0:00/ 0:00
Kazania

Stopklatka — Wielka Sobota — Pascha 2018

Stopklatka — Wielka Sobota — Pascha 2018

Jan odkry­wał przed nami tajem­ni­ce Jezu­sa w Wie­czer­ni­ku, przy usta­no­wie­niu nowe­go porząd­ku kul­tu — bli­skie­go bóstwem Naj­święt­sze­go Sakra­men­tu Ołta­rza, był wczo­raj pod krzy­żem, któ­ry jest klu­czem mądre­go i odpo­wie­dzial­ne­go życia ludzi, a dzi­siaj jest świad­kiem dopeł­nie­nia Pas­chy Jezu­sa. Bie­gnie, wcho­dzi do puste­go gro­bu, otwie­ra nam oczy na Zmar­twych­wsta­nie.

Ile­kroć jestem w Jero­zo­li­mie w Bazy­li­ce Gro­bu Boże­go, w jej kapli­cy nad gro­bow­cem rodzin­nym Józe­fa z Ary­ma­tei, któ­ry ofia­ro­wał grób przy­go­to­wa­ny dla sie­bie na pochó­wek ukrzy­żo­wa­ne­mu Jezu­so­wi, to budzi się we mnie infan­tyl­ne dosyć pra­gnie­nie-pyta­nia. Mogę je stre­ścić tak: Czy może nie łatwiej było­by zro­zu­mieć zmar­twych­wsta­nie posia­da­jąc jakieś zdję­cie — stop­klat­kę, zatrzy­ma­ny obraz, kadr z tam­tej chwi­li zmar­twych­wsta­nia, z tam­te­go ułam­ku sekun­dy, z tego gro­bow­ca? Dla­cze­go Jan tego nam nie zosta­wił? Czy gdy­by zmar­twych­wsta­nie odby­wa­ło się dzi­siaj to przy naszej tech­ni­ce wywia­dow­czej, jakiś sate­li­ta wiel­kie­go mocar­stwa zaob­ser­wo­wał­by zapew­ne to zja­wi­sko jako roz­błysk prze­ogrom­nej mocy? Czy jed­nak kosmicz­ny nawet tele­skop, czy cyfro­wy mikro­skop odkrył­by zasa­dę zmar­twych­wsta­nia?

Przy­cho­dzi jed­nak dzi­siej­sza Jano­wa reflek­sja: Zmar­twych­wsta­nie wywo­dzi się przede wszyst­kim nie z tego świa­ta, choć go doty­ka. Poku­sa pod­gląd­nię­cia zmar­twych­wsta­nia wyda­je się nie­doj­rza­ła sko­ro Jan ujrzał pusty grób i uwie­rzył. On spo­ty­kał Zmar­twych­wsta­łe­go. Jadał z nim. Naszą wystar­cza­ją­cą „stop­klat­ką” są świad­ko­wie Zmar­twych­wsta­łe­go. Jan do nich nale­ży. Oni uru­cha­mia­ją całą sekwen­cję histo­rii chrze­ści­jan jako wspól­no­ty zmar­twych­wsta­nia. Tak jak samo szkieł­ko i oko mędr­ca nie pasu­ją do zmar­twych­wsta­nia, rów­nież samo czu­cie i wia­ra nie wystar­cza­ją (por. „Roman­tycz­ność”, A. Mic­kie­wicz). Potrze­ba świad­ków.

Na świa­dec­twie Jana, Pio­tra, Marii Mag­da­le­ny (J 20, 1–9) i wie­lu innych uczniów opie­ra­my odkry­cie zmar­twych­wsta­nia jako doce­lo­we­go punk­tu życia, naszej bez­piecz­nej przy­sta­ni. To jest nasza chrze­ści­jań­ska „wspól­na foto­gra­fia”, nasza ostat­nia bra­ku­ją­ca sekwen­cja kodu DNA: na zmar­twych­wsta­niu opie­ra­my nasze życie, nasze wybo­ry i naszą śmierć z sen­sem. W tym sty­lu widzi i wie­rzy Jan, a Paweł z Tar­su woła: jeże­li Chry­stus nie zmar­twych­wstał, darem­na jest wasza wia­ra (1 Kor 15,17).

