0:00/ 0:00
Kazania

Przemiana

Przemiana

Woda i wino. Tajem­ni­cza prze­mia­na. Wiel­ka zapo­wiedź licz­nych cudów Jezu­sa w Kanie Gali­lej­skiej. Taki począ­tek zna­ków, począ­tek dro­gi do tajem­ni­cy zba­wie­nia, śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia Pana nas zasta­na­wia. Dla­cze­go uczta wesel­na? Cud prze­mia­ny wody w wino, prze­mia­ny bra­ku w obfi­tość, wsty­du w radość? (J 2, 1–11). Bóg nie wybie­ra momen­tu i oko­licz­no­ści przy­pad­ko­wo! Ta obec­ność Jezu­sa na uczcie i doda­nie jako­ści życia parze mło­dych spra­wia cudow­ną odmia­nę ich życia. Sta­ją się bło­go­sła­wie­ni. I nawet życie wszyst­kich ludzi jest inne aż od tam­tej pory. Dzię­ki obec­ne­mu w świe­cie Jezu­so­wi.

My ucznio­wie Pana, wie­rzą­cy w Jezu­sa obec­ne­go, my chrze­ści­ja­nie daje­my prze­mie­niać sie­bie i świat Jego ist­nie­niem. A On żyje pośród nas, doda­je nam szczę­ścia, trosz­czy się o wszyst­kie smut­ki i opa­tru­je wszel­kie sła­bo­ści. Widzi­my to?

W tygo­dniu, w któ­rym jako Pola­cy doświad­czy­li­śmy smut­ku, kie­dy to publicz­nie, pod­czas wyko­ny­wa­nia funk­cji śmier­cio­no­śnie ranio­no pre­zy­den­ta Gdań­ska, przy­by­wa­my po cud pocie­chy na Eucha­ry­stię — ucztę wesel­ną z samym Panem Jezu­sem. Wie­my, że inna bazy­li­ka Mariac­ka, ta nasza sio­strza­na świą­ty­nia w Gdań­sku przy­tu­li­ła po Jezu­so­we­mu pro­chy nasze­go bra­ta.

Pozna­je­my rów­nież, że jak to mówił jeden z pol­skich bisku­pów, „Zie­mia jest doli­ną łez, w któ­rej żywi opła­ku­ją swo­ich zmar­łych. Ale przez tę zasło­nę łez widać wyraź­ny blask, widać świa­tło zmar­twych­wsta­nia. Zwy­cię­ski Pasterz pro­wa­dzi swo­je owce przez bra­mę śmier­ci do praw­dzi­we­go życia. To nasi zmar­li żyją, a my zmie­rza­my ku śmier­ci”. Uświa­da­mia­my sobie po pro­stu kru­chość ludz­kie­go życia i sła­bość nie­któ­rych naszych współ­ro­da­ków, któ­rzy zbyt łatwo ule­ga­ją fał­szy­wym sądom, uprosz­cze­niom, zawi­ści. Przy­cho­dzi do nas reflek­sja, że może i my przy­czy­ni­li­śmy się do fali agre­sji w ostat­nich mie­sią­cach, choć­by przez mil­czą­ce przy­zwo­le­nie? Dla­te­go pro­si­my dziś Jezu­sa prze­mie­nia­ją­ce­go wodę i ser­ca ludz­kie, aby nas pil­niej pro­wa­dził, aby Jego XXI-wiecz­ni ucznio­wie moc­niej uwie­rzy­li w Nie­go, aby nigdy pochop­nie nie osą­dza­li, aby nie uży­wa­li mowy nie­na­wi­ści, aby brat nie pod­no­sił ręki na bra­ta.

Ze świa­dectw bisku­pa Gdań­ska i gdańsz­czan wie­my, że śp. Paweł Ada­mo­wicz był jed­nym z nas, ochrzczo­nym kato­li­kiem, nie­do­sko­na­łym jak my, lecz nie­kry­ją­cym się ze swo­ją wia­rą, uczest­ni­czył bowiem w życiu sakra­men­tal­nym. Był uczniem Chry­stu­sa. I dla­te­go ufa­my, że prze­szedł przez bra­mę śmier­ci przy­go­to­wa­ny do prze­mia­ny i w kra­inie wese­la nie­bie­skie­go, śpie­wa dziś pieśń nową, któ­rą śpie­wa Panu zie­mia cała, śpie­wa Panu, sła­wi Jego imię (por. Ps 96).

Jak róż­ne otrzy­mu­je­my powo­ła­nia życio­we, zwłasz­cza te szcze­gó­ło­we. Bo róż­ne są rodza­je posłu­gi­wa­nia, ale jeden Pan (por. 1 Kor 12,4). Są te powo­ła­nia sta­no­we, do bycia ojcem, mamą, duchow­nym; są te zawo­do­we, pro­fe­sjo­nal­ne. Wśród nich wyróż­nia się powo­ła­nie do poli­ty­ki, do tro­ski o dobro wspól­ne. Nie­ła­twe, momen­ta­mi bar­dzo trud­ne, nara­ża­ją­ce na kry­ty­kę i czę­sto na wiel­ką nie­wdzięcz­ność. W cza­sie Eucha­ry­stii, kie­dy to spo­glą­da­my w nie­bo widzi­my tam, na uczcie prze­mie­nio­nych, Wszyst­kich Świę­tych, nie tyl­ko tych kano­ni­zo­wa­nych, męczen­ni­ków, wyznaw­ców, papie­ży, ale i tych bar­dziej „pospo­li­tych”, któ­rych tam wie­le, wie­le wię­cej, z każ­de­go języ­ka, ludu i naro­du: pie­ka­rzy, rzeź­bia­rzy, restau­ra­to­rów, infor­ma­ty­ków, leka­rzy, wykła­dow­ców, praw­ni­ków, dzien­ni­ka­rzy, spor­tow­ców, arty­stów, duchow­nych. Ufa­my, że i tych zaj­mu­ją­cych się szcze­gól­nie dobrem wspól­nym — mężów sta­nu, par­la­men­ta­rzy­stów, samo­rzą­dow­ców jest w nie­bie pod dostat­kiem.

W tym tygo­dniu peł­ną mocą Ducha rezo­nu­ją Doli­ną Wisły od Gdań­ska przez War­sza­wę ku nam w Kra­ko­wie, wibru­ją na całą Ojczy­znę i roz­sia­ną po całej zie­mi Polo­nię, waż­ne sło­wa Jana Paw­ła II wygło­szo­ne w Gdań­sku wła­śnie: „Jeden dru­gie­go brze­mio­na noście” (…) to zna­czy: jeden i dru­gi, a sko­ro brze­mię, to brze­mię nie­sio­ne razem, we wspól­no­cie. A więc nigdy: jeden prze­ciw dru­gie­mu. Jed­ni – prze­ciw dru­gim. I nigdy „brze­mię” dźwi­ga­ne przez czło­wie­ka samot­nie. Bez pomo­cy dru­gich. Nie może być wal­ka sil­niej­sza nad soli­dar­ność. Nie może być pro­gram wal­ki ponad pro­gra­mem soli­dar­no­ści. Ina­czej – rosną zbyt cięż­kie brze­mio­na. I roz­kład tych brze­mion nara­sta w spo­sób nie­pro­por­cjo­nal­ny (homi­lia z 12 VI 1987 roku).

Trwa ta lek­cja spe­cjal­na autor­stwa natchnio­ne­go Papie­ża wygło­szo­na z miło­ścią dla prze­mia­ny Pola­ków. Tę lek­cję czy­ta­my dziś jak­by była wygło­szo­na z nie­ba, z trwa­ją­cej uczty wesel­nej Jezu­sa i wspól­no­ty świę­tych. Lek­cja więc trwa, choć poko­le­nia Pola­ków się pra­wie wymie­ni­ły. Zada­nie domo­we tyl­ko jesz­cze nie­odro­bio­ne. Odra­biaj­my je pil­nie razem po tej Eucha­ry­stii przez nad­cho­dzą­cy tydzień i potem. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​