0:00/ 0:00
Kazania

Skarbona

Skarbona

Jezus usiadł naprze­ciw skar­bo­ny i przy­pa­try­wał się, jak tłum wrzu­cał drob­ne pie­nią­dze do skar­bo­ny. Wie­lu boga­tych wrzu­ca­ło wie­le. Przy­szła też jed­na ubo­ga wdo­wa i wrzu­ci­ła dwa pie­niąż­ki, czy­li jeden grosz. Wte­dy przy­wo­łał swo­ich uczniów i rzekł do nich: „Zapraw­dę powia­dam wam: Ta ubo­ga wdo­wa wrzu­ci­ła naj­wię­cej ze wszyst­kich, któ­rzy kła­dli do skar­bo­ny. Wszy­scy bowiem wrzu­ca­li z tego, co im zby­wa­ło; ona zaś ze swe­go nie­do­stat­ku wrzu­ci­ła wszyst­ko, co mia­ła, całe swe utrzy­ma­nie (Mk 12,40–44).

Dar bied­nej wdo­wy jest tak wiel­ki, bo pocho­dzi z kate­go­rii miło­ści. Jezus podzi­wia i bło­go­sła­wi tę kobie­tę. Sta­wia ją za wzór: Zaprawdę, powia­dam wam: Ta ubo­ga wdo­wa wrzu­ciła naj­więcej ze wszyst­kich, któ­rzy kładli do skar­bo­ny. Ubo­ga wdo­wa nie ofia­ro­wa­ła prze­cież dwóch pie­niąż­ków, ale całe swo­je utrzy­ma­nie. Ofia­ro­wa­ła całą sie­bie. Całe swo­je utrzy­ma­nie ofia­ro­wa­ła na utrzy­ma­nie świą­ty­ni, gdyż z jej per­spek­ty­wy ona mia­ła więk­szą war­tość. Ubo­ga wpi­su­je się wyso­ko w hie­rar­chię Jezu­sa, w per­spek­ty­wę Ewan­ge­lii: ten, kto daje wię­cej, ale na pokaz, z tego, co mu zby­wa, w isto­cie daje mniej. Nie liczy mu się wie­le do skarb­ca Ojczy­zny nie­bie­skiej. Nie cho­dzi o ilość, ale o war­tość. Jezus uczy, że miarą ewan­ge­licz­nej Miłości nie jest ilość, lecz jakość.

Jeśli popa­trzeć na Pol­skę jako na wiel­kie wspól­ne dobro, jak­by na wspól­ną skar­bo­nę, to nie wie­my, kto z ludzi do niej doło­żył wię­cej od tych, któ­rzy ją uko­cha­li. To ci, co nie sta­li z zało­żo­ny­mi ręka­mi, ale ją uko­cha­li jak Mat­kę. To ci, któ­rzy się nie gapi­li, że jakoś tam będzie. Aktyw­ni nie szczę­dzi­li gro­sza, nie liczy­li też zasług swo­ich. Z miło­ści do Mat­ki dawa­li życie.

Po 100 latach od odzy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści naszej Ojczy­zny, po 100 latach od uwol­nie­nia się od obcią­żeń zabor­ców, sta­je­my z dzięk­czy­nie­niem przed Synem Bożym. Wie­rzy­my, że gdy­by nie ten duch miło­ści i poświę­ce­nia zaszcze­pio­ny w nie­któ­rych z naszych poprzed­ni­ków, nie było­by naszej wol­no­ści i roz­wo­ju tego, co pol­skie dzi­siaj. Pol­ska skar­bo­na, peł­na jest bez­in­te­re­sow­nej miło­ści, uszla­chet­nio­nej i wsz­cze­pio­nej przez Ewan­ge­lię w ludzi. I to oby­wa­te­le tej zie­mi, naj­czę­ściej pobu­dza­ni wia­rą w Boga, hono­rem i miło­ścią do ziem­skiej Ojczy­zny sta­no­wi­li zaczyn dni wol­no­ści. Dzię­ku­je­my dziś Bogu za wie­lu wiel­kich ojców nie­pod­le­gło­ści! Za pierw­sze­go żoł­nie­rza II Rzecz­po­spo­li­tej, socja­li­stę, mar­szał­ka Józe­fa Pił­sud­skie­go, za poli­ty­ka wizjo­ne­ra naro­do­we­go Roma­na Dmow­skie­go, arty­stę-pia­ni­stę i jed­no­cze­śnie amba­sa­do­ra nie­pod­le­gło­ści Igna­ce­go Jana Pade­rew­skie­go, za przy­wód­cę III Powsta­nia Ślą­skie­go, cha­de­ka Woj­cie­cha Kor­fan­te­go, ludo­wca z Mało­pol­ski, twór­cę świa­do­mo­ści patrio­tycz­nej wśród chło­pów Win­cen­te­go Wito­sa, za publi­cy­stę, przy­wód­cę lewi­cy, Mar­szał­ka Sej­mu, Igna­ce­go Daszyń­skie­go, za żoł­nie­rza, któ­ry doko­nał aktu zaślu­bin Pol­ski z morzem, usta­na­wia­jąc admi­ni­stra­cję pol­ską nad Bał­ty­kiem gen. Józe­fa Hal­le­ra, za żoł­nie­rza, zało­ży­cie­la Związ­ku Wal­ki Czyn­nej, potem mini­stra spraw woj­sko­wych gen. Kazi­mie­rza Sosn­kow­skie­go oraz za tylu innych boha­te­rów nie­pod­le­gło­ści. Sze­ściu z nich otrzy­ma dziś swo­je popier­sia w Par­ku im. Dr. Hen­ry­ka Jor­da­na w Kra­ko­wie. Ludzie z róż­nych stron. Oni nauczy­li się dobrze natu­ry wol­no­ści i miło­ści do Ojczy­zny. Tego, że ona jest wiel­ką skar­bo­ną ludz­kich ofiar. Jeśli trze­ba, byli goto­wi za nią cier­pieć, odda­wać czas, poświę­cać życie. Choć pew­nie róż­ni­li się poglą­da­mi, mie­li swo­je wady i grze­chy, to dopro­wa­dzi­li nas do suwe­ren­no­ści Ojczy­zny.

