0:00/ 0:00
Kazania

Śnieg

Śnieg

To śnieg wska­zał pierw­szą wśród świa­ta rzym­skie­go świą­ty­nię poświę­co­ną Mat­ce Zba­wi­cie­la — San­ta Maria Mag­gio­re. Po zna­ku śnie­gu w 352 roku papież Libe­riusz w obec­no­ści ludu rzym­skie­go wyty­czył zarys przy­szłe­go kościo­ła. Śnieg spadł wśród 40-stop­nio­wych upa­łów na wzgó­rzu Eskwi­liń­skim. Było to zja­wi­skiem nad­zwy­czaj­nym i dzia­ło się po uzy­ska­niu przez chrze­ści­jan wol­no­ści w wyzna­wa­niu wia­ry. Oni sami odczy­ta­li ten znak. Pod­ję­to decy­zję i po latach wznie­sio­no pierw­szą hono­rem świą­ty­nię maryj­ną.

W let­nich upa­łach może­my dziś, w ten naj­go­ręt­szy tydzień lata, w nie­dzie­lę i zara­zem w świę­to Mat­ki Bożej Śnież­nej, zanu­rzyć się nie­ja­ko w chło­dzie bia­łe­go śnie­gu Sło­wa Boże­go. Bo dziś dla nas śnie­giem jest Sło­wo Boże: przy­po­mi­na nam o tym dzia­ła­niu Opatrz­no­ści Bożej, któ­ra porząd­ku­je cha­os, chło­dzi gorą­ce gło­wy, miar­ku­je przy­jem­no­ści i koi rany. Bóg dzia­ła za pomo­cą Sło­wa, wsy­pu­je Sło­wo jak śnieg w ser­ca nasze, a czło­wiek wie­rzą­cy czy­ta Jego zna­ki.

Kie­dy sły­szy­my Sło­wo z Ewan­ge­lii Jana (J 6) we frag­men­cie szu­ka­cie Mnie nie dla­te­go, że widzie­li­ście zna­ki, ale dla­te­go, że jedli­ście chleb do syta. Zabie­gaj­cie nie o ten pokarm… zda­je­my sobie spra­wę, że mamy zale­gło­ści w czy­ta­niu pierw­szych zna­ków. Nie­rzad­ko cie­szy­my się z syto­ści chle­ba, pięk­na tego świa­ta, osią­ga­nych wyni­ków spor­to­wych naszych ulu­bio­nych dru­żyn, suk­ce­sów eko­no­micz­nych, dobre­go wykształ­ce­nia, uda­nych waka­cji, ale zbyt mało w życiu czy­ta­my zna­ków Boga. Przy­tła­cza nas chleb do syta, a prze­cież nie on jest począt­kiem ani koń­cem. Sytość nie jest ani źró­dłem ani szczy­tem. To nie ona decy­du­je o życiu czło­wie­ka i świa­ta całe­go.

Wład­cy tego świa­ta potra­fią te niskie i przy­ziem­ne skłon­no­ści czło­wie­ka do nasy­ca­nia się per­fek­cyj­nie wyko­rzy­stać. Dla­te­go pogań­ska zasa­da „chle­ba i igrzysk” godzi w raj­ską i chrze­ści­jań­ską natu­rę czło­wie­ka. Za jadło, wypi­tek, przy­jem­ność i roz­ryw­kę ludzie są nie­raz goto­wi zre­zy­gno­wać z naj­wyż­szych war­to­ści. Moż­na ich pra­wie za bez­cen kupić, znie­wo­lić, poni­żyć. Wów­czas tzw. świa­to­wość wygry­wa z dobry­mi posta­no­wie­nia­mi. Ale to zupeł­na degra­da­cja ambi­cji czło­wie­ka.

