0:00/ 0:00
Kazania

Świadkowie

Świadkowie

Nie wie­my dokład­nie o jakie uwię­zie­nie św. Paw­ła cho­dzi­ło, kie­dy pisał list do Fili­pian, chwa­ląc się swo­imi kaj­da­na­mi zno­szo­ny­mi dla Chry­stu­sa. Czy przy­by­wał w Efe­zie, gdzie został uwię­zio­ny w latach 56–57, czy może cho­dzi­ło o jego pierw­sze uwię­zie­nie jakie zno­sił w Rzy­mie, dokąd został odtran­spor­to­wa­ny z Jero­zo­li­my, kie­dy odwo­łał się do wyro­ku cesa­rza? Musia­ło­by mieć to miej­sce mię­dzy 61 a 63 rokiem. Ale naj­waż­niej­sze jest to,  że chlu­bi się kaj­da­na­mi, któ­re zno­si dla Chry­stu­sa, i że nawet ta trud­na sytu­acja uwię­zie­nia, dla nie­go sta­je się kolej­ną oka­zją, by Chry­stu­sa Zba­wi­cie­la Świa­ta gło­sić wszyst­kim, tak­że tym któ­rzy pil­no­wa­li go w wię­zie­niu, aby nie uciekł.

Dyle­mat, któ­ry prze­ży­wał wte­dy: odejść z tego świa­ta, być powo­ła­nym już do wiecz­no­ści czy jesz­cze zostać? Zda­jąc sobie spra­wę, że pierw­sze będzie wią­za­ło się ze szczę­śli­wo­ścią wiecz­ną w Domu Ojca, ale dru­gie będzie nie­zwy­kle waż­ne i pod­trzy­mu­ją­ce na duchu bra­ci w Chry­stu­sie. Jak sły­sze­li­śmy prze­wa­ża­ło w nim jed­nak osta­tecz­nie prze­ko­na­nie, że tym razem będzie jesz­cze uwol­nio­ny, i że dzię­ki temu chrze­ści­ja­nie będą mogli odczu­wać w peł­ni uza­sad­nio­ną dumę w Chry­stu­sie. Poprzez jego obec­ność, poprzez jego świa­dec­two, poprzez jego nie­złom­ną wia­rę.

Ale przy­szło w koń­cu to uwię­zie­nie, któ­re sta­ło się ostat­nim eta­pem jego życia — w Rzy­mie. Mia­ło to miej­sce w związ­ku ze słyn­nym poża­rem w 64 roku, o któ­re oskar­ża­no cesa­rza Nero­na, a ten żeby oca­lić swo­ją gło­wę zrzu­cił winę na chrze­ści­jan. Wie­my ze świa­dectw wybit­nych histo­ry­ków tam­te­go cza­su, zwłasz­cza Tacy­ta, jak okrut­ne to było prze­śla­do­wa­nie, któ­re obję­ło cały Rzym i jego oko­li­ce. Jak chrze­ści­jan oskar­żo­nych o zbrod­nie pod­pa­le­nia, tor­tu­ra­mi przy­mu­sza­no do przy­zna­nia się do winy. Jak chrze­ści­ja­nie byli rzu­ca­ni na pożar­cie psom, na ukrzy­żo­wa­nie, na czy­nie­nie z nich żywych pochod­ni.

To wła­śnie w tym cza­sie, prze­by­wa­jąc w Mamer­ti­nus – słyn­nym rzym­skim wię­zie­niu, Paweł pisze poże­gnal­ny list do swe­go umi­ło­wa­ne­go ucznia Tymo­te­usza: Krew moja już ma być wyla­na na ofia­rę, a chwi­la mojej roz­łą­ki nade­szła. W dobrych zawo­dach wystą­pi­łem, bieg ukoń­czy­łem, wia­ry ustrze­głem. Na osta­tek odło­żo­no dla mnie wie­niec spra­wie­dli­wo­ści, któ­ry mi w owym dniu odda Pan, spra­wie­dli­wy Sędzia, a nie tyl­ko mnie, ale i wszyst­kim, któ­rzy umi­ło­wa­li poja­wie­nie się Jego (2 Tm 4, 6–8). Jak wie­my, będąc oby­wa­te­lem rzym­skim, św. Paweł został ska­za­ny na śmierć przez ścię­cie. Co doko­na­ło się w miej­scu, któ­re dzi­siaj w Rzy­mie nazna­czo­ne jest jako Tre Fon­ta­ne. Został pocho­wa­ny przy dro­dze ostyj­skiej i dwa i pół wie­ku póź­niej nad jego gro­bem cesarz Kon­stan­tyn Wiel­ki wzniósł monu­men­tal­ną bazy­li­kę, mówią­cą o świad­ku Chry­stu­sa — aż do koń­ca. Świad­czą­cą o tym, jak wiel­kie jest zna­cze­nie krwi prze­la­nej dla tego, któ­ry swo­ją krew dla nas wszyst­kich na krzy­żu prze­lał.

