0:00/ 0:00
Kazania

Strefa ciszy

Strefa ciszy

Sio­stry i Bra­cia, kocha­ni Para­fia­nie od św. Bra­ta Alber­ta w Kra­ko­wie

Powo­ła­nia rosną w ciszy. Wszyst­kie powo­ła­nia potrze­bu­ją ciszy. W niej woła, w niej wzy­wa Bóg. I potem dzia­ła w ser­cach. Tak też było w życio­ry­sie św. Bra­ta Alber­ta, Ada­ma Chmie­low­skie­go. Ten wiel­ce uta­len­to­wa­ny czło­wiek pocho­dzą­cy spod Kra­ko­wa, uro­dzo­ny w Igo­ło­mii, po latach odda­nia swo­je­go życia na służ­bie ojczyź­nie w Powsta­niu Stycz­nio­wym z 1863 roku, po poby­cie na rekon­wa­le­scen­cji po utra­cie nogi, po stu­diach i uzna­nej twór­czo­ści arty­stycz­nej, poczuł w ciszy ser­ca głos powo­ła­nia. I za nim poszedł. Odkrył swo­je prze­zna­cze­nie i uspo­ko­ił swo­je życie. Wie­dział, że jest wie­le ludz­kich potrzeb, nie­wy­po­wie­dzia­nych i nie­do­sły­sza­nych. Posta­wił więc we współ­pra­cy z łaską Bożą nie na malar­stwo, lecz na miło­sier­ną służ­bę ubo­gim: przy­wdział zgrzeb­ny habit, usta­no­wił potem słu­żą­ce miło­sier­dziu zako­ny alber­ty­nek i alber­ty­nów, któ­rym w regu­le wpi­sał koniecz­ność cyklicz­ne­go uda­wa­nia się na sku­pie­nie, do stre­fy ciszy, np. do pustel­ni na zako­piań­skich Kala­tów­kach. Wie­dział, że powo­ła­nia rosną w ciszy.

Dla­te­go zapy­taj­my czy współ­cze­sny czło­wiek, jeśli chce zostać powo­ła­ny, jeśli chce poznać zamiar Boga wobec wła­sne­go życia, czy nie powi­nien orga­ni­zo­wać dla sie­bie momen­tów sku­pie­nia, ciszy, mil­cze­nia? Czy cha­os dni, roz­pa­sa­nie, roz­gar­diasz, kłót­nie, a w kon­se­kwen­cji więk­sze dra­ma­ty nie wyni­ka­ją wprost z hała­su ser­ca, czy­li nikłej współ­pra­cy z gło­sem Boga? Czy taka stre­fa ciszy, taka enkla­wa życia wewnętrz­ne­go nie jest koniecz­na czło­wie­ko­wi XXI wie­ku? Prze­cież tyl­ko w ciszy moż­na odczy­tać pre­cy­zyj­nie Boży plan: ten mał­żeń­ski, ten kapłań­ski, ten zakon­ny czy ten życia samot­ne­go. Dla­te­go nie oddaj­my bez­re­flek­syj­nie daro­wa­ne­go nam cza­su na szum świa­ta, tv, radia, lap­to­pów, komó­rek, komu­ni­ka­to­rów, lecz poszu­kuj­my spo­so­bów na ciszę, choć­by poprzez reko­lek­cje, nowen­ny czy życie wspól­no­to­we w para­fii. Życio­we­go powo­ła­nia nie moż­na roz­po­znać i kar­mić jak­by przy oka­zji. Potrze­ba sys­te­ma­tycz­ne­go zatrzy­ma­nia się i prze­my­śle­nia. Tak zda­je się do nas mówić z nie­ba patron tej para­fii. Prze­cież powo­ła­nia rosną w ciszy.

