0:00/ 0:00
Kazania

Stacja w Bazylice Mariackiej w Krakowie — 21 lutego 2018

Stacja w Bazylice Mariackiej w Krakowie — 21 lutego 2018

Sło­wo wstęp­ne ks. inf. Dariu­sza Rasia

Litur­gicz­ne „wędro­wa­nie” papie­ża po rzym­skich kościo­łach było trwa­łą tra­dy­cją. Kul­ty­wo­wa­no ją w Rzy­mie aż do począt­ków XIV wie­ku. Przy­wró­co­no ją tam w roku 1979 za spra­wą decy­zji Jana Paw­ła II. Litur­gię tę pod­ję­ło z cza­sem wie­le innych sto­lic bisku­pich. Zaczę­to ją spra­wo­wać tak­że w pol­skich mia­stach, takich jak Łódź (2013) i War­sza­wa (2015). W zeszłym roku litur­gia ta zago­ści­ła rów­nież w sto­li­cy naszej Archi­die­ce­zji i w Pozna­niu.

Ducho­wość całej Litur­gii sta­cyj­nej kon­cen­tru­je się wokół trzech zasad­ni­czych ele­men­tów. Pierw­szym jest wymiar pokut­ny, dzię­ki któ­re­mu może­my głę­biej prze­żyć Wiel­ki Post. Uczest­ni­cy „dnia sta­cyj­ne­go” słu­cha­ją sło­wa Boże­go, trwa­ją na modli­twie, podej­mu­ją post, a w cza­sie cele­bra­cji Eucha­ry­stii skła­da­ją ofia­rę na potrze­bu­ją­cych. Ci, któ­rzy piel­grzy­mu­ją do kolej­nych kościo­łów, prze­by­wa­ją rów­nież ducho­wą dro­gę, któ­ra zbli­ża ich do głęb­sze­go prze­ży­cia Pas­chy Pana. Dru­gim celem Litur­gii sta­cyj­nej jest uka­za­nie mia­sta jako „prze­strze­ni świę­tej”. Całe mia­sto sta­je się jak­by Kościo­łem Boga, gdyż w każ­dej jego czę­ści wier­ni gro­ma­dzą się na litur­gii pokut­nej. „Sieć sta­cyj­na” obej­mu­je wszyst­kie dziel­ni­ce Kra­ko­wa (die​ce​zja​.pl). My w Bazy­li­ce Mariac­kiej w spo­sób szcze­gól­ny nawią­zu­je­my w tym roku do tema­ty­ki zwią­za­nej z koro­na­cją naszej iko­ny czę­sto­chow­skiej, tej z kapli­cy przy wej­ściu głów­nym, któ­rej doko­na­li przed 50-laty kar­dy­na­ło­wie Ste­fan Wyszyń­ski, Karol Woj­ty­ła wraz z bisku­pa­mi pol­ski­mi. To trze­ci wymiar nasze­go sta­cyj­ne­go zatrzy­ma­nia w bazy­li­ce.

Biskup Jan Szko­doń wpro­wa­dzi nas dziś w tajem­ni­cę Zba­wi­cie­la, Jego pasji i zmar­twych­wsta­nia, za co jeste­śmy mu ogrom­nie wdzięcz­ni. Któ­ryś za nas cier­piał rany, Jezu Chry­ste zmi­łuj się nad nami.


Kaza­nie wygło­szo­ne przez ks. bp. Jana Szko­do­nia

Dro­dzy księ­ża, sio­stry zakon­ne, wszy­scy zgro­ma­dze­ni w Bazy­li­ce Mariac­kiej. Bra­cia i sio­stry.

Od minio­ne­go roku prze­ży­wa­my codzien­nie w Kra­ko­wie szcze­gól­ną pro­ce­sję. Od kościo­ła do kościo­ła. Od świą­ty­ni do świą­ty­ni, któ­re zosta­ły wybra­ne jako kościo­ły sta­cyj­ne. Jak sły­sze­li­śmy w sło­wie wstęp­nym ta tra­dy­cja roz­wi­ja­ła się od IV wie­ku – naj­pierw w Rzy­mie do XIV wie­ku, a potem zosta­ła przy­wró­co­na przez św. Jana XXIII, a tak­że przez św. Jana Paw­ła II. Ta pro­ce­sja jest sym­bo­lem ludz­kie­go życia i ta codzien­na Eucha­ry­stia pod prze­wod­nic­twem bisku­pa włą­cza się w wiel­kie dzie­ło ewan­ge­li­za­cyj­ne, któ­re trwa w Kra­ko­wie – szcze­gól­nie w Wiel­kim Poście. Reko­lek­cje, spo­wie­dzi, dro­gi krzy­żo­we, gorz­kie żale, wie­le prak­tyk w ramach wspól­not życia kon­se­kro­wa­ne­go, wie­le oso­bi­stej poboż­no­ści, tak­że pokut­nej w rodzi­nach, w codzien­nej prak­ty­ce chrze­ści­jań­skiej. Bóg nam daje codzien­nie swo­je sło­wo, a dzi­siej­sze sło­wo tak bar­dzo odpo­wia­da temu, cze­mu słu­ży Wiel­ki Post i tak bar­dzo łączy się z pokut­nym, a więc wyna­gra­dza­ją­cym cha­rak­te­rem piel­grzym­ki po kościo­łach sta­cyj­nych. Poku­ta to wyna­gro­dze­nie, poku­ta to meta­no­eo, czy­li nawró­ce­nie. Powrót do Boga. Jed­ność z bliź­ni­mi i pod­ję­cie współ­pra­cy z łaską Bożą w swo­im ser­cu jak i w życiu.

Zarów­no lek­cja jak i Ewan­ge­lia mówią o Jona­szu. Frag­ment, któ­ry sły­sze­li­śmy w lek­cji poprze­dzo­ny był histo­rią Jona­sza, któ­ry prze­stra­szył się zada­nia jakie przed nim posta­wił Pan Bóg. Chciał uciec. Ta lek­cja jest poprze­dzo­na biblij­nym opi­sem o wiel­kiej rybie, któ­ra połknę­ła Jona­sza i wyrzu­ci­ła go po trzech dniach. Do tego obra­zu, do tego opi­su nawią­zu­je Pan Jezus zapo­wia­da­jąc swo­ją mękę na krzy­żu i swo­je zmar­twych­wsta­nie. Bóg ponow­nie wezwał Jona­sza, aby wzy­wał do nawró­ce­nia Nini­wy – wiel­kie­go mia­sta – jak mówi tekst biblij­ny na trzy dni dro­gi. Ileż razy my waha­my się, lęka­my się upo­mnieć dru­gie­go. Ileż razy w rodzi­nach trwa mil­cze­nie, gdy dzie­je się coś złe­go. Nie chcę się nara­zić na zarzut, że się mie­szam, że prze­cież jeste­śmy doro­śli, mamy swo­je sumie­nie – mówią nie­któ­rzy. A nie­kie­dy przy­cho­dzi taka myśl: po co upo­mi­nać, i tak nas nie usłu­cha­ją. I tak to nicze­go nie zmie­ni. Jonasz ponow­nie wezwa­ny przez Boga zaczął gło­sić nawró­ce­nie. I mówił o skut­kach grze­chu: „Jeśli się nie nawró­ci­cie – zgi­nie­cie”. Trze­ba wie­rzyć w moc Boga. Tym Jona­szem są nie tyl­ko reko­lek­cjo­ni­ści, kate­che­ci, oso­by kon­se­kro­wa­ne. Tym Jona­szem jest każ­dy – każ­dy ochrzczo­ny. Trze­ba wie­rzyć, że my sła­bi, któ­rzy naj­pierw do sie­bie powin­ni­śmy odnieść orę­dzie o poku­cie i nawró­ce­niu, że my sła­bi jed­nak jeste­śmy narzę­dziem Boga. W upo­mi­na­niu, w poma­ga­niu na dro­dze do pojed­na­nia z Bogiem i z bliź­ni­mi.

Roz­ma­wia­łem z kobie­tą, któ­ra dziś obcho­dzi 20 rocz­ni­cę ślu­bu. Powie­dzia­ła, że jest zde­cy­do­wa­na na roz­wód. Nie widzi ratun­ku. Wczo­raj przez chwi­lę oglą­da­łem pro­gram o przy­czy­nach kon­flik­tów mał­żeń­skich. Stwier­dzo­no, że w Pol­sce już co trze­cie mał­żeń­stwo się roz­pa­da. W nie­któ­rych śro­do­wi­skach jest to co dru­gie, albo jesz­cze więk­szy pro­cent niż poło­wa. Jonasz gło­sił z poko­rą i całą mocą nawró­ce­nie. Boże sło­wo przez nie­go wypo­wie­dzia­ne przy­nio­sło owoc. Miesz­kań­cy Nini­wy, począw­szy od kró­la tego mia­sta zaczę­li poku­to­wać, modlić się, cho­dzić w popie­le. Kil­ka godzin temu uczest­ni­czy­li­śmy we mszy św. dzięk­czyn­nej za zmar­twych­wstań­ca Paw­ła Smo­li­kow­skie­go. Ojciec św. wydał dekret o hero­icz­no­ści jego cnót. Wstą­pił do zmar­twych­wstań­ców w 1865 roku. Zmar­twych­wstań­cy przy­by­li do Pol­ski w 1888 roku. Smo­li­kow­ski zmarł w 1926 roku i jest pocho­wa­ny w koście­le zmar­twych­wstań­ców przy uli­cy Łob­zow­skiej. On napi­sał kie­dyś, że więk­szym złem niż grze­chy jest obo­jęt­ność. Pan Jezus mówił: „obyś był zim­ny albo gorą­cy”. Nas też nie­raz ogar­nia znie­chę­ce­nie: co ja mogę zro­bić? Spo­ty­ka­my się z obo­jęt­no­ścią tylu ludzi. Nie­daw­no usły­sza­łem od nie­któ­rych: mnie kościół jest nie­po­trzeb­ny.

Jak­że trze­ba się modlić, poku­to­wać, żeby­śmy sami nie ule­gli zobo­jęt­nie­niu i żeby­śmy spo­ty­ka­jąc się z obo­jęt­no­ścią nigdy nie pomy­śle­li nawet: nie war­to mówić. Św. Paweł pisze, że trze­ba nauczać w porę i nie w porę, z wszel­ką cier­pli­wo­ścią i nauką. Pan Jezus mówi: „ja cie­bie nie potę­piam, ale idź i wię­cej nie grzesz”. Pan Jezus w dzi­siej­szej Ewan­ge­lii nawią­zu­je do zna­ku Jona­sza i mówi, że nie będzie dany inny znak, jak ten. Znak Jona­sza, czy­li męka i śmierć Pana Jezu­sa, któ­re roz­wa­ża­my i będzie­my roz­wa­żać w Wiel­kim Poście. Znak Jona­sza to zmar­twych­wsta­nie, do któ­re­go przy­go­to­wu­je­my się w Wiel­kim Poście. Przy­go­to­wu­je­my się do swo­jej śmier­ci. Pośred­nio do swo­je­go zmar­twych­wsta­nia. W Wiel­kim Poście przy­go­to­wu­je­my się  przez naszą modli­twę, post, uczyn­ki miło­sier­dzia. Wie­lu uczęsz­cza na dro­gę krzy­żo­wą i gorz­kie żale. My odnajdź­my, a może mamy już oso­bi­sty spo­sób prze­ży­wa­nia męki Pana Jezu­sa – czy to się­ga­jąc do Pisma św., Ewan­ge­lii, opi­sów męki. Ktoś codzien­nie prze­ży­wa inną sta­cję dro­gi krzy­żo­wej.

Wiel­ką pomo­cą w prze­ży­wa­niu Wiel­kie­go Postu jest wspo­mi­na­nie codzien­nie innych słów Pana Jezu­sa wypo­wie­dzia­nych na krzy­żu. Wie­my, że tych słów, wyznań Pana Jezu­sa umie­ra­ją­ce­go jest sie­dem. Może nam wystar­czyć na cały tydzień. Pan Jezus modlił się: „Ojcze odpuść im, bo nie wie­dzą co czy­nią”. Modlił się za psal­mi­stą: „Boże mój, Boże mój cze­muś mnie opu­ścił”, „Ojcze w Two­je ręce powie­rzam ducha mego”. To z krzy­ża Pan Jezus powie­dział: „Oto syn Twój, oto mat­ka Two­ja” i powie­dział do żału­ją­ce­go łotra: „dziś będziesz ze mną w raju”. To umie­ra­ją­cy Pan Jezus mówił: „pra­gnę”. Ma to szcze­gól­ną wymo­wę ducho­wą: pra­gnie­nia Pana Jezu­sa – moje pra­gnie­nia. I to ostat­nie: „wyko­na­ło się”. To też może być pomoc w prze­ży­wa­niu Wiel­kie­go Postu.

I jesz­cze sło­wo o Mat­ce Bożej. Uczest­ni­czy­łem jako kle­ryk w tej koro­na­cji. Pamię­tam nawet nie­któ­re tre­ści z kaza­nia ks. pry­ma­sa Wyszyń­skie­go. Dzię­ku­je­my Mat­ce Bożej za Jej szcze­gól­ną obec­ność w tej bazy­li­ce. Kie­dy ludzie mówią Kościół Mariac­ki – może nie zawsze myślą o tym, że to jest kościół NMP – Maryi Wnie­bo­wzię­tej. Mat­ka Naj­święt­sza nam poma­ga prze­ży­wać naszą wędrów­kę przez czas, któ­rej sym­bo­lem jest ta pro­ce­sja. Ta prak­ty­ka kościo­łów sta­cyj­nych. Nazwa pocho­dzi od sło­wa sta­cja, czy­li zatrzy­ma­nie. Tak jak pociąg zatrzy­mu­je się na sta­cji. Potrzeb­ne są nam takie sta­cje. Mat­ka Naj­święt­sza, któ­ra roz­wa­ża­ła te tre­ści w swo­im ser­cu jest przy­kła­dem uczy­nie­nia ze swe­go życia wędrów­ki od sta­cji do sta­cji. Szcze­gól­nie w Wiel­kim Poście.

(tekst nie­au­to­ry­zo­wa­ny – spi­sa­ny z nagra­nia)