0:00/ 0:00
Kazania

Patyk

Patyk

Jestem paty­kiem. Wszy­scy jeste­śmy paty­ka­mi. Paty­ka­mi z wiel­kim poten­cja­łem. Jako kawał­ki krze­wu win­ne­go, przy­tknię­ci do stru­mie­nia życia, do łaski z Góry, do tajem­ni­cy stwo­rze­nia i zba­wie­nia, jako paty­ki sta­je­my się gałąz­ka­mi, owo­cu­ją­cy­mi lato­ro­śla­mi. Jed­nak kie­dy odłą­czy­my się od praw­dy, dobra i pięk­na Boga sta­je­my się opa­łem świa­ta. Nie owo­cu­je­my, nic nie przy­no­si­my. Nikt z nas nie może tej praw­dy zmie­nić.

Powiedz­my sobie szcze­rze: Ilu ludzi pró­bu­je w bra­wu­rze oddzie­lić się od Boga — a dzie­je się to w róż­nych for­mach — tylu prze­gry­wa swo­je życie. Ilu ludzi wsz­cze­pia się moc­no w ramio­na Boga, wyka­zu­je dobrą wolę wobec natu­ral­ne­go sta­nu rze­czy, tylu zaczy­na owo­co­wać. To nie­zwy­kła praw­da przy­po­wie­ści o win­nym krze­wie. Zba­wi­ciel mówi tak jasno: krzew lub odpad na spa­le­nie, ter­tium non datur, trze­ciej moż­li­wo­ści nie ma.

Praw­dy danej nam z Góry, tej o paty­ko­wa­to­ści ist­nie­nia nie przyj­mu­je jed­nak zbyt wie­lu. Czło­wiek to brzmi dum­nie — mówią jed­ni. Boga nie ma — wtó­ru­ją dru­dzy. Inni w pozy­cji kana­po­wej ocze­ku­ją deus ex machi­na, boga ule­pio­ne­go na wła­sną rękę, któ­ry roz­wią­że kie­dyś wszyst­kie pro­ble­my, bo jakoś to będzie. Ci wszy­scy nie mają według Ewan­ge­lii racji.  Bo sama wia­do­mość o paty­ko­wa­to­ści ist­nie­nia ludz­kie­go jest bar­dzo dobra, nicze­go nam prze­cież nie odbie­ra z god­no­ści. Ale doda­je kilo­gra­mów poko­ry. Bo według Sło­wa na dziś: każ­dy czło­wiek może dać innym tyl­ko to, co naj­pierw otrzy­mał. Wszyst­ko co ma, zawdzię­cza zwłasz­cza Bogu, nawet swo­ich rodzi­ców, edu­ka­cję, moż­li­wo­ści komu­ni­ka­cji, nie­rzad­ko mają­tek. To dzie­dzi­czy się prze­cież z poko­le­nia na poko­le­nie, czy­li dzię­ki Bogu. Mówie­nie, że „sobie zawdzię­czam to czy tam­to” jest błęd­ne i szko­dli­we. Po co tak nawet myśleć? Oczy­wi­ście czło­wiek może być wiel­ki, jako owo­cu­ją­cy konar. Ale ta wiel­kość jest mu dana i zada­na. Świa­do­mość tego, jak wie­le otrzy­ma­łem dużo lepiej budu­je poczu­cie wła­snej war­to­ści. Sko­ro zwłasz­cza Bóg, tak wie­le mi dał, to zna­czy, że muszę być cen­ny. Byle kogo nie obda­ro­wu­je się. Dar jest Bożym potwier­dze­niem war­tości obda­ro­wy­wa­ne­go (Por. Mie­czy­sław Łusiak SJ, deon​.pl).

Św. Jan wska­zu­je nam jeden nie­po­kój: „Nie miłuj­my sło­wem i języ­kiem, ale czy­nem i praw­dą. Po tym pozna­my, że jeste­śmy z praw­dy, i uspo­ko­imy przed Nim nasze ser­ca” (1 J 3,18). Sło­wo Boże jest dziś tak moc­ne, że moż­na aż przy­siąść z wra­że­nia. Ono nas budu­je i potwier­dza intu­icje co do życia ludz­kie­go. Zada­je jak zawsze pyta­nia. Dziś pod­sta­wo­we doty­czy naszej świa­do­mo­ści bycia gałąz­ką- paty­kiem, małą czę­ścią wspa­nia­łe­go orga­ni­zmu, żyją­cej na zie­mi i w nie­bie wspól­no­ty Jezu­sa. Czy czuję się naprawdę cząstką Kościoła, czy raczej jestem out­si­de­rem? Czy moje życie owo­cu­je? Czy pod­pro­wa­dzam innych do głę­bo­kiej przy­jaź­ni z Daw­cą życia? Bo są oso­by, dla któ­rych chrze­ści­jań­stwo spro­wa­dza się do tra­dy­cji, rytów i obrzę­dów. Jest to for­ma wege­ta­cji wia­ry. Bra­ku­je nato­miast żywej wia­ry i głęb­sze­go doświad­cze­nia Boga. Jak­że wie­lu nara­ża się na uschnię­cie, odcię­cie. Czy sta­ram się takich dopro­wa­dzić do przy­jaź­ni z Jezu­sem, a nie do życia bez owo­ców?

Eucha­ry­stia wsz­cze­pia nas w wiel­kie Boże drze­wo życia. To jest ten czas, kie­dy udraż­nia­my nasze kon­tak­ty z Bogiem, a przez to z inny­mi, naby­wa­my mądro­ści życio­wych, sta­je­my się szczę­śli­wy­mi w życio­daj­nej struk­tu­rze zba­wie­nia. Dla­te­go pro­śmy, aby Sakra­ment i Sło­wo zadzia­ła­ły w nas moc­no w tygo­dniu. Niech się sta­nie jak życzy nam Zba­wi­ciel: stań­my się żywy­mi paty­ka­mi,  gałąz­ka­mi kwit­ną­cy­mi i owo­cu­ją­cy­mi. „Jeże­li we Mnie trwać będzie­cie, a sło­wa moje w was, to pro­ście, o cokol­wiek chce­cie, a to wam się speł­ni” (J 15, 7). Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/