Tym­cza­sem rów­nież chrze­ści­jań­stwo dla ludz­ko­ści jest jak śnieg - znak nowe­go porząd­ku i umiar­ko­wa­nia. Nie­rzad­ko odma­wia się chrze­ści­jań­stwu tej twór­czej i zasad­ni­czej roli. Wkład chrze­ści­jań­stwa nale­ża­ło­by według wie­lu zali­czyć do histo­rii. Lecz czy napraw­dę chrze­ści­jań­stwo speł­ni­ło już cał­ko­wi­cie swo­ją misję w Euro­pie, stop­nia­ło, moż­na teraz obyć się bez nie­go? Dla­cze­go w ogó­le sło­wo „Euro­pa” usta­wia się prze­ciw­ko poję­ciu „chrze­ści­jań­stwo”? A prze­cież to chrze­ści­ja­nie two­rzy­li i two­rzą uli­ce, ryn­ki, domy, kościo­ły, dzie­ła sztu­ki, całą naszą cywi­li­za­cję wraz z wiel­ki­mi odkry­cia­mi, oparł­szy się na zdro­wych prze­słan­kach i war­to­ściach. To chrze­ści­ja­nie two­rzy­li i two­rzą rodzi­ny z ich wspa­nia­ły­mi tra­dy­cja­mi i har­mo­nią. Bez chrze­ści­jan nic już nie będzie takie samo. Czyż­by miał po nich pozo­stać tyl­ko skan­sen? Nie.

Sło­wo Boże jest jak śnieg. Ono daje nam swo­iste umiar­ko­wa­nie w patrze­niu na nowo­cze­sność, ono kla­ru­je kla­sycz­ne spoj­rze­nia na rodzi­nę, na wier­ność jej natu­ral­nym zaso­bom i zasa­dom, ono pogłę­bia zna­cze­nia sło­wa miłość poj­mo­wa­ne­go jako dar z sie­bie. Sło­wo Boże kie­ru­je nas jako znak na war­to­ści naj­szla­chet­niej­sze. To Jemu wier­na była Mary­ja, nasza wiel­ka patron­ka i prze­wod­nicz­ka. Nale­ża­ła do tych, któ­rzy słu­cha­ją sło­wa Boże­go i zacho­wu­ją je (Łk 11, 28) . Ona sama była jak ów śnieg wska­zu­ją­cy nowy porzą­dek i szla­chet­ność nowe­go życia. Ona — Kró­lo­wa śnie­gu na Eskwi­li­nie wska­zu­je taką dro­gę nasze­go życia. Wie­lu ludzi – pew­nie my tak­że – czę­sto słu­cha Sło­wa Boże­go i na tym poprze­sta­je. Ono tra­fia do uszu, może inte­lek­tu, ale bra­ku­je nie­rzad­ko mądrej, sta­tecz­nej decy­zji, żeby zacząć prak­tycz­nie Nim żyć.

Co zro­bi­my z dzi­siej­szym Bożym Sło­wem — zna­kiem zmia­ny i wol­no­ści? Czy nie zosta­wia­my Go sie­ro­tą? Czy nie cze­ka­my, aż stop­nie­je jak śnieg na rzym­skim wzgó­rzu? Mary­ja mia­ła wiel­kie szczę­ście, że zosta­ła Mat­ką Boga. I nie ma wśród ludzi osób o więk­szej god­no­ści niż ta, jaką otrzy­ma­ła ta kobie­ta. Nic nie dorów­na god­ności Mat­ki Boga. A jed­nak Jezus zrów­nu­je z Nią tych, któ­rzy słuchają słowa Bożego i zacho­wują je. War­to Ją w tym naśla­do­wać i stać się szczę­śli­wy­mi jak Ona. Tego uczy­my się na dzi­siej­szej Eucha­ry­stii. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/
Kaza­nie wygło­szo­ne pod­czas mszy św. w bazy­li­ce Mariac­kiej oraz u Mni­szek Zako­nu Kazno­dziej­skie­go — Domi­ni­ka­nek w Kra­ko­wie.