0:00/ 0:00
Kazania

Rozrywka czy ofiara?

Rozrywka czy ofiara?

Wyda­je się, że nie­rzad­ko ludzie współ­cze­śni wybie­ra­ją kon­cep­cję życia myśla­ne­go jako prze­ży­wa­nie roz­ryw­ki. Wie­lu nawet zda­je się pra­co­wać tyl­ko dla­te­go, aby potem się roze­rwać, bawić się, wydać zaro­bio­ny grosz, zażyć wie­lu przy­jem­no­ści. Holen­der­ski myśli­ciel Johan Huizing w swo­jej wyda­nej już w 1938 r. książ­ce pt. „Homo ludens” (czy­li czło­wiek bawią­cy się) zwró­cił uwa­gę na to wła­śnie zja­wi­sko. Czy jed­nak rze­czy­wi­ście czło­wiek żyje dla roz­ryw­ki? Czy też róż­ne jej for­my ist­nie­ją dla czło­wie­ka po to, aby odpo­czął i nabrał sił?

Odpo­wiedź uzy­ska­my po prze­my­śle­niu dzi­siej­sze­go frag­men­tu Ewan­ge­lii św. Łuka­sza. Józef i Mary­ja, Syme­on i Anna nie żyją dla sie­bie. Ci pierw­si, rado­śnie przy­nie­śli do świą­ty­ni i według zwy­cza­ju Dzie­cię Jezus, aby je ofia­ro­wać Bogu. Ci dru­dzy, szczę­śli­wie odda­ją się od lat kon­tem­pla­cji Boga. Doświad­cza­ją razem spo­tka­nia i wiel­kie­go poczu­cia sen­su życia. Takie wspa­nia­łe jest bowiem doświad­cze­nie prze­pły­wu łaski z góry, któ­re­go doświad­cza­ją ludzie, kie­dy doświad­cza­ją spo­tka­nia u Boga. Jed­na mama powie­dzia­ła mniej wię­cej tak: „doświad­czam wiel­kiej rado­ści życia, kie­dy czy­tam mojej cór­ce i kie­dy ona pró­bu­je czy­tać dla mnie. W takich chwi­lach tra­cę poczu­cie cza­su, jestem cał­kiem pogrą­żo­na w tym co robię. Odczu­wam wte­dy wiel­kie dobro”. Miło­śnik gór­skich wędró­wek i grzy­biarz zwie­rzył mi się kie­dyś: „Moje wędrów­ki w góry to nie żad­ne leni­stwo. Prze­cież od czło­wie­ka nie zawsze wyma­ga się pra­cy. Patrząc na pięk­no przy­ro­dy odkry­wam Stwór­cę i potwier­dzam jak On jest wiel­ki i dobry”.

Klu­czo­wą spra­wą w życiu jest roz­wój oso­by, zbu­do­wa­nie wię­zi rodzin­nych, przy­ja­ciel­skich, aktyw­ne zaan­ga­żo­wa­nie dla innych, wyko­rzy­sty­wa­nie wyso­ko roz­wi­nię­tych umie­jęt­no­ści, poczu­cie speł­nia­nia misji, spo­tka­nie Boga. Roz­ryw­ka sama w sobie nie może sta­no­wić dla chrze­ści­ja­ni­na osi życia i nie może stać się głów­nym moty­wem nasze­go sen­su ist­nie­nia. Bo prze­cież w niej samej nie cho­dzi o coś naj­waż­niej­sze­go tyl­ko o przy­go­to­wa­nie się do więk­szych rze­czy. Czło­wie­ko­wi potrze­ba jak tle­nu wysił­ku, samo­dy­scy­pli­ny. Tak zosta­li­śmy stwo­rze­ni. Czło­wiek żyje bowiem sen­sem owo­co­wa­nia wła­sne­go życio­ry­su, ofia­ro­wa­nia sie­bie same­go dla innych. Dopó­ki tego nie zro­zu­mie jego życie będzie dla nie­go poszu­ki­wa­niem wra­żeń, któ­re tyl­ko na chwi­lę pozwo­lą zapo­mnieć o jego talen­tach i o ich pocho­dze­niu od Stwór­cy.

Jak żyć ową ducho­wo­ścią ofia­ro­wa­nia? Jak odna­leźć szlak wia­ry, sen­su i życio­we­go owo­co­wa­nia? Pod­po­wia­da nam to cią­gle dzi­siej­sze sło­wo. Przed­sta­wie­nie Pana Jezu­sa w świą­ty­ni to nie tyl­ko pro­sty zwy­czaj. Ludzie w świą­ty­niach całe­go świa­ta przy­po­mi­na­ją sobie o sen­sie swo­je­go prze­by­wa­nia na zie­mi. Pan Jezus – On, wraz ze swo­imi Naj­bliż­szy­mi publicz­nie ofia­ro­wu­je się na służ­bę i do dys­po­zy­cji pla­nów Bożych. Sen­sem życia jest bowiem bycie do dys­po­zy­cji, to przy­no­si naj­więk­szą radość i speł­nie­nie. Dla­te­go ta Eucha­ry­stia to znak takie­go ofia­ro­wa­nia, bycia do dys­po­zy­cji Boga i bliź­nich. Pod­czas tej godzi­ny każ­dy z nas pra­gnie ofia­ro­wać się na służ­bę, nie na służ­bę w świą­ty­ni, lecz na służ­bę w codzien­nym życiu. Po pro­stu każ­de­go 2 lute­go obcho­dzi­my świę­to nasze­go ofia­ro­wa­nia. Dzi­siaj jest na to bar­dzo dobra oka­zja, aby sie­bie i swo­je zdol­no­ści jesz­cze raz ofia­ro­wać Bogu na służ­bę. Wów­czas życie lepiej będzie sma­ko­wać. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​