Nie­wie­le póź­niej – to były lata 80 i 90, kie­dy w Rzy­mie rzą­dził impe­ra­tor Domi­cjan wybu­chło kolej­ne prze­śla­do­wa­nie, tym razem obej­mu­ją­ce całe impe­rium. Chrze­ści­ja­nie byli oskar­ża­ni o ate­izm, bo nie chcie­li skła­dać ofia­ry boż­kom. Oskar­ża­no ich o wro­gość wobec ludzi, wobec tego, co czło­wie­cze i ludz­kie. Za two­rze­nie taj­nych sto­wa­rzy­szeń. Zarzu­ty się­ga­ły absur­dów. Oskar­ża­no ich o orgie sek­su­al­ne, rytu­al­ne zabi­ja­nie dzie­ci, upra­wia­nie zbrod­ni­czej magii, o czcze­nie oślej gło­wy. Wte­dy wyda­wa­ło się, że to już koniec chrze­ści­jań­stwa. Tak okrut­ne, tak powszech­ne, tak doty­ka­ją­ce wszyst­kich i wte­dy wła­śnie św. Jan apo­stoł mając szcze­gól­ne wizje, gdy prze­by­wał wię­zio­ny na wyspie Pat­mos, pisał o trium­fie Baran­ka. I o trium­fie tych wszyst­kich, któ­rzy omy­li swo­je sza­ty w jego krwi i któ­rzy ota­cza­ją Chry­stu­sa wień­cem zwy­cię­skiej pie­śni. Bo to On osta­tecz­nie – Chry­stus – a nie wiel­cy tego świa­ta jest Panem dzie­jów i histo­rii. I tyl­ko On jest w sta­nie uwiecz­nić chwa­łą swo­ją tych wszyst­kich, któ­rzy zosta­li Mu wier­ni aż do koń­ca.

Dro­dzy sio­stry i bra­cia, św. Jan Paweł II w liście apo­stol­skim Ter­tio Mil­len­nio Adve­nien­te — przy­go­to­wu­ją­cym do obcho­dów Roku 2000 – Wiel­kie­go Jubi­le­uszu stwier­dził, że wiek XX stał się na powrót wie­kiem męczen­ni­ków, a licz­ba świad­ków Chry­stu­sa aż do koń­ca, świad­ków same­go tyl­ko XX wie­ku jest więk­sza niż męczen­ni­ków razem wzię­tych poprzed­nich XIX wie­ków.

Nie­wąt­pli­wie, do tych świad­ków Chry­stu­sa i męczen­ni­ków nale­że­li Żoł­nie­rze Wyklę­ci – słusz­nie jesz­cze nazy­wa­ni Nie­złom­ny­mi. Wyra­sta­li z ducha hasła: Bóg, Honor i Ojczy­zna. I oni wła­śnie dosko­na­li zda­wa­li sobie spra­wę z tego, że Pol­ska po raz kolej­ny zdra­dzo­na w 1945 roku w Jał­cie, wyda­na na łup komu­ni­stycz­nych bol­sze­wi­ków będzie musia­ła dać świa­dec­two raz jesz­cze – naj­wyż­sze, peł­ne cier­pie­nia i wia­ry, mimo tego, że wyda­wa­ło się — wszyst­ko już jest prze­kre­ślo­ne. I że żad­nej nadziei już dla Pol­ski być nie może. Nie chcie­li się zgo­dzić na kolej­ną oku­pa­cję. Oni, dla któ­rych Bóg był naj­waż­niej­szym fun­da­men­tal­nym punk­tem odnie­sie­nia, gdy cho­dzi o patrze­nie na sie­bie, wła­sne życie, na Ojczy­znę, na oso­bi­stą god­ność.

Dosko­na­le zda­wa­li sobie spra­wę z tego, że nad­cho­dzi sys­tem, któ­ry z defi­ni­cji wal­czy z reli­gią, a zwłasz­cza z chrze­ści­jań­stwem. W myśl mark­si­stow­skie­go hasła, że reli­gia jest opium ludu i dla ludu. Zda­wa­li sobie tak­że spra­wę, że przy­cho­dzi sys­tem, dla któ­re­go god­ność oso­by ludz­kiej nie zna­czy nic, a honor jest wymy­słem bur­żu­azji. Jak­że głę­bo­ko, i traf­nie nie­ste­ty, tę ide­olo­gię wła­śnie w tym punk­cie wyra­ził Wło­dzi­mierz Maja­kow­ski pisząc:
Par­tia — to ręka milio­no­pal­ca,
 w jed­ną miaż­dżą­cą pięść zaci­śnię­ta.
Jed­nost­ka — zerem, jed­nost­ka — bzdu­rą,
sama — nie ruszy pię­cio­ca­lo­wej kło­dy.