Jest jesz­cze głów­ny powód dla któ­re­go nie posia­da­my zdjęć czy fil­mów. Bóg tego w ten spo­sób nie zapla­no­wał. On po pro­stu oparł się na Sło­wie, a nie na doku­men­tal­nych foto­gra­fiach. Tak mu się naj­wy­raź­niej podo­ba­ło. Ewan­ge­lia — Dobra Nowi­na o zba­wie­niu opie­ra się na Sło­wie. Na jego prze­ka­zy­wa­niu z ust do ust, z ser­ca w ser­ce. Ewan­ge­lia jest opar­ta nie na doku­men­ta­cji, ale na akcji Sło­wa, na misji Sło­wa i meta­noi — prze­mia­nie czło­wie­ka w świad­ka. Czy to zro­zu­mie­li­śmy? Sło­wa są nad księ­gi, sakra­men­ty nad pie­cząt­ki, świa­dek nad wszel­ki urząd. Z tego powo­du wyma­gaj­my od sie­bie nie doku­men­ta­cji, lecz cią­głe­go wta­jem­ni­cze­nia. Nie wystar­czy nam już chry­stia­ni­za­cja jak za Miesz­ka I, upra­wa naro­do­wej tra­dy­cji czy posłu­szeń­stwo rodzi­com. To dużo za mało. Dia­beł to prze­sie­je. Chrzest św., czy­li zanu­rze­nie w zmar­twych­wsta­nie, posta­wio­ny jak cer­ty­fi­kat na pół­ce życia przy­sło­wio­wo „nie odpa­li”. Potrze­ba bowiem — uwa­ga bo to trud­ne sło­wo — mista­go­gii (gr. μυσταγογέω, μυσταγογία) – wpro­wa­dza­nia ser­ca ludz­kie­go w miste­rium Zmar­twych­wsta­łe­go – ducho­wą i tajem­ni­czą rze­czy­wi­stość. Dla­te­go my, chrze­ści­ja­nie „jak kania dżdżu” na wio­snę potrze­bu­je­my ewan­ge­li­za­cji ser­ca. W tym sen­sie sama kate­che­za nie wystar­cza. Dobra Nowi­na o Jezu­sie według św. Jana to bowiem nauka nie byle jaka — uczy prze­cho­dze­nia ze śmier­ci do życia.

W szko­le prze­cho­dze­nia do wiecz­no­ści Nauczy­cie­lem jest sam Jezus. On wta­jem­ni­cza. On wpro­wa­dza w grób, On z Nie­go wypro­wa­dza. Nie cho­dzi Mu tyl­ko o tych, któ­rzy w Nie­go „tech­nicz­nie” uwie­rzą czy potrak­tu­ją wia­rę jako ubez­pie­cze­nie na potem. Jezu­so­wi cho­dzi bar­dziej o tych, któ­rzy Go kocha­ją, o swo­ich świad­ków: Jana, Pio­tra, Marię Mag­da­le­nę. Jezu­so­wi zale­ży na tych, któ­rzy Go poko­cha­ją dziś żyjąc pra­wem zmar­twych­wsta­nia, któ­rzy wej­dą w tajem­ni­cę i nią żyją, sta­no­wiąc kon­ty­nu­ację nur­tu pierw­szych świad­ków. Takie wta­jem­ni­cze­nie miło­ści dopie­ro prze­ni­ka i użyź­nia życie świa­ta. Jezus tak budu­je swój Kościół. Tym spo­so­bem. Nie pie­cząt­ka­mi.

