­wia nagie­go męż­czy­znę, któ­re­go ramio­na są zwią­za­ne w nad­garst­kach krót­ki­mi paska­mi do pawę­ży krzy­ża w kształ­cie lite­ry T. Na awer­sie inskryp­cja w języ­ku grec­kim zawie­ra inwo­ka­cję odku­pie­nia ludzi przez Chry­stu­sa ukrzy­żo­wa­ne­go. Póź­niej­szy napis uczy­nio­ny inną ręką na tej pamiąt­ce łączy się z chrze­ści­jań­ski­mi modli­twa­mi.

To praw­da, że pierw­si chrze­ści­ja­nie uzna­wa­li krzyż za hanieb­ną szu­bie­ni­cę na któ­rej umarł Jezus, jed­nak już od począt­ku zaczę­li uży­wać wła­snej sym­bo­li­ki. Jed­nym z pierw­szych sym­bo­licz­nych ozna­czeń był krzyż skry­ty w skrzy­żo­wa­niu liter Tau i Rho, co sta­no­wi­ło skrót od grec­kie­go sło­wa σταυρός (łac. stau­ros) ozna­cza­ją­ce­go krzyż. Inny­mi sym­bo­la­mi zna­ny­mi od począt­ku u chrze­ści­jan były: paw, jako odwzo­ro­wa­nie wiecz­ne­go życia z Bogiem w nie­bie, peli­kan, kar­mią­cy ofiar­nie pisklę­ta, ryba — ich­thys, któ­re to sło­wo jest akro­ni­mem od grec­kie­go wyra­że­nia Iēso­us Chri­stos The­ou Hyios Sōtēr, co ozna­cza „Jezus Chry­stus, Boga Syn, Zba­wi­ciel” oraz lite­ry Alfa i Ome­ga bowiem Jezus mówił: „Ja jestem Alfa i Ome­ga, Pierw­szy i Ostat­ni, Począ­tek i Koniec” (Ap 22,13).

Prze­ko­na­ny do chrze­ści­jań­stwa cesarz Kon­stan­tyn w bitwie przy moście Mul­wij­skim w 312 roku uży­wał krzy­ża ukry­te­go w mono­gra­mie Chry­stu­sa, czy­li Chi i Rho, przy czym Chi [X] mia­ło postać uko­śną, a jego zaokrą­glo­ne gór­ne ramię two­rzy­ło Rho [P]. Zna­cze­nie krzy­żo­wej męki zbaw­czej w histo­rii Kościo­ła na nowo odkry­ła św. Hele­na, mat­ka cesa­rza Kon­stan­ty­na, któ­ra piel­grzy­mu­jąc u począt­ku IV wie­ku do Jero­zo­li­my, odna­la­zła reli­kwie krzy­ża Chry­stu­sa pod Gol­go­tą. Tak wyzna­czy­ła miej­sce pod bazy­li­kę Gro­bu Świę­te­go w Jero­zo­li­mie, czy­li kościół Zmar­twych­wsta­nia Pań­skie­go (Sanc­tum Sepul­chrum). Naj­waż­niej­sza świą­ty­nia chrze­ści­jań­ska, poło­żo­na w Dziel­ni­cy Chrze­ści­jań­skiej Jero­zo­li­my, w miej­scu męki, ukrzy­żo­wa­nia, zło­że­nia do gro­bu i zmar­twych­wsta­nia Jezu­sa Chry­stu­sa zawie­ra do dziś kapli­cę Zna­le­zie­nia Krzy­ża Świę­te­go. Ona powsta­ła w miej­scu daw­nej rzym­skiej cyster­ny, gdzie według tra­dy­cji św. Hele­na odna­la­zła krzyż Jezu­sa. Reli­kwie krzy­ża i gwoź­dzi krzy­żo­wych roz­sy­ła­no potem z Jero­zo­li­my po całym świe­cie. Dotar­ły i do nas, do ziem pol­skich nie tyl­ko jako pamiąt­ki wia­ry, lecz przede wszyst­kim jako wska­za­nie na każ­dy czas: jeste­ście uko­cha­ni przez Boga aż do koń­ca.

W tym sank­tu­arium, na wskroś kra­kow­skim, doku­men­to­wa­na histo­ria cudow­ne­go wize­run­ku krzy­ża zaczy­na się w XIV wie­ku. Wte­dy to zakoń­czo­no pra­ce budow­la­ne cyster­skiej świą­ty­ni i usta­wio­no w cen­tral­nym jej miej­scu na prze­cię­ciu nawy głów­nej z tran­sep­tem czczo­ny po dziś dzień Krzyż z przy­bi­tym do nie­go Jezu­sem. Pierw­szy­mi pąt­ni­ka­mi w tym miej­scu byli fun­da­to­rzy klasz­to­ru i kró­lo­wie. Wazo­wie, w ślad za Pia­sta­mi i Jagiel­lo­na­mi byli bli­sko zwią­za­ni z mogil­skim opac­twem i wize­run­kiem Pana Jezu­sa. Waw­rzy­niec Goślic­ki, opat mogil­ski (komen­da­ta­riusz) i biskup kamie­niec­ki, w 1586 roku zmie­nił wystrój wnę­trza kościo­ła i w 1588 roku z wiel­ką czcią prze­niósł wize­ru­nek Ukrzy­żo­wa­ne­go do kapli­cy.  Do sza­cow­ne­go gro­na pąt­ni­ków kró­lów, ksią­żąt, ryce­rzy, ple­be­ju­szy, ludzi utru­dzo­nych pra­cą, bie­dą i cho­ro­ba­mi,  ale też świę­tu­ją­cych i dzię­ku­ją­cych za życie i talen­ty, dołą­czy­li­śmy dzi­siaj i my. Ulo­ko­wa­ne bli­sko murów śre­dnio­wiecz­ne­go Kra­ko­wa opac­two żyje i dla nas jako „locum sacrum” — miej­sce świę­te, prze­strzeń dla ado­ra­cji tajem­ni­cy krzy­ża, nawró­ce­nia i pocie­chy serc wie­lu (por. o. Iwo Koło­dziej­czyk OCist).

