0:00/ 0:00
Kazania

Święci

Święci

Z cza­sów daw­nych, ze Sta­re­go Testa­men­tu pocho­dzą dzi­siej­sze sło­wa Pisma: wy będzie­cie Mi kró­le­stwem kapła­nów i ludem świę­tym. Tyl­ko pozor­nie to sfor­mu­ło­wa­nie na wyrost. Chrze­ści­ja­nie, z gr. chri­stia­nos, to ina­czej nale­żą­cy do Poma­zań­ca (tj. do Jezu­sa Chry­stu­sa), świę­ci Jego mocą i pomo­cą. Wszy­scy pierw­si ucznio­wie na pamiąt­kę Jezu­sa prak­ty­ko­wa­li chrzest i Eucha­ry­stię zwa­ną „łama­niem chle­ba”. Pierw­si wyznaw­cy Jezu­sa po dzie­le­niu się chle­bem prak­ty­ko­wa­li rów­nież czę­sto dzie­le­nie się tym, co mie­li. Dla­te­go nazy­wa­li sie­bie „świę­ty­mi”.

Kie­dy tak cho­dzi­my z pro­ce­sja­mi eucha­ry­stycz­ny­mi z oka­zji rezu­rek­cji, Boże­go Cia­ła, odpu­stów, dni oktaw to wła­śnie wte­dy powin­na nam się przy­po­mnieć ta nazwa: „świę­ci”, „poma­za­ni mocą Jezu­sa Chry­stu­sa”, „nale­żą­cy do Poma­zań­ca”. To nie­zwy­kła spra­wa pre­zen­to­wać tajem­ni­cę naszej świę­to­ści innym i potwier­dzać ją nie­ja­ko sobie. Jeste­śmy bowiem kró­le­stwem Kapła­na Jezu­sa Chry­stu­sa i wyznaw­ca­mi Prze­naj­święt­szej Trój­cy. Naszą ambi­cją jest więc bycie świę­ty­mi. Czyż nie tak? Co jed­nak z tych ambi­cji i zamie­rzeń wycho­dzi?

Jeden z bisku­pów mówił wyraź­nie ostat­nio o tym aspek­cie świę­to­ści jako naj­waż­niej­szym wyzwa­niu. „Kościół, któ­ry budu­je jed­ność w rela­cji do Świę­te­go, do Boga, nie powi­nien bać się sta­nąć w praw­dzie, nie może baga­te­li­zo­wać dzie­ją­ce­go się zła, winien dążyć do oczysz­cze­nia. Kościół, któ­ry trwa przy Jezu­sie i daje się pro­wa­dzić Ducho­wi Świę­te­mu, nie może zamy­kać oczu na tych, któ­rzy cier­pią z powo­du nie­pra­wo­ści jego człon­ków, bo to prze­czy­ło­by jego misji” (bp Damian Muskus). Jeśli więc widzi­my głę­bo­