Jesz­cze jed­no: roz­po­zna­wa­nie Jezu­sa Zmar­twych­wsta­łe­go doko­nu­je się też pośród zwy­kłych czyn­no­ści. Prze­cież Św. Fau­sty­na widzia­ła Zmar­twych­wsta­łe­go sto­ją­ce­go w drzwiach kuch­ni. Pamię­ta­my też Jana, któ­ry pierw­szy przy poło­wie 153 ryb roz­po­znał sto­ją­ce­go Jezu­sa na brze­gu Jezio­ra Tybe­riadz­kie­go. Dla nas nie-misty­ków to Eucha­ry­stia pozo­sta­je uprzy­wi­le­jo­wa­ną „stop­klat­ką” Jezu­sa. Nastę­pu­je na niej dal­sze posze­rze­nie zna­cze­nia sło­wa Pas­cha. Ona nam zosta­ła jako Pamiąt­ka potrój­na: Wie­cze­rzy, Ofia­ry i Zmar­twych­wsta­nia. Zamknię­cie się na jed­no z tych zna­czeń fał­szu­je inne. Przy ołta­rzu nasza wspól­no­ta „pach­nie” tymi zna­cze­nia­mi Pas­chy Pana: Wie­czer­ni­kiem, krzy­żem i final­nym Alle­lu­ja. Czy tak doświad­cza­my Eucha­ry­stii? Czy Ona prze­ni­ka nasze życie obec­no­ścią Pana? Eucha­ry­stia to prze­cież Łama­nie Chle­ba z Jezu­sem, to ofia­ra „za” i „na” nasze zmar­twych­wsta­nie. Ceń­my sobie Ją! Jej moc uzdro­wie­nia doty­czy każ­de­go poko­le­nia, języ­ka, ludu i naro­du. Takiej Eucha­ry­stii nauczy­li nas ucznio­wie.

Po kolej­nym prze­ży­ciu tajem­ni­cy Tri­du­um Sacrum — Trój­d­nia peł­ne­go tajem­nic - zosta­nie­my posła­ni! Posła­ni do naj­bliż­szych, do przy­ja­ciół, sąsia­dów, do Euro­pej­czy­ków. Nie do afry­kań­skiej dżun­gli. Oka­zu­je się, że żyje­my w bar­dzo sta­rym świe­cie, gdzie chrze­ści­jań­stwo dla wie­lu tra­ci smak, a kościo­ły 1000 km od naszych gra­nic idą na wyprze­daż. W nie­któ­rych zachod­nich kra­jach tyl­ko ok. 2% ludzi, w innych 4% uczęsz­cza sys­te­ma­tycz­nie do kościo­ła. Nas też doty­ka spa­dek. Dla­te­go pogłę­biaj­my sie­bie, życz­my sobie wiel­ka­noc­nie, aby i kie­dyś kra­kow­skie per­ły wspól­no­ty Kościo­ła nie musia­ły zmie­niać prze­zna­cze­nia. Aby dla następ­nych poko­leń pach­nia­ły wia­rą i miło­ścią. Aby co roku odby­wa­ły pro­ce­sję rezu­rek­cyj­ną. Aby były peł­ne żaru i pach­nia­ły cuda­mi zmar­twych­wsta­nia. Aby były zasko­cze­niem dla gapiów i świad­ka­mi żywej, ser­decz­nej wia­ry czło­wie­ka w zmar­twych­wsta­nie i życie wiecz­ne.

Na koniec podzię­kuj­my świę­te­mu Jano­wi Ewan­ge­li­ście. Jego podo­bi­zna w wiel­kim ołta­rzu jest łatwa do roz­po­zna­nia. Nie ma zaro­stu i ocie­ra oczy rąb­kiem sza­ty. On, od daw­na miesz­ka­niec Domu Ojca był nam zna­ko­mi­tym prze­wod­ni­kiem i świad­kiem po tajem­ni­cach Pana. Pew­nie i teraz z nie­ba wyra­ża życze­nia jak w jed­nym z ostat­nich wier­szy, jaki skre­śli swo­ją star­czą ręką, kie­dy w Apo­ka­lip­sie (22,20) napi­sze: „Amen — Przyjdź, Panie Jezu!”. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/