Sło­wo „krzyż” naj­czę­ściej przy­wo­dzi w świe­cie na myśl cier­pie­nie i śmierć, czy­li to, co budzi nasz lęk i wiel­ką nawet nie­chęć. Bun­tu­je się świat przed krzy­żem. Pyta­ją nas ludzie, czy napraw­dę musi­my cią­gle zaak­cep­to­wać bóle, cho­ro­by, trud­no­ści, kło­po­ty, stra­ty? Nie. Nie cho­dzi o wywo­ła­nie jakie­goś cier­pięt­nic­twa. To nie jest praw­da o chrze­ści­jań­stwie. Jak więc trak­to­wać krzyż jako narzę­dzie uzdro­wie­nia, odro­dze­nia, zba­wie­nia, gdy to budzi u wie­lu natu­ral­ny opór? Potrze­ba zmia­ny nasta­wie­nia i roz­po­zna­wa­nia miłu­ją­ce­go Boga nie tyl­ko wte­dy, gdy nam się wszyst­ko ukła­da, ale rów­nież w tru­dzie, nie­do­god­no­ści, cho­ro­bie i nawet śmier­ci. Bóg nas miłu­je rów­nież, a może przede wszyst­kim wte­dy gdy nam gorzej. Jan Paweł II tulą­cy krzyż pod­czas ostat­niej swo­jej Dro­gi Krzy­żo­wej prze­ży­wa­nej w Wiel­ki Pią­tek 2005 roku wła­śnie temu wów­czas zaświad­czył. Bo Krzyż Chry­stu­sa jest klu­czem do Raju. Każ­dy, kto w Nie­go wie­rzy, ma życie wiecz­ne. Tak bowiem Bóg umi­ło­wał świat, że Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby każ­dy, kto w Nie­go wie­rzy, nie zgi­nął, ale miał życie wiecz­ne (J 3). Krzyż sta­je się więc zna­kiem bez­gra­nicz­ne­go zawie­rze­nia Bogu, któ­ry swo­je­go Syna nam dał do koń­ca, aby nam przed­sta­wić owoc Zmar­twych­wsta­nia. O tym jest ta Eucha­ry­stia.

Ksiądz poeta — Jan Twar­dow­ski w wier­szu pod tytu­łem Zdję­cie z krzy­ża (1957) tłu­ma­czy nam, że w prze­ży­wa­niu zna­ku krzy­ża naj­waż­niej­szy jest moment uwol­nie­nia:
Roz­ma­ite zdję­cia z krzy­ża bywa­ją,
na przy­kład:
zdję­cie z krzy­ża samot­no­ści
Ktoś się nagle odnaj­dzie, ugo­ści
mówi na ty, jak w Kanie zatań­czy,
doda mio­du, ujmie sza­rań­czy
Albo:
zdję­cie z krzy­ża cho­ro­by
Wsta­jesz z łoża jak Dawid mło­dy -
I już jesteś do pra­cy goto­wy,
gotów guza nabić Golia­to­wi
Ale są takie krzy­że ogrom­ne,
gdy kocha­jąc — za innych się kona -
To z nich spa­da się, jak gro­na wybor­ne -
w Mat­ki Bożej otwar­te ramio­na.

Jeste­śmy wszy­scy, każ­dy w swo­im poło­że­niu i kon­dy­cji ozna­cze­ni krzy­żem. Przy­zna­je­my się do histo­rii krzy­ża Jezu­sa w naszym życiu. Nie ma lep­sze­go sym­bo­lu miło­ści Boga. A ramio­na krzy­ża nas nie­ja­ko obej­mu­ją pod­czas tej Mszy świę­tej. Naj­waż­niej­sze będzie dzia­ło się w naszym ser­cu, kie­dy to odkry­je­my jak­by nama­cal­nie praw­dę wyra­żo­ną w pie­śni:
Zba­wie­nie przy­szło przez krzyż,
Ogrom­na to tajem­ni­ca.
Każ­de cier­pie­nie ma sens,
Pro­wa­dzi do peł­ni życia.
Jeże­li chcesz Mnie naśla­do­wać,
To weź swój krzyż na każ­dy dzień
I chodź ze Mną zba­wiać świat.
Następ­ny już wiek. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​
Kaza­nie wygło­szo­ne pod­czas die­ce­zjal­nej piel­grzym­ki cho­rych i nie­peł­no­spraw­nych Cari­tas w sank­tu­arium Św. Krzy­ża w Kra­ko­wie — Mogi­le