0:00/ 0:00
Kazania

Papiescy

Papiescy

Kie­dy sły­szy­my sło­wa Pana Jezu­sa spi­sa­ne przez św. Jana Apo­sto­ła prze­po­wia­da­ją­ce przy­szłość myśli­my od razu o naszych cza­sach. Jed­nak te sło­wa bez­po­śred­nio doty­czy­ły gru­py Dwu­na­stu i ich przy­szło­ści. Św. Piotr zapew­ne nie myślał wte­dy, że będzie bisku­pem Wiecz­ne­go Mia­sta i pierw­szym papie­żem. Nie wie­dział, że umrze śmier­cią krzy­żo­wą na Waty­ka­nie. Nie przy­pusz­czał, że tam, w Rzy­mie, powsta­nie ośro­dek życia wia­ry kato­li­ków pro­mie­niu­ją­cy na cały świat. Duch św. Para­klet to spra­wił. Zmar­twych­wsta­ły Pan zosta­wił ludziom Jego cią­gle odna­wia­ją­cą się moc. O tym jest to dzi­siej­sze sło­wo.

Świę­ty Piotr, biskup Rzy­mu nie wie­dział ilu następ­ców będzie miał. Nie wie­dział, że ist­nie­je gdzieś w Euro­pie, na pół­noc od Alp i Kar­pat rze­ka Wisła. Jed­nak­że Duch Św. Para­klet spra­wił, że tysiąc lat potem lud tej zie­mi przyj­mie chrzest w tej samej wie­rze co pierw­szy papież. A za kolej­ne tysiąc lat, ten sam Duch Pocie­szy­ciel, spra­wił, że kard. Karol Woj­ty­ła, pocho­dzą­cy „z dale­kie­go kra­ju”, uro­dzo­ny w pod­kra­kow­skich Wado­wi­cach, zaj­mie kate­dry na Late­ra­nie, Waty­ka­nie, Eskwi­li­nie i za Mura­mi Rzy­mu. Ten nowy papież zaświad­czy, że tysiąc­let­nia Pol­ska nazna­czo­na jest żywą, moc­ną, nigdy nie prze­rwa­ną, prze­ży­tą i głę­bo­ką wię­zią ze Sto­li­cą Pio­tro­wą. Co wię­cej, Duch Świę­ty Pocie­szy­ciel spra­wił przez suk­ce­sję wia­ry, że my na tej zie­mi, od Tatr przez Kra­ków po Wester­plat­te, jeste­śmy jakoś bar­dziej papie­scy i że przy­na­le­ży­my jesz­cze bar­dziej do krę­gu kul­tu­ry zacho­du. Dzię­ku­je­my Bogu za ten dar.

Choć towa­rzy­szy nam pewien nie­do­syt w reali­za­cji Ewan­ge­lii w nas i wokół nas, to wła­śnie ona pięk­nie otwie­ra na róż­no­ra­kie powo­ła­nia: te rodzin­ne, te misyj­ne, te kapłań­skie i zakon­ne, te powo­ła­nia spe­cjal­ne. Co wię­cej, Duch Ewan­ge­lii otwie­ra nas na dru­gich. Dzie­je Apo­stol­skie poma­ga­ją zro­zu­mieć ten dia­lo­gicz­ny, mobil­ny, „podróż­ni­czy” cha­rak­ter Kościo­ła. Św. Piotr podró­żo­wał. Św. Paweł podró­żo­wał. Św. Jan Paweł II podró­żo­wał. Z Ewan­ge­lią pod ręką podró­żo­wa­li. W dzi­siej­szym pierw­szym czy­ta­niu św. Paw­ła z Tar­su zasta­je­my w dro­dze, na stat­ku. Pły­nie przez grec­kie por­ty do Filip­pi w Mace­do­nii. Bły­ska­wicz­nie nawra­ca Lidię aktyw­ną, wpły­wo­wą kobie­tę zaj­mu­ją­cą się kupiec­twem pur­pu­ry i jej cały dom. Czy nie tegoż zapa­łu misyj­ne­go uczył nas rów­nież Karol Woj­ty­ła — Jan Paweł II — Świę­ty? On chło­pak uro­dzo­ny 100 lat temu w pod­kra­kow­skich Wado­wi­cach wie­dział, że tyl­ko wte­dy dusza ludz­ka zazna spo­ko­ju i szczę­ścia, kie­dy dostą­pi har­mo­nii z pla­nem Bożym. Dla­te­go tak moc­no wybrzmia­ło hasło-mot­to pon­ty­fi­ka­tu: Otwórz­cie na oścież drzwi Chry­stu­so­wi. Nie lękaj­cie się! To zawo­ła­nie misyj­ne two­rzy już kod gene­tycz­ny naszej, pol­skiej i chrze­ści­jań­skiej kul­tu­ry, ure­al­nia wia­rę, prze­po­wia­da rów­nież cza­sy prób takich jak epi­de­mia. Ale przede wszyst­kim daje speł­nie­nie: jeśli otwo­rzysz się w praw­dzie na Chry­stu­sa, wszyst­ko sta­nie się prost­sze i szczę­śliw­sze.

Dla­te­go cie­szy­my się, że dzię­ki Ducho­wi Świę­te­mu żywe papie­stwo sta­ło się bliż­sze i nam, w koście­le Mariac­kim, w samym ser­cu Kra­ko­wa. Bo tutaj odnaj­du­je­my śla­dy jego dzie­ciń­stwa, kie­dy Lolek odwie­dzał z cio­cią z ul. Flo­riań­skiej nasze podwo­je, tutaj znaj­du­je­my kon­fe­sjo­nał cenio­ne­go spo­wied­ni­ka ks. prof. Karo­la Woj­ty­ły, tutaj odnaj­du­je­my śla­dy wizyt papie­skich, tu posia­da­my w skarb­cu jego pamiąt­ki i reli­kwię. Wie­my jak bazy­li­kę i jej kapła­nów cenił Karol Woj­ty­ła jako arcy­bi­skup metro­po­li­ta kra­kow­ski, kar­dy­nał i jako papież. Cią­gle pytał: Co tam sły­chać w koście­le Mariac­kim? Jak mu dziś odpo­wie­my na to pyta­nie? Pew­nie pro­sto: żyje­my, pamię­ta­my, nie zapo­mi­na­my, że „czło­wie­ka (…) nie moż­na do koń­ca zro­zu­mieć bez Chry­stu­sa. A raczej: czło­wiek nie może sie­bie sam do koń­ca zro­zu­mieć bez Chry­stu­sa. Nie może zro­zu­mieć ani kim jest, ani jaka jest jego wła­ści­wa god­ność, ani jakie jest jego powo­ła­nie i osta­tecz­ne prze­zna­cze­nie” (Homi­lia, War­sza­wa 1979 r.). Amen.