To już 25 lat temu, 15 maja 1994 roku odby­wa­ły się tutaj, w tej wów­czas mło­dej Para­fii, kapłań­skie pry­mi­cje moje i ks. Zbi­gnie­wa. Oaza, któ­rej byli­śmy ani­ma­to­ra­mi oka­za­ła się koleb­ką dla naszych powo­łań. Więk­szość ówcze­snych naszych kole­ża­nek i kole­gów natu­ral­nie odczu­wa­ła powo­ła­nie do życia w rodzi­nie. Mnie i Zbi­gnie­wo­wi uda­ło się na oazie usły­szeć głos powo­ła­nia do bycia księ­dzem. Dzię­ku­ję dziś Para­fii za tam­ten pięk­ny kil­ku­let­ni czas roze­zna­wa­nia kim mam w życiu być. To oaza z jej for­ma­cją była cza­sem naro­dzin moje­go powo­ła­nia.

Wdzięcz­ność wyra­żam Bogu za św. Bra­ta Alber­ta i jego patro­nat nad tą wspól­no­tą, dziś oko­ło 30-sto tysięcz­ną. Ludzie miesz­ka­ją­cy po obu stro­nach pasa star­to­we­go nie­gdy­siej­sze­go lot­ni­ska kra­kow­skie­go w Czy­ży­nach od patro­na uczą się ducho­wo­ści. Św. Brat Albert zaczy­nał z nami od skrom­nej kapli­cy, ale jego patro­nat spra­wił, że wyrósł tu wiel­ki kościół i wiel­ka wspól­no­ta para­fial­na. Taka wiel­ka oaza spo­ko­ju. Wyro­sły też róż­no­ra­kie powo­ła­nia, w tym te kapłań­skie. Tutaj był z nami od zawsze ks. pra­łat Jan Bie­lań­ski, któ­re­go oso­ba jak­by była i jest kamie­niem węgiel­nym dla tej wspól­no­ty para­fial­nej. Jego pokor­na i czę­sto cicha posta­wa dawa­ła nam spo­ro do myśle­nia. Przy­po­mi­na­ła i przy­po­mi­na nadal zapew­ne same­go Bra­ta Alber­ta. Jak za to wszyst­ko dzi­siaj nie dzię­ko­wać?

Przy­znam szcze­rze, że śro­do­wi­sko oazo­we w tej para­fii dawa­ło kom­fort ducho­we­go wzro­stu, któ­re­go wie­lu nawet w liceum mogło mi wte­dy pozaz­dro­ścić. Mie­li­śmy dobre ducho­we DNA, wywo­dzi­li­śmy się bowiem z Arki, Para­fii MB Kró­lo­wej Pol­ski, wsła­wio­nej wal­ką o krzyż i modli­twą za kościo­ły w Nowej Hucie, któ­rych bar­dzo pod­ów­czas bra­ko­wa­ło. Opatrz­ność Boża poda­ro­wa­ła nam jed­nak i tutaj wspa­nia­łych i aktyw­nych księ­ży. Jeź­dzi­li­śmy z nimi na let­nie i zimo­we wyciecz­ki, reko­lek­cje, kur­sy. Tak wie­le zazna­li­śmy rado­ści pomi­mo sta­nu wojen­ne­go i na wskroś zde­gra­do­wa­ne­go PRL-u. Do semi­na­rium wstą­pi­li­śmy jesz­cze w komu­ni­zmie, a wycho­dzi­li­śmy z nie­go jako neo­pre­zbi­te­rzy w wol­nej Ojczyź­nie. Wte­dy przed 25 laty jeden z tutej­szych kapła­nów, dziś ks. prof. UPJPII Adam Olszew­ski, wygło­sił nam kaza­nie pry­mi­cyj­ne. Mówił nam wte­dy o rela­cji kapła­na do świa­ta: kapła­na się poświę­ca jako żer­twę, wyda­je się go świa­tu, aby odna­wia­ła się misja Chry­stu­sa, a nie jakaś wła­sna ambi­cja.

