0:00/ 0:00
Kazania

Ślady

Ślady

Bp Jan Chra­pek powie­dział kie­dyś „Idź przez życie tak, aby śla­dy two­ich stóp prze­trwa­ły cię”. Te sło­wa będą­ce dewi­zą życio­wą bpa sta­ły się inspi­ra­cją do usta­no­wie­nia nagro­dy jego imie­nia. „Ślad” jest w Pol­sce atrak­cyj­nym wyróż­nie­niem dla dzien­ni­ka­rzy i ludzi mediów. Lecz dziś chciał­bym na tej Eucha­ry­stii wobec Boga i ludzi, zwłasz­cza wobec SS. Ducha­czek, w spo­sób choć­by nie­for­mal­ny, wystą­pić o nagro­dę dla śp. Sio­stry Wenan­cji. Z życio­ry­su sio­stry Wenan­cji — w świe­cie Sabi­ny Chmie­low­skiej wyni­ka jasno, że waga jej życio­wych czy­nów zosta­wia nie tyl­ko dzien­ni­kar­ski, docze­sny ślad, czy­li utrwa­le­nie, zapa­mię­ta­nie i zachę­tę do naśla­dow­nic­twa wśród nas, a w szcze­gól­no­ści wśród osób poświę­co­nych Bogu — tych kon­se­kro­wa­nych. Ufa­my bowiem dobre­mu i miłu­ją­ce­mu Bogu, że Sio­stra pozo­sta­wi­ła rów­nież swo­im życiem wyraź­ny szlak i ślad dobra w nie­bie.

Moi kocha­ni, taki „ŚLAD” pisa­ny z dużych liter, ślad w nie­bie, to po pro­stu nic inne­go tyl­ko miej­sców­ka wśród zba­wio­nych i stan speł­nie­nia swo­ich aspi­ra­cji. O taki dar pro­si­my. W Miło­sier­dziu Bożym tego dostę­pu­je­my. A wiel­kim nagro­dy Gwa­ran­tem jest sam Jezus. Cie­szy­my się prze­cież już z gro­na Wszyst­kich Świę­tych, tych kano­ni­zo­wa­nych i tych­że nie­ka­no­ni­zo­wa­nych, tych wszyst­kich od dobrych śla­dów, czy jak św. Paweł mówi od dobrych „zawo­dów”, od dobrych „wystę­pów” na zie­mi. Cie­szy­my się z obfi­te­go dobra po Śp. Sio­strze. Sio­stra Wenan­cja w swo­im życiu prze­ży­ła nie­wąt­pli­wie god­nie cza­sów wie­le: a to woj­ny, sta­ny wojen­ne, nie­do­le, bie­dy, ale i cza­sy wol­no­ści, nie­pod­le­gło­ści, rado­ści np. wybo­rów Pola­ka na Papie­ża, docze­ka­ła się pra­wie bez­kr­wa­wej, aksa­mit­nej rewo­lu­cji ruchu „Soli­dar­no­ści”, demo­kra­cji w Pol­sce, swo­ich zło­tych i dia­men­to­wych jubi­le­uszów. Nie było jej obce i życie na gorą­co, spo­tka­nia z ludź­mi, zabie­ga­nie dla Boże­go dobra i pięk­na, lecz też dłu­gie godzi­ny kon­tem­pla­cji przed Naj­święt­szym Sakra­men­tem. Wszyst­ko się prze­pla­ta­ło.

W koń­cu dla niej nad­szedł też czas zbie­ra­nia owo­ców zba­wie­nia, czy­li kairos. Bo nie cho­dzi o czas, któ­ry li tyl­ko upły­wa, o godzi­ny, minu­ty, lata, lecz czas zwią­za­ny z prze­zna­cze­niem. Ona odkry­wa­ła swój kairos. Bo choć wszyst­ko ma swój czas — chro­nos (por. Koh 3,1) i urzą­dze­nia do mie­rze­nia cza­su nazy­wa­my „chro­no­me­tra­mi”, to waż­niej­szy w kon­se­kwen­cji jest kairos, czas wcho­dze­nia w śla­dy Jezu­sa. Czas zba­wie­nia.

