0:00/ 0:00
Kazania

Skomunikowani

Skomunikowani

Czy zauwa­ży­li­ście, że sło­wo Jezus „wypo­wie­dzia­ne” przez Boga do ludz­ko­ści w Betle­jem uczy nas komu­ni­ka­cji poprzez „żela­zną kur­ty­nę” mię­dzy życiem i śmier­cią? To wyna­la­zek same­go Stwór­cy. Św. Paweł pisze o tym nawet komen­tarz w liście do Efe­zjan: Bóg z miło­ści prze­zna­czył nas dla sie­bie jako przy­bra­nych synów przez Jezu­sa Chry­stu­sa, według posta­no­wie­nia swej woli, ku chwa­le maje­sta­tu swej łaski, któ­rą obda­rzył nas w Umi­ło­wa­nym (Ef 1,4−5). Nie­sa­mo­wi­te jest to zda­nie. Opo­wia­da i komen­tu­je bli­skość Boga z ludź­mi w raju Eden, Naza­re­cie, Betle­jem, Jero­zo­li­mie i tu dzi­siaj w Kra­ko­wie. Dwa sło­wa spa­ja­ją się w jed­no: miłość-prze­zna­cze­nie. A my sta­je­my onie­mia­li przed dobro­cią Boga.

To ta miłość-prze­zna­cze­nie dana nam z góry w Panu Jezu­sie mia­rą utrzę­sio­ną, obfi­tą i zstę­pu­ją­ca do nas jest naj­lep­szą wia­do­mo­ścią. W kon­se­kwen­cji ta Boża miłość aga­pe-miłość ofiar­ni­cza, któ­ra jest darem spra­wia, że czło­wiek wie­rzą­cy chce zro­bić wię­cej niż tyl­ko obo­wią­zek. Skut­kiem dzia­ła­nia miło­ści-prze­zna­cze­nia aga­pe jest refor­ma cha­rak­te­ru do takich stan­dar­dów, jakich wyma­ga Bóg. Świę­ty­mi i nie­win­ny­mi jeste­śmy „w miło­ści [aga­pe]”. Tego chciał­by nasz Bóg. W miło­ści prze­zna­czo­nej nam poka­zu­je Bóg swój zamysł i swój komu­ni­kat. A prze­cież czę­sto myśli­my o prze­zna­cze­niu myl­nie jak pewien Jasiu z aneg­do­ty. Mama pyta Jasia:
— Jasiu, dla­cze­go zja­dłeś cia­sto prze­zna­czo­ne dla Kasi?
— Bo ja nie wie­rzę w prze­zna­cze­nie.

W języ­ku grec­kim biblij­nym sło­wo prze­zna­cze­nie to pro­ori­zo. Skła­da się z dwóch czło­nów: pro — przed, uprzed­nio; hori­zo — okre­ślać gra­ni­ce. Od tego sło­wa pocho­dzi pol­ski hory­zont. Zatem miłość dana od Boga w Betle­jem i prze­zna­czo­na ludziom komu­ni­ku­je hory­zont ich dzia­ła­nia, pola ich ducho­wych aspi­ra­cji i apa­na­że jakie mogą w związ­ku ze swo­ją wier­ną służ­bą uzy­skać. Prze­zna­cze­nie w miło­ści nie ozna­cza jed­nak zde­ter­mi­no­wa­nia wyni­ku. Mamy wpływ na to, czy w ogó­le przez poku­tę podej­mie­my nasze prze­zna­cze­nie, a tak­że na to, jak wier­nie będzie­my w nim postę­po­wać. Bóg jest tym, któ­ry otwie­ra drzwi; czło­wiek jest tym, któ­ry musi przez nie przejść i pod­jąć swo­ją wąską dro­gę (por. komen​tarz​bi​blij​ny​.pl).

Ks. Józef Tisch­ner pisał kie­dyś o wiel­ko­ści miło­ści ludz­kiej. Ludzie bowiem potra­fią naśla­do­wać miłość Bożą aż po hory­zont prze­zna­cze­nia. Ksiądz Tisch­ner obser­wu­je, że pew­na wdo­wa czę­sto roz­ma­wia ze swym zmar­łym mężem, któ­re­go ma na cmen­ta­rzu, potra­fi prze­cho­dzić z „tu” do „tam”, i w ten spo­sób rów­no­cze­śnie tre­nu­je się w patrze­niu na otwar­te Boże drzwi do nie­ba. Z samym Panem Bogiem roz­ma­wia­my na modli­twie „tu”, choć On jest obja­wio­ny bar­dziej „tam”. Z poko­rą i miło­ścią ludzie potra­fią się prze­bić poprzez „żela­zną kur­ty­nę” mię­dzy życiem i śmier­cią. Dodaj­my jed­nak, że Bóg w histo­rii jest jak­by coraz wię­cej obec­ny „tu”. Jego histo­ria z Betle­jem nas już „tu” onie­śmie­la, wzru­sza i prze­mie­nia. Do tego pro­wa­dzą dzi­siej­sze sakra­men­tal­ne obrzę­dy. One dzie­ją się „tu”, ale i „tam”.  One komu­ni­ku­ją nam miłość, nasze prze­zna­cze­nie. Amen.

/​ ks. inf. Dariusz Raś/​