Na mojej dro­dze kapłań­skiej potrze­bo­wa­łem wie­lu momen­tów wyci­sze­nia, bo każ­dy rok, każ­da powie­rzo­na mi misja, wyma­ga­ła ode mnie nowej łaski, aby powo­ła­niu spro­stać.  W tym zna­cze­niu speł­niał się i u mnie ten nakaz św. Bra­ta Alber­ta o koniecz­no­ści zapew­nie­nia sobie prze­strze­ni sku­pie­nia. Tak było w cza­sie semi­na­ryj­nym, a potem pod­czas wika­ria­tu w Libią­żu, stu­diów rzym­skich, dyrek­to­ro­wa­nia Radiu Plus, bycia sekre­ta­rzem kar­dy­na­ła Sta­ni­sła­wa Dzi­wi­sza, a i dzi­siaj kie­dy nazy­wa­ją mnie infu­ła­tem mariac­kim to samo pra­gnie­nie ciszy od zgieł­ku we mnie miesz­ka. Bez wytchnie­nia ducho­we­go chrze­ści­jań­stwo poga­nie­je nawet w skó­rze kapła­na. Prze­ko­na­łem się o tym i mogę o tym zaświad­czyć z autop­sji. Cisza, medy­ta­cja sło­wa Boże­go, czy­ta­nie dobrych ksią­żek, reko­lek­cje poma­ga­ją pozna­wać tajem­ni­cę Boga i głę­bo­ko pozna­wać ludzi.

W ten dzień uro­czy­sty poświę­co­ny Trój­cy Prze­naj­święt­szej, w dzień odpu­stu ku czci św. Bra­ta Alber­ta jeste­śmy wezwa­ni do medy­ta­cji tajem­ni­cy Boga. Kie­dy uczest­ni­czy­my w Eucha­ry­stii to czy nie przy­cią­ga nas wła­śnie do tego miej­sca cisza i sku­pie­nie nad Boży­mi spra­wa­mi. Eucha­ry­stia to nic inne­go jak poszu­ki­wa­nie gło­su Boga, odzy­wa­ją­ce­go się w nas, w sank­tu­arium czło­wie­ka za spra­wą sakra­men­tu. Dla­te­go z psal­mi­stą dzię­kuj­my Bogu za wiel­kie dary i powta­rzaj­my oso­bi­ście:
Gdy patrzę na Two­je nie­bo, dzie­ło pal­ców Two­ich,
na księ­życ i gwiaz­dy, któ­reś Ty utwier­dził:
czym jest czło­wiek, że o nim pamię­tasz,
czym syn czło­wie­czy, że trosz­czysz się o nie­go?
(Ps 8)

W cza­sie tej godzi­ny dla Pana nabie­raj­my dystan­su do codzien­no­ści i oddaj­my się słu­cha­niu. To jest nam bar­dzo potrzeb­ne, a świat nas tego prze­waż­nie nie uczy. Chry­stus mówi wprost do nas z ewan­ge­lii dnia: Jesz­cze wie­le mam wam do powie­dze­nia (J16). Słu­chaj­my więc Jego gło­su, któ­ry napeł­ni nasze życio­we powo­ła­nia nowy­mi inspi­ra­cja­mi i każ­de­mu z nas wyzna­czy kie­run­ki na naj­bliż­szy czas. Nie daj­my się nakar­mić szu­mo­wi infor­ma­cji ze świa­ta. Bar­dzo uni­kaj­my wie­lo­mów­stwa. Bo powo­ła­nia rosną w ciszy. Pamię­taj­my o tym na zawsze, że wiel­kie spra­wy ludz­kie­go życia są prze­ży­wa­ne w mil­cze­niu, pod spoj­rze­niem Boga (por. kard. Robert Sarah). Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​
Kaza­nie wygło­szo­ne pod­czas odpu­stu u św. Bra­ta Alber­ta, na 25-lecie świę­ceń w rodzin­nej para­fii w Kra­ko­wie