Kairos dla chrze­ści­jan odno­si się w szcze­gól­no­ści do poja­wie­nia się na zie­mi Jezu­sa (zob. Mk 1,15), a tak­że koń­ca cza­su zli­cza­ne­go w wymia­rze indy­wi­du­al­nym oraz całej ludz­ko­ści. Kairos to zatem raczej wyda­rze­nie, spo­sob­ność, czas wła­ści­wy spo­tka­nia osób: Boga i ludzi. Jak napi­sał do Rzy­mian w I wie­ku św. Paweł: Nikt z nas nie żyje dla sie­bie i nikt nie umie­ra dla sie­bie: jeże­li bowiem żyje­my, żyje­my dla Pana; jeże­li zaś umie­ra­my, umie­ra­my dla Pana. I w życiu więc i w śmier­ci nale­ży­my do Pana (Rz 14, 7–9). Kairos!

Kie­dy Sabi­na — Sio­stra Wenan­cja — przy­szła na świat 27 lip­ca 1921 roku w miej­sco­wo­ści nomen omen Świę­te koło Koni­na, rodzi­ce prze­ka­za­li jej wia­rę, a ona zacho­wa­ła ją i pomna­ża­ła do koń­ca, do 17 stycz­nia 2019 roku, do posił­ku, w cza­sie któ­re­go ode­szła. Nie oba­wia­my się tego pod­kre­ślić z uwa­gi na natu­ral­ność przej­ścia sio­stry z tego świa­ta, że żyła do tego ostat­nie­go kęsa chle­ba w Kra­ko­wie. Spę­dzi­ła 73 lata w życiu zakon­nym, zacho­wa­ła do koń­ca mło­dość ducha, radość z dro­gi powo­ła­nia w Zako­nie Ducha Świę­te­go, co prze­ja­wia­ło się, wg świa­dec­twa sióstr, cha­rak­te­ry­stycz­nym dla niej wiel­kim poczu­ciem humo­ru. Bóg tego poczu­cia humo­ru nie poską­pił jej do koń­ca.

Ta trum­na przed nami, trum­na chrze­ści­jań­skiej sio­stry zakon­nej przy­pro­wa­dzi­ła nas dzi­siaj w śla­dy Jezu­sa. Na Mszę świę­tą. Zaob­ser­wuj­my to: Eucha­ry­stia to wiel­kie indy­wi­du­al­ne i wspól­no­to­we wypa­try­wa­nie śla­dów Jezu­sa. I dla nas te śla­dy na zie­mi są zba­wien­ne. Wchodź­my w nie. Szu­kaj­my ich zna­ków. Nie poru­szaj­my się po omac­ku. I na co dzień bar­dziej ope­ruj­my kairos - cza­sem spo­tkań z Bogiem i bliź­ni­mi. Nie trać­my godzin na wal­kę z upły­wa­ją­cym cza­sem i prze­mi­ja­ją­cą posta­cią tego świa­ta. Raczej, żyj­my według słów: niech będą prze­pa­sa­ne bio­dra wasze i zapa­lo­ne pochod­nie. A wy podob­ni do ludzi, ocze­ku­ją­cych swe­go pana, kie­dy z uczty wesel­nej powró­ci; aby mu zaraz otwo­rzyć, gdy nadej­dzie i zako­ła­cze. Szczę­śli­wi owi słu­dzy, któ­rych pan zasta­nie czu­wa­ją­cych, gdy nadej­dzie” (Łk 12, 35–37). Śla­dy Ewan­ge­lii niech pozo­sta­ną naj­waż­niej­szym, naj­wznio­ślej­szym punk­tem nasze­go odnie­sie­nia. One pro­wa­dzą bez­po­śred­nio do war­to­ści kairos: śla­dem i dro­gą pro­stą do domu Ojca. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​
Kaza­nie wygło­szo­ne pod­czas Mszy św. pogrze­bo­wej Śp. sio­stry Wenan­cji