W 1991 inny z wiel­kich Ojców naszej Ojczy­zny krzy­czał do nas: To jest moja mat­ka, ta zie­mia! To jest moja mat­ka, ta Ojczy­zna! To są moi bra­cia i sio­stry! I zro­zum­cie, wy wszy­scy, któ­rzy lek­ko­myśl­nie pod­cho­dzi­cie do tych spraw, zro­zum­cie, że te spra­wy nie mogą mnie nie obcho­dzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powin­ny boleć! Łatwo jest znisz­czyć, trud­niej odbu­do­wać. Zbyt dłu­go nisz­czo­no! (…) Niech się odro­dzi w Bogu ludz­kie ojco­stwo i pol­ska rodzi­na, i ludz­kie macie­rzyń­stwo, niech się odro­dzi rodzi­na, szcze­gól­ne miej­sce Przy­mie­rza Boga z ludź­mi. Imię jego: Kościół domo­wy. (frag­ment homi­lii Jana Paw­ła II z  3 czerw­ca 1991 r. na pły­cie lot­ni­ska w Masło­wie k. Kielc). Sło­wa tego wiel­kie­go roda­ka Papie­ża nas poru­sza­ją miło­ścią. Czy Świę­ty w 1991 roku nie miał racji? Czy jego sło­wa dziś nie brzmią praw­dzi­wie? Jaki model rodzi­ny pro­pa­gu­je­my wśród wie­lu zasob­nych rodzin? Dwa plus jeden plus, ewen­tu­al­nie dodat­ko­wo pies. Taki model jest anty­kon­cep­cyj­ny dla naszej Pol­ski i nie zapo­wia­da jej dobrej koniunk­tu­ry. W skar­bo­nie Ojczy­zny nie przy­by­wa. Poza wyjąt­ka­mi taki model może­my nazwać ego­izmem fary­zej­skim, a nie miło­ścią w jej rodzin­nej for­mie. Wręcz obrzy­dli­we jest nie­rzad­ko sta­wia­ne pyta­nie: a wie­cie ile kosz­tu­je dziec­ko? To wprost nie­ludz­kie pyta­nie osób, któ­rych życie zaczę­ło się za dar­mo i rodzi­ce nigdy nie wysta­wia­li rachun­ku. Dar­mo otrzy­ma­ny, bez­cen­ny dar życia, jest naj­więk­szym skar­bem dorzu­ca­nym do skar­bo­ny z napi­sem Pol­ska.

Ewan­ge­licz­na ubo­ga wdo­wa poka­zu­je nam, że można dać naj­wię­cej, pra­wie nic nie posia­dając. Wystar­czy nauczyć swo­je ser­ce ofiar­no­ści, bo ono nie­raz bar­dzo skur­czo­ne, bar­dzo nasta­wio­ne na sie­bie. W dzi­siej­szym świe­cie rodzi­ce chcą prze­ka­zać dziec­ku jak naj­wię­cej rze­czy mate­rial­nych. Robią tym samym pod­sta­wo­wy błąd. Wyrę­cza­ją dziec­ko, nie­mal wszyst­ko pod­sta­wia­jąc mu do rąk. Ale bra­ku­je im cza­su na czy­ta­nie o histo­rii Ojczy­zny, a nawet na naucze­nie wier­sza — wyli­czan­ki Wła­dy­sła­wa Beł­zy Kate­chizm pol­skie­go dziec­ka. Kto ty jesteś? Polak mały. Jaki znak twój. Orzeł Bia­ły. I to jest ten gro­sik ubo­giej wdo­wy, któ­ry prze­wyż­sza wszyst­kie inne dary. Miłość. Miłość do Ojczy­zny nie­bie­skiej wyra­ża się prze­cież w miło­ści tej Ojczy­zny ziem­skiej, w rodzi­nie i wspól­no­cie naro­du.

Mary­ja nasza Patron­ka, była wdo­wą — naj­pięk­niej­szą wdo­wą na zie­mi. Ona wrzu­ci­ła do skar­bo­ny świa­ta Dar naj­cen­niej­szy, Dar na wykup świa­ta, swo­je­go Syna, któ­ry prze­ra­stał Ją god­no­ścią. Uczy­ni­ła to z miło­ści, wypeł­ni­ła wolę Boga. I dla­te­go skar­bo­na Kościo­ła jest cią­gle peł­na skar­bem Jezu­sa, Jego sakra­men­tów świę­tych, Jego Eucha­ry­stii.  Z Niej to czer­pie­my siłę prze­bi­cia, nadzie­ję na lep­szą rodzi­nę i Ojczy­znę. A opie­ka NMP w tym się wyra­zi­ła, że zapo­cząt­ko­wa­na nie­gdyś na tym mariac­kim miej­scu wspól­no­ta wia­ry obda­rza nas cią­gle wiel­kim Skar­bem — Jezu­sem. Niech ten Skarb naj­więk­szy nas prze­mia­na i uczy miło­ści do Ojczy­zny ziem­skiej i tej wiecz­nej. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/