Zda­wa­li sobie spra­wę rów­nież z tego, że nad­cho­dzą­cy sys­tem, w imię haseł inter­na­cjo­na­li­zmu prze­kre­śli patrio­tyzm i uko­cha­nie ojczy­zny i miłość do Pol­ski, któ­ra prze­cież od 1918, od chwi­li odzy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści po latach zabo­rów, liczy­ła tak nie­wie­le lat. Zda­wa­li sobie spra­wę, po ludz­ku, że z góry są ska­za­ni na prze­gra­ną. Zdra­dza­ni, nisz­cze­ni tor­tu­ra­mi w wię­zie­niach UB. Pozba­wia­ni oso­bi­stej god­no­ści i wyszy­dza­ni jako zaplu­te kar­ły reak­cji. Skry­to­bój­czo mor­do­wa­ni. Pozba­wia­ni nawet praw­da do wła­sne­go gro­bu.

A my dzi­siaj wie­my, po tylu latach — sie­dem­dzie­się­ciu, że Pol­ska będzie praw­dzi­wą ojczy­zną dla wszyst­kich swo­ich dzie­ci, dopie­ro wte­dy kie­dy ich oca­li od zapo­mnie­nia, kie­dy przy­wró­ci im god­ność, kie­dy ofia­ru­je im kawa­łek swo­jej zie­mi na cmen­ta­rzu. Kie­dy spra­wi im god­ny pochó­wek. Ale żeby do tego doszło, trze­ba ich wszyst­kich poli­czyć. Jak­że gorz­ko brzmią sło­wa Zbi­gnie­wa Her­ber­ta, same­go też wyklę­te­go poety. Sło­wa z wier­sza „Pan Cogi­to o potrze­bie ści­sło­ści”:
Zmie­rzo­no cząst­ki mate­rii
zwa­żo­no cia­ła nie­bie­skie
i tyl­ko w spra­wach ludz­kich
pano­szy się kary­god­ne nie­dbal­stwo
brak ści­słych danych

po bez­kre­sach histo­rii
krą­ży wid­mo
wid­mo nie­okre­ślo­no­ści. (…)

teraz Pan Cogi­to
wcho­dzi
na naj­wyż­szy chwiej­ny
sto­pień nie­okre­ślo­no­ści
jak trud­no usta­lić imio­na
wszyst­kich tych co zgi­nę­li
w wal­ce z wła­dzą nie­ludz­ką

 dane ofi­cjal­ne
pomniej­sza­ją ich licz­bę
raz jesz­cze bez­li­to­śnie
dzie­siąt­ku­ją pole­głych

 a cia­ła ich zni­ka­ją
w prze­past­nych piw­ni­cach
wiel­kich gma­chów poli­cji

świad­ko­wie naocz­ni
ośle­pie­ni gazem
ogłu­sze­ni sal­wa­mi
stra­chem i roz­pa­czą
skłon­ni są do prze­sa­dy

 postron­ni obser­wa­to­rzy
poda­ją cyfry wąt­pli­we
opa­trzo­ne hanieb­nym
słów­kiem „oko­ło”

a prze­cież w tych spra­wach
koniecz­na jest aku­rat­ność
nie wol­no się pomy­lić
nawet o jed­ne­go

 jeste­śmy mimo wszyst­ko
stró­ża­mi naszych bra­ci

 nie­wie­dza o zagi­nio­nych
pod­wa­ża real­ność świa­ta
wtrą­ca w pie­kło pozo­rów
dia­bel­ską sieć dia­lek­ty­ki
gło­szą­cej że nie ma róż­ni­cy
mię­dzy sub­stan­cją a wid­mem

 musi­my zatem wie­dzieć
poli­czyć dokład­nie
zawo­łać po imie­niu
opa­trzyć na dro­gę

