0:00/ 0:00
Kazania

Pocieszeni

Pocieszeni

Apo­sto­ło­wie zosta­li na górze Tabor pocie­sze­ni przed Pas­chą ich Mistrza. Pocie­sze­nie tej trój­ki wybra­nych, bar­dziej wta­jem­ni­czo­nych ma przy­nieść całej gru­pie Dwu­na­stu spo­kój. Piotr, Jan i Jakub nie wszyst­ko wte­dy poj­mu­ją, lecz ze wzru­sze­niem będą jesz­cze dłu­gie lata opo­wia­dać o tej sce­nie. Prze­mie­nie­nie Jezu­sa to dla nich wiel­kie uko­je­nie nie­po­ko­jów spo­wo­do­wa­nych wędrów­ką do Jero­zo­li­my. Tam wypeł­ni się czas Zba­wi­cie­la.

W tym samym cza­sie Jezus rów­nież został pocie­szo­ny. Umac­nia Go sam Ojciec nie­bie­ski. Mesjasz-Zba­wi­ciel na górze prze­mia­ny zdo­by­wa stop­nio­wo odwa­gę do się­gnię­cia po krzyż. Bo jako Bóg-czło­wiek natu­ral­nie odczu­wa strach przed pod­ję­ciem nie­za­słu­żo­ne­go wyro­ku, przy­ję­cia w poczet zło­czyń­ców za nasze grze­chy i wiel­kie­go cier­pie­nia.

A czy my dozna­je­my pocie­sze­nia? Jezus zabie­ra nas dziś na „górę” prze­mia­ny chle­ba i wina w Sakra­ment Cia­ła i Krwi. Ta szcze­gól­na pocie­cha, gdyż ta Eucha­ry­stia dzie­je się w cza­sie nie­spo­koj­nym. Jeste­śmy bom­bar­do­wa­ni infor­ma­cja­mi o nowej cho­ro­bie, któ­ra wpro­wa­dza nie­któ­rych w cięż­kie powi­kła­nia. Współ­czu­je­my cho­rym na gry­pę i inne cięż­kie cho­ro­by, zwłasz­cza tym leżą­cym w szpi­ta­lach. Jed­nak naszym zada­niem na zie­mi nie jest ule­gać cho­ro­bie i pani­ce. Naszą dro­gą jest zawsze Jezus, któ­ry zwy­cię­ża cho­ro­by i śmierć, nie­sie pocie­sze­nie, zdro­wie i w kon­se­kwen­cji owoc­ne­go życia pro­wa­dzi do tajem­ni­cy zmar­twych­wsta­nia.

Ostat­nio zapew­ne nie bez przy­czy­ny nowym zna­kiem pocie­chy stał się wspa­nia­ły wynik kon­ser­wa­cji obra­zu Madon­ny Łaska­wej, ze ścia­ny zewnętrz­nej bazy­li­ki, tej od uli­cy Flo­riań­skiej. Już od trzech wie­ków nasz sły­ną­cy łaska­mi wize­ru­nek Mat­ki Pana jest wiel­kim sym­bo­lem zacho­wa­nia nas od spo­łecz­nych nie­szczęść i cho­rób. To pod nim na co dzień świe­ci się lamp­ka, a kra­ko­wia­nie nie­rzad­ko pozo­sta­wia­ją przed nim kwia­ty.

War­to tę histo­rię opo­wie­dzieć: żywy kult Mat­ki Boskiej Łaska­wej roz­po­czął się w Kra­ko­wie już na począt­ku XVIII w., kie­dy to w latach 1707–1709 cho­ro­ba ścię­ła kil­ka­na­ście tysię­cy ludzi. Pomór ustą­pił i z rado­ści raj­cy miej­scy posta­no­wi­li wysta­wić wize­run­ki Madon­nie ze Strza­ła­mi, do któ­rej się gorą­co modlo­no. Usta­wio­no je m.in. na koście­le Mariac­kim i na coko­le znaj­du­ją­cym się dzi­siaj u wylo­tu ul. Jagiel­loń­skiej. Obraz mariac­ki uzy­skał opi­nię cudow­ne­go i ota­cza­ny jest sta­łym, bar­dzo dys­kret­nym kul­tem. Stąd dozna­je­my rado­ści wów­czas, kie­dy prze­cho­dzą­cy zatrzy­mu­ją się i modlą za swo­je trud­ne spra­wy. A nie mają ich mało. Jed­ni utkwi­li w pro­ble­mach zdro­wot­nych, inni w rodzin­nych, jesz­cze inni cier­pią samot­ność, a i są tacy, któ­rzy weszli w świat nało­gu i nie mogą się z nie­go wydo­stać.

Posia­da­my w wiel­kim poście całe mul­tum inten­cji do modlitw. Pro­wo­kuj­my więc gorą­ce pacie­rze w naszym ser­cu, daj­my się pocie­szyć Jezu­so­wi i Maryi, a kie­dy­kol­wiek prze­cho­dzi­my obok kościel­ne­go, mariac­kie­go muru zatrzy­maj­my się na znak krzy­ża i choć­by modli­tew­ne wes­tchnie­nie.

Pomnij, o Naj­święt­sza Pan­no Mary­jo,
że nigdy nie sły­sza­no,
abyś opu­ści­ła tego,
kto się do Cie­bie ucie­ka,
Twej pomo­cy wzy­wa,
Cie­bie o przy­czy­nę pro­si.
Tą ufno­ścią oży­wio­ny, do Cie­bie,
o Pan­no nad pan­na­mi i Mat­ko,
bie­gnę, do Cie­bie przy­cho­dzę,
przed Tobą jako grzesz­nik pła­czą­cy sta­ję.
O Mat­ko Sło­wa,
racz nie gar­dzić sło­wa­mi moimi,
ale usłysz je łaska­wie i wysłu­chaj.
Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​