0:00/ 0:00
Kazania

Parasol

Parasol

Bóg jest bar­dzo roz­rzut­ny w swo­jej miło­ści. Sie­je obfi­cie. Sło­wo — Jego Sło­wo pada na nas jak deszcz. Czę­sto z zasko­cze­nia i róż­no­rod­nie. Dzi­siej­sza Ewan­ge­lia (Mk 4) — Sło­wo — wła­śnie o tym opo­wia­da, o tym nie­spo­dzia­nie hoj­nym spo­so­bie dzia­ła­nia Boga w nas. Hoj­ność Boga obja­wia się tym, że Jego Sło­wo jest tak zdol­ne, że jak gdy­by samo dzia­ła swo­ją Siłą. Wystar­czy uwie­rzyć i otwo­rzyć się na akcję Boga, a Jego Sło­wo, nie wia­do­mo kie­dy, czy­ni nas mądrzej­szy­mi, lep­szy­mi, szcze­ry­mi, doj­rzal­szy­mi, szla­chet­niej­szy­mi. Po pro­stu wzra­sta­my ku Górze. Kie­dy sły­szy­my Sło­wo Boże nie my je upra­wia­my, lecz ono nas upra­wia, wyno­si i daje poczu­cie wiel­kiej god­no­ści. Czy mie­li­ście już takie doświad­cze­nie Boga? Na pew­no.

Wie­lu ludzi tzw. „nowo­cze­snych”, kie­dy usły­szy Sło­wo z Góry wycią­ga natych­miast para­sol. Nie pozwa­la się dotknąć nawet jed­ne­mu ziar­nu Sło­wa. Bóg wów­czas nie ma wie­lu szans zadzia­ła­nia. Para­sol złej woli chro­ni przed ziar­nem — iskrą Bożą, świa­tłem, desz­czem, przed tym co ducho­we i pocho­dzi z Góry. Ten fatal­ny odruch obron­ny czło­wie­ka świa­to­we­go powstrzy­mu­je wie­le dobra na zie­mi. Dzie­je się to, co w pokrew­nej do dzi­siej­szej Ewan­ge­lii (Mt 13) o Siew­cy. Mar­nu­je się Sło­wo Boże. Wpa­da na ska­łę ser­ca, mię­dzy cier­nie grze­chu i na dro­gę, gdzie nie może się uko­rze­nić i pada łupem licz­nych ludz­kich zanie­dbań. Lecz Bóg nie prze­sta­je siać. Zde­cy­do­wa­na więk­szość tere­nu jest nie­sprzy­ja­ją­ca. Ziar­na Siew­cy pada­ją jed­nak obfi­cie, aby choć ¼ zaczę­ła rosnąć.

Obie przy­po­wie­ści mówią o dyna­mi­zmie ziar­na — Sło­wa Boga, ale i o Jego nie­sa­mo­wi­tej hoj­no­ści. Wręcz o Jego roz­rzut­no­ści. On — Siew­ca daje wie­le ziar­na, nie ma opo­ru przed rzu­ca­niem swo­je­go Sło­wa cią­gle i nawet tam, gdzie ono nie ma więk­szych szans, i gdzie cze­ka bez suk­ce­su na akcep­ta­cję.

Przy­cho­dzi­my na Eucha­ry­stię, a Siew­ca pod­czas pierw­szej jej czę­ści cho­dzi wśród nas i sie­je. A my może­my prze­no­sić to Jego Sło­wo, w sobie kumu­lo­wać i nosić do świa­ta. Jak pomóc jed­nak Jego ziar­nu tra­fić do serc ludzi z para­so­la­mi? Przy­nio­słem ze sobą pomoc naj­lep­szą. Popa­trz­cie. To Biblia. Ta Księ­ga Świę­ta gro­ma­dzi tyle Sło­wa Boże­go, cią­gle żyją­ce­go, oży­wia­ją­ce­go. Kwit­ną­ce­go i owo­cu­ją­ce­go. Czy­ta­my Je. Kar­mi­my się Nim. Prze­no­si­my je poza mury kościo­łów. Ono w tym zbio­rze kart jest uśpio­ne. Jeśli nie będzie­my Go czy­tać i Nim żyć, to inni nie zoba­czą nasze­go ducho­we­go wzro­stu. Nie pozaz­drosz­czą.

My chrze­ści­ja­nie nie jeste­śmy reli­gią księ­gi, ale wspól­no­tą Sło­wa żyją­ce­go. Wie­rzy­my Mu i obser­wu­je­my Jego wzrost. Kie­dy Ono  jest czy­ta­ne otwie­ra nas. Prze­mie­nia. Daje odpocz­nie­nie. Zbli­ża do same­go Boga. I wów­czas zda­rza­ją się cuda. To wiel­ka tajem­ni­ca Sło­wa.

Zbli­ża­ją się waka­cje. Poszerz­my w tym cza­sie posiew Sło­wa. Prze­czy­taj­my pod­czas urlo­pu choć­by naj­krót­szą z Ewan­ge­lii, Ewan­ge­lię św. Mar­ka. Była pisa­na po grec­ku, języ­ku uni­wer­sal­nym impe­rium rzym­skie­go. Prze­zna­czo­na jest jak­by dla nas, dla ludzi, żyją­cych w pogań­skim świe­cie, niby cią­gle jakoś reli­gij­nym, zabo­bon­nym, ale jak­że nie pogłę­bia­nym. Niech to będzie zada­nie domo­we na waka­cje. Nie tyl­ko mecze MŚ w Rosji, któ­re lubi­my, ale i Sło­wo, któ­re kocha­my, któ­re daje życie. Sło­wo Boga: się­gnij­my do Nie­go czy to w prze­kła­dzie Biblii Tysiąc­le­cia, czy Biblii Eku­me­nicz­nej naj­now­sze­go tłu­ma­cze­nia na pol­ski, zatwier­dzo­ne­go w 2018 roku. Poszerz­my obszar Bożej obec­no­ści.

I nigdy, prze­nig­dy, pod żad­nym pozo­rem nie uży­waj­my w odnie­sie­niu do Sło­wa Boga para­so­la. Eucha­ry­stia uczy nas inne­go zacho­wa­nia, czy­li otwar­cia się na Sło­wo życia, któ­re­mu po pro­stu na imię Jezus. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/