Wie­my, że tak się teraz czy­ni. I wie­my, że wie­le jest ludz­kich szla­chet­nych wysił­ków mają­cych na celu odna­le­zie­nie szcząt­ków tych, któ­rzy Nie­złom­ni pozo­sta­li na naszej pol­skiej zie­mi, cze­ka­jąc na zie­mię dla sie­bie i god­ny pochó­wek. Musi­my cią­gle odnaj­dy­wać ich szcząt­ki – to nasze świę­te zada­nie. Jak­że pięk­nie odda­ne w wier­szu Marii Doro­ty Pień­kow­skiej „Kwa­te­ra Ł”:
Pozwa­lasz Im leżeć Panie na zie­lo­nych pastwi­skach
pozwa­lasz Panie Im leżeć na Łącz­ce
pod murem cmen­tar­nym pod nie­bem pod słoń­cem
całą mia­rę nie­ludz­kie­go życia na zie­mi
lat sie­dem­dzie­siąt mil­czeć pozwa­lasz o Nich
i kła­mać pozwa­lasz i kpić (…)

Sto­ją na łącz­ce dziad­ko­wie i patrzą
na dzie­cię­ce tru­mien­ki swych mło­dych ojców
mor­do­wa­nych raz pierw­szy
i dru­gi
i trze­ci

Jak mało miej­sca kościom potrze­ba
daw­no odar­tym z cia­ła i krwi!

powio­zą je dale­ko na Wól­kę
bo przy­wy­kły do cze­ka­nia

więc będą cze­ka­ły na świt
któ­ry nadej­dzie
bo dziew­czy­na arche­olog
tak nie­spo­dzie­wa­nie zosta­ła
Ich mat­ką
a chło­piec w har­cer­skim mun­du­rze
z ojcow­ską czu­ło­ścią
dźwi­ga lek­kie kości
swo­je­go Rot­mi­strza

Te dzie­ci wzię­ły już w swo­je ręce
Ich i nasz los.

Nowe poko­le­nie, szla­chet­nych mło­dych ludzi wzię­ło dosłow­nie w swe ręce los Nie­złom­nych. A bio­rąc ich w swe ręce, ratu­ją naszą god­ność. God­ność Rzecz­po­spo­li­tej. To w świe­tle tego trze­ba zro­zu­mieć wagę poświę­ce­nia ryn­gra­fu, któ­ry dzię­ki ini­cja­ty­wie Gru­py Rekon­struk­cji Histo­rycz­nej im. Woj­cie­cha Lisa ps. „Mści­cie­la” zosta­nie umiesz­czo­ny na powsta­ją­cym w Miel­cu pomni­ku Żoł­nie­rzy Wyklę­tych – Nie­złom­nych. I wra­ca raz jesz­cze do nas „Prze­sła­nie Pana Cogi­to” Her­ber­ta:
Idź dokąd poszli tam­ci,
Idź wypro­sto­wa­ny wśród tych co na kola­nach,
wśród odwró­co­nych ple­ca­mi i oba­lo­nych w proch
oca­la­łeś nie po to aby żyć
masz mało cza­su trze­ba dać świa­dec­two
bądź odważ­ny gdy rozum zawo­dzi bądź odważ­ny
w osta­tecz­nym rachun­ku jedy­nie to się liczy
powta­rzaj: zosta­łem powo­ła­ny – czyż nie było lep­szych
strzeż się oschło­ści ser­ca kochaj źró­dło zaran­ne
pta­ka o nie­zna­nym imie­niu dąb zimo­wy
świa­tło na murze splen­dor nie­ba
czu­waj – kie­dy świa­tło na górach daje znak – wstań i idź
Bądź wier­ny, idź.

Pod­czas dzi­siej­szych V Zadu­szek za Żoł­nie­rzy Wyklę­tych – Nie­złom­nych, dro­dzy sio­stry i bra­cia, Chry­stu­so­wi — Panu dzie­jów i ludz­ko­ści, skła­da­my ofia­rę za nich, bo wie­my, oni swo­je życie skła­da­li w ofie­rze za Ojczy­znę łącząc swój ból i cier­pie­nie z umie­ra­ją­cym na krzy­żu Zba­wi­cie­lem Świa­ta. Zapa­la­my w naszych duszach zni­cze – świa­teł­ka, zwłasz­cza pró­bu­jąc dotrzeć do nie­zna­nych nam miejsc, gdzie zdra­dziec­ko wrzu­co­no ich cia­ła. Peł­ni ufno­ści, mimo że już tyle lat upły­nę­ło od tam­tych zda­rzeń, bła­ga­my: wiecz­ny odpo­czy­nek racz im dać, Panie. 

Kaza­nie wygło­szo­ne przez abpa Mar­ka Jędra­szew­skie­go pod­czas V Zadu­szek za Żoł­nie­rzy Wyklę­tych.

Tekst spisany z nagrania, nieautoryzowany. Tytuł i pogrubienia pochodzą od redakcji.