0:00/ 0:00
Kazania

Pierwszeństwo

Pierwszeństwo

Czy dąże­nie do pierw­szeń­stwa, do pochwał, do zaszczy­tów jest cho­ro­bą duszy? Na to pyta­nie odpo­wia­da­my jed­no­znacz­nie po prze­czy­ta­niu dzi­siej­szej litur­gii sło­wa: tak. To cięż­ka cho­ro­ba. Skłon­ność do cią­głe­go epa­to­wa­nia sobą, nad­mier­nej eks­po­zy­cji sie­bie, narzu­ca­nia eru­dy­cją poglą­dów albo do wybi­ja­nia się kosz­tem dru­gich świad­czy o tym, że nie potra­fi­my cie­szyć się Stwór­cą, Nim, Naj­waż­niej­szym. Jeśli nie potra­fi­my cie­szyć się Panem, nie przyj­mu­je­my Jego darów, nie jeste­śmy w sta­nie zauwa­żyć Jego wiel­ko­ści, nie potra­fi­my Jemu oddać pierw­szeń­stwa. Jeśli widzial­ne spra­wy zwy­cię­ża­ją te nie­wi­dzial­ne, jeśli ubra­nie cia­ła jest waż­niej­sze niż cno­ty ducha, jeśli wresz­cie ludz­kie ego przy­sła­nia Boga — nie mamy do czy­nie­nia z chrze­ści­jań­stwem. Takie posta­wy koja­rzą się raczej z here­zja­mi ego­izmu i mate­ria­li­zmu.

Poboż­ność ewan­ge­licz­na pole­ga na naśla­do­wa­niu Jezu­sa Chry­stu­sa, nasze­go Zba­wi­cie­la. I dla­te­go nie moż­na być dobrym chrze­ści­ja­ni­nem i nie pytać sie­bie na co dzień, co zro­bił­by w tej czy innej sytu­acji Pan Jezus. Usiadł­by na pierw­szym miej­scu? A co odpo­wie­dział­by na zaczep­kę? Jakiej przy­po­wie­ści by użył? Takie dzia­ła­nie to dro­ga praw­dzi­we­go wzro­stu oso­by. Odkrył to pra­wo już w XV wie­ku skryp­tor, zakon­nik Tomasz à Kem­pis, współ­twór­ca devo­tio moder­na. Wg nie­go jedy­na dro­ga czło­wie­ka ku szczę­ściu nazy­wa się Jezus Chry­stus. Bo to On wyzwa­la z grze­chu. Potrze­bu­je­my więc w głę­bo­ko­ści serc ode­rwa­nia się od świa­ta i, uwa­ga, od sie­bie, oraz zwró­ce­nia ku Jezu­so­wi. To recep­ta na życie. Nie spe­ku­luj­my życiem wg nasze­go widzi­mi­się, nie obli­czaj­my też innym grze­chów i dobrych czy­nów, lecz podą­żaj­my pro­stą dro­gą z Panem. On pierw­szy. To takie pro­ste.

Posłu­chaj­my nie­co Toma­sza à Kem­pis: Mar­no­ścią jest gro­ma­dzić bogac­twa, któ­re prze­mi­ną, i w nich pokła­dać nadzie­ję. Mar­no­ścią tak­że — zabie­gać o wła­sne zna­cze­nie i piąć się na coraz wyż­sze szcze­ble god­no­ści. Mar­no­ścią — iść śle­po za zachce­nia­mi cia­ła i szu­kać tego, co kie­dyś przyj­dzie cięż­ko odpo­ku­to­wać. Mar­no­ścią jest pra­gnąć dłu­gie­go życia, a nie dbać o życie dobre. Mar­no­ścią — przy­kła­dać wagę tyl­ko do teraź­niej­szo­ści, a o przy­szło­ści nie myśleć. Mar­no­ścią — miło­wać to, co tak szyb­ko prze­mi­ja, a nie śpie­szyć tam, gdzie radość nie­prze­mi­ja­ją­ca.

Rady misty­ka rodem z Kolo­nii są takie fascy­nu­ją­co zwy­czaj­ne: Uchwyć się Jezu­sa w życiu i w śmier­ci, Jego wier­no­ści się powierz, On jeden, gdy wszy­scy odej­dą, potra­fi ci pomóc. (…) Gdy zdo­łasz opróż­nić swo­je wnę­trze ze wszyst­kie­go, co ziem­skie, Jezus chęt­nie w tobie zamiesz­ka. Pew­ne­go dnia zoba­czysz, że utra­ci­łeś wszyst­ko, co z sie­bie umie­ści­łeś w ludziach poza Jezu­sem. Nie ufaj, nie opie­raj się na trzci­nie chwie­ją­cej się na wie­trze, bo cia­ło to sia­no, a cały blask jego jak kwia­ty na łące opad­nie. Łatwo zbłą­dzisz, jeśli będziesz przy­wią­zy­wał wagę do ludz­kiej uro­dy. Jeśli u innych szu­kasz pocie­chy i zysku, znaj­dziesz tyl­ko utra­tę. Lecz jeże­li we wszyst­kim szu­kasz Jezu­sa, na pew­no znaj­dziesz Jezu­sa. Jeże­li zaś szu­kasz sie­bie, znaj­dziesz sie­bie, ale na wła­sną zgu­bę. Bo ten, kto nie szu­ka Jezu­sa, wię­cej sobie szko­dzi, niż mógł­by mu zaszko­dzić cały świat ze wszyst­ki­mi wro­ga­mi (Tomasz à Kem­pis, O naśla­do­wa­niu Jezu­sa Chry­stu­sa, przeł. A. Kamień­ska, War­sza­wa 1981, s. 19–23, 97–99).

Kto uczest­ni­czy w tej Eucha­ry­stii z wia­rą w nie­skoń­czo­ną, nie­po­wta­rzal­ną i pierw­szą miłość Jezu­sa, ten nie musi już szu­kać zaspo­ko­je­nia gdzie indziej. Pro­sto­ta tej godzi­ny, poko­ra modli­twy, służ­ba na co dzień cechu­ją tych, któ­rych Jezus wyzwo­lił. Kto ma uszy nie­chaj słu­cha Jezu­sa. Kto ma uszy nie­chaj słu­cha. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​