0:00/ 0:00
Kazania

Pokłon

Pokłon

Sło­wo pokłon to klucz do dzi­siej­sze­go roz­wa­ża­nia. Pokło­nu nie odda­je się byle komu i byle kie­dy. Mago­wie, Mędr­cy ze Wscho­du, aby oddać pokłon wędru­ją za wyli­cze­nia­mi astro­no­micz­ny­mi. Nowa gwiaz­da poja­wi­ła się w ich prze­ko­na­niu jako zapo­wiedź kom­plet­nej zmia­ny sty­lu spra­wo­wa­nia wła­dzy. Szu­ka­ją tej nowo­ści — Kró­la naro­dów. Wiel­ki znak na nie­bie ich pro­wa­dzi.

Co cie­ka­we, Mędr­cy wędru­ją wedle noc­nych obser­wa­cji. Gwiaz­da prze­wod­nicz­ka widocz­na jest wów­czas wyraź­niej, bo kie­dy Bóg pro­wa­dzi nawet w cza­sie ciem­no­ści trud­no się zagu­bić. Po dłu­gich dniach piel­grzy­mo­wa­nia, Mędr­cy tra­fi­li w pobli­że Jero­zo­li­my i wów­czas dziw­nym tra­fem zagu­bi­li jed­nak świa­tło gwiaz­dy. Dla­cze­go? Ziem­skie świa­tła tego świę­te­go mia­sta pomy­li­li z praw­dzi­wą Świa­tło­ścią. Myśle­li, że to na dwo­rze Hero­da, w mie­ście kró­lów żydow­skich naro­dził się nowy Pan świa­ta. O jak bar­dzo się pomy­li­li! Ten pokłon odda­ny okrut­ne­mu wład­cy był darem­ny. Pomy­li­li się o jakieś 10 km. Jed­nak swój błąd napra­wi­li. Przy­by­li w koń­cu do Betle­jem i zasta­li Syn­ka Boże­go — Bożą Dzie­ci­nę. Zoba­czy­li. Uwie­rzy­li. Odda­li pokłon i pozo­sta­wi­li naj­cen­niej­sze dary. Zło­to — kró­lo­wi, mir­rę — czło­wie­ko­wi, kadzi­dło — Bogu. Speł­ni­li swo­ją misję. Odkry­li dla świa­ta nową jakość: Kró­la i Kró­le­stwo nie z tego świa­ta. I nie powró­ci­li już nigdy do klę­ka­nia wobec kró­lów zie­mi.

Ludzie w naszych cza­sach też czę­sto mylą dro­gi, a pokło­ny czy­nią przed pana­mi tego świa­ta; im daro­wu­ją naj­cen­niej­sze pre­zen­ty; życie całe tra­cą. Hero­dów jest pod dostat­kiem. Nie­któ­rzy są odda­le­ni od Praw­dy o zale­d­wie kil­ka kilo­me­trów. Nawet to, co zastrze­żo­ne dla Boga, nie­dzie­le i świę­ta, nie­rzad­ko nawet chrze­ści­ja­nie ofia­ro­wu­ją na darem­ne i nie­szczę­sne prak­ty­ki leni­stwa. A to bra­ku­je nawró­ce­nia do koń­ca, a to moc­ne­go posta­no­wie­nia napra­wy życio­wej pomył­ki, a to kon­kre­tu zmian. Na chrze­ści­jan ocze­ku­je dom modli­twy — Betle­jem nie­dzie­li. Tam pro­wa­dzi nas gwiaz­da sumie­nia. Tego pokło­nu przed Bogiem potrze­ba czło­wie­ko­wi XXI wie­ku, aby nie mar­no­tra­wić dni. I odro­bi­ny modli­twy na co dzień.

W cza­sie litur­gii uczy­my się uło­że­nia swo­je­go życia i  umie­jęt­no­ści życia cią­gle przed Bogiem. Nasze przy­klęk­nię­cia, głę­bo­kie ukło­ny powta­rza­ją tam­to klęk­nię­cie Mędr­ców, po któ­rym wcho­dzi w życie pokój. Nasze pro­ste gesty wyra­ża­ją nie tyl­ko ludz­kie usza­no­wa­nie wobec sakra­men­tu Cia­ła i Krwi Pań­skiej, osób Bożych, Świę­tych wyobra­ża­nych na iko­nach, obra­zach, ołta­rzach, ale odda­ją nas samych Naj­wyż­sze­mu. Wie­lu ludzi pyta np. o sens pochy­le­nia gło­wy w cza­sie nie­któ­rych modlitw mszal­nych, pod­czas śpie­wu „Chwa­ła na wyso­ko­ści Bogu…” w chwi­li, w któ­rej pada­ją sło­wa „Jezu Chry­ste”. A to po pro­stu, my, uczest­ni­cy litur­gii Mszy św. odda­je­my sie­bie Jemu. Ten drob­ny akt czy­ni z nas świa­do­mych dzięk­czy­nie­nia, swo­jej wia­ry, jak­że pro­stej, a tak głę­bo­kiej jak Mędr­ców z Ewan­ge­lii.

W litur­gii Eucha­ry­stycz­nej jeste­śmy po pro­stu odkryw­ca­mi, tydzień po tygo­dniu, naszej osi życia; kie­run­ku za któ­rym trze­ba podą­żać pomi­mo ciem­no­ty grze­chów w nas i wokół nas. Ta oś życia, ten kie­ru­nek nie potrze­bu­je skom­pli­ko­wa­nej mapy dro­go­wej czy sprzę­tu GPSOdda­jąc pokłon Bogu, sta­ra­my się o to, co w Górze. Kie­dy wra­ca­my do domów i prac tygo­dnia to już prze­zor­niej, bo gło­wa pod­nie­sio­na ku nie­bu zobo­wią­zu­je do napra­wy daw­nych błę­dów, któ­re uczy­ni­li­śmy z nosem zbyt przy­wią­za­nym do ścież­ki życia. Tego sobie życz­my w tej wspa­nia­łej atmos­fe­rze rado­ści w Uro­czy­stość Trzech Kró­li, peł­nej zapa­chów kadzi­dła: nasze­go zro­zu­mie­nia powo­ła­nia ludów i naro­dów do pokło­nu przed Panem Dzie­jów. Wte­dy bar­dzo trud­no będzie się pogu­bić na co dzień. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​