0:00/ 0:00
Kazania

Rekuperacja

Rekuperacja

Reku­pe­ra­cja, odzysk, recy­kling to dziś bar­dzo popu­lar­ne sło­wa. Nie­zwy­kle eko­lo­gicz­ne podej­ście czło­wie­ka do świa­ta natu­ry na począt­ku, na pierw­szym miej­scu jed­nak powin­no być sto­so­wa­ne do nie­go same­go. Nie wyłącz­nie do odpa­dów i śmie­ci. Przy­po­mi­na o tym wyraź­nie dzi­siej­sze Sło­wo z Ewan­ge­lii Łuka­sza (Łk 15, 1n). Ono pro­mu­je zde­cy­do­wa­nie eko­lo­gię czło­wie­ka. Bo Bóg — Dobry Pasterz nie pozo­sta­wia nas sie­ro­ta­mi. W swo­jej miło­ści pozo­sta­wia nam wiel­ką wol­ność i nigdy jej nie łamie. Jed­nak poszu­ku­je, poka­zu­je, że poza Nim nie może­my być szczę­śli­wi. Zechce­my odejść, zagu­bić się, scho­wać przed Nim? Nie zatrzy­mu­je siłą. Bóg tak kocha, że chce decy­zji ser­ca na nawró­ce­nie. Wte­dy wyru­sza na ratu­nek.

Jest jeden para­doks tego frag­men­tu Ewan­ge­lii Łuka­sza. Bo jak rozu­mieć pew­ną nie­ostroż­ność Dobre­go Paste­rza? Pozo­sta­wia 99 owiec i chce odzy­skać jed­ną, któ­ra woła? Prze­cież może stra­cić całą gru­pę. Otóż w cza­sach Jezu­sa w Pale­sty­nie duży­mi sta­da­mi opie­ko­wa­ło dwóch lub trzech paste­rzy. Gdy odszedł jeden, zawsze pozo­sta­wał ktoś do pil­no­wa­nia resz­ty owiec. Stąd upraw­nio­na jest taka pro­sta, ale jak­że atrak­cyj­na ducho­wo odpo­wiedź na pyta­nie o nie­ostroż­ność Dobre­go Paste­rza: gdy Syn Boży idzie szu­kać owiec, Bóg Ojciec i Duch Św. opie­ku­ją się nadal sta­dem. Nic owo­com nie gro­zi. I gdy Syn Czło­wie­czy wisi na krzy­żu, odda­je życie nie za jed­ną owcę, ale po kolei za wszyst­kie owce, któ­re zna z imie­nia i nazwi­ska, któ­re nawra­ca.

Reku­pe­ra­cja czło­wie­ka to marze­nie Boga. O ile oczy­wi­ście Bóg ma marze­nia, to jed­nym z nich jest na pew­no odzysk zagu­bio­nej oso­by, zagu­bio­nej duszy. To pierw­szy plan Boga dla czło­wie­ka: plan zba­wie­nia. Dla­te­go pod­czas tej Mszy św. jesz­cze raz daj­my się Bogu odna­leźć, pamię­ta­jąc, że reku­pe­ra­cja — nawró­ce­nie grzesz­ni­ka — to cią­gły pro­ces. Pro­ce­sem odwrot­nym jest spo­ga­nie­nie. Chrze­ści­ja­nie od wie­ków nie­ustan­nie są w tym pro­ce­sie nawró­ce­nia aktyw­ni. Albo tra­cą swo­ją dro­gę, gubią się. Chrze­ści­ja­nie trak­tu­ją życie nie tyl­ko jak cho­dze­nie po kra­wę­dzi: raz dobro i raz zło. Nawra­ca­ją się cią­gle na to, co wyż­sze, na war­to­ści szla­chet­niej­sze. Niech tego wie­czo­ru radość nawra­ca­nia sta­nie się tak­że naszym udzia­łem.

Zobacz­my św. Paw­ła jak u nie­go prze­biegł ten pro­ces nawró­ce­nia na to, co naj­bar­dziej ambit­ne w życiu. Od czło­wie­ka-cia­ła, od wła­sne­go „ja”, fary­zej­skie­go „ego”, od prze­śla­dow­cy wspól­no­ty Kościo­ła, do naśla­do­wa­nia Jezu­sa Chry­stu­sa i apo­sto­ła naro­dów był tyl­ko jeden krok.  Paweł pisze: Jeśli ktoś inny mnie­ma, że może ufność zło­żyć w cie­le, to ja tym bar­dziej: obrze­za­ny w ósmym dniu, z rodu Izra­ela, z poko­le­nia Benia­mi­na, Hebraj­czyk z Hebraj­czy­ków, w sto­sun­ku do Pra­wa fary­ze­usz, co do gor­li­wo­ści prze­śla­dow­ca Kościo­ła, co do spra­wie­dli­wo­ści legal­nej sta­łem się bez zarzu­tu. Ale to wszyst­ko, co było dla mnie zyskiem, ze wzglę­du na Chry­stu­sa uzna­łem za stra­tę. I owszem, nawet wszyst­ko uzna­ję za stra­tę ze wzglę­du na naj­wyż­szą war­tość pozna­nia Chry­stu­sa Jezu­sa, Pana moje­go (Flp 3,3–8a). Paweł dał się porwać chrze­ści­jań­stwu i dro­dze nawró­ce­nia. Nastą­pi­ła u nie­go owa reku­pe­ra­cja ducha, meta­no­ja, zmia­na myśle­nia, tak sil­ny żal, że prze­bu­do­wał grun­tow­nie życie. Dał się odna­leźć Dobre­mu Paste­rzo­wi. Potem już za Nim cho­dził i poma­gał w nawró­ce­niu innych.

Dziś kie­dy cie­szy­my się obec­no­ścią aler­go­lo­gów i pneu­mo­no­lo­gów z oka­zji ich już 24-ej kon­fe­ren­cji pro­fe­sjo­nal­nej, popa­trz­my też na jesz­cze jeden oprócz św. Paw­ła życio­rys. Z nami bowiem dziś Muzeum Naro­do­we w Kra­ko­wie cele­bru­je  180. rocz­ni­cę uro­dzin Jana Matej­ki, 125-lecie jego śmier­ci oraz 120. rocz­ni­cę eks­po­zy­cji w jego domu przy ul. Flo­riań­skiej. Jak wie­my, Jan Matej­ko to wiel­ki malarz i histo­rio­zof. Postrze­gał losy ojczy­ny ziem­skiej Pol­ski poprzez wybit­ne oso­bo­wo­ści tę histo­rię kształ­tu­ją­ce. Ten kra­ko­wia­nin był jed­nak czło­wie­kiem poważ­nej wia­ry, zdol­nym do sku­pie­nia i medy­ta­cji. Znał dok­try­nę wia­ry i był wraż­li­wy na spra­wy kościel­ne. W swo­ich wspo­mnie­niach prof. Sta­ni­sław hr. Tar­now­ski napi­sał o nim tak: „W Wiel­ki Pią­tek roku 1884 Matej­ko, bar­dzo smut­ny, bar­dzo przy­gnę­bio­ny, cho­dził po kościo­łach odwie­dzać gro­by. Trwa­ło to kil­ka godzin. Czy w modli­twie zna­lazł pocie­chę, czy tyl­ko w roz­my­śla­niach o Męce Pań­skiej i Zmar­twych­wsta­niu natchnie­nie – po powro­cie zaczął natych­miast malo­wać ten obraz i skoń­czył go w dni dzie­sięć”. Cho­dzi o słyn­ny obraz Matej­ki „Wnie­bo­wstą­pie­nie”. Nim Matej­ko ośmie­lał wia­rę i uła­twiał pro­ces nawró­ce­nia ludzi.

Jego wraż­li­wość arty­stycz­na uka­za­ła odbior­com Chry­stu­sa wstę­pu­ją­ce­go do nie­ba na tle ogrom­ne­go ser­ca, na któ­rym dostrze­ga­my zapi­sa­ne sło­wo „Maria”. Na obra­zie Jezus wstę­pu­je do nie­ba w sce­ne­rii nie­do­słow­nej, abs­trak­cyj­nej, wręcz mistycz­nej. U góry obra­zu autor umie­ścił wyraź­ne swo­je wyzna­nie wia­ry w Trój­cę Świę­tą. Dostrze­ga­my bowiem blask przy­bie­ra­ją­cy kształt trój­ką­ta. Co cie­ka­we, Matej­ko łączy w jed­nym obra­zie wyzna­nie zbaw­czej śmier­ci Jezu­sa na krzy­żu, Jego zmar­twych­wsta­nie i wnie­bo­wstą­pie­nie. Jego Chry­stus jest jesz­cze pora­nio­ny, ale już zapra­sza­ją­cy do nie­ba. Chry­stus patrzy na nas ocza­mi Dobre­go Paste­rza. Tłem dla Zba­wi­cie­la jest ogrom­na man­dor­la – czy­li aure­ola obej­mu­ją­ca całą postać – przy­bie­ra­ją­ca kształt ser­ca pod­trzy­my­wa­ne­go przez anio­ły. Imię „Maria”, zapi­sa­ne na tym ser­cu, wpi­su­je ducho­wość arty­sty w kli­mat maryj­ny i zara­zem mariac­ki.

Mariac­ki? Pod­czas tej Eucha­ry­stii oto­cze­ni jeste­śmy przez matej­kow­skie­go pro­jek­tu anio­ły poli­chro­mii pre­zbi­te­rium, przy­ozdo­bio­ne tęczo­wy­mi skrzy­dła­mi i śpie­wa­ją­ce na naszych oczach lita­nię do Maryi, jeste­śmy pro­wa­dze­ni jak­by wia­rą tego kra­kow­skie­go arty­sty w świat nie­wi­dzial­nych duchów, pro­sto do nie­ba. Łatwiej nam tutaj wycho­dzić z cie­nia ziem­skich labi­ryn­tów, grze­chów, wcho­dzić w śla­dy kon­wer­ty­tów, reku­pe­ru­jąc nasze życie dla dro­gi ewan­ge­licz­nej, w codzien­nej wędrów­ce za Dobrym Paste­rzem. Niech tak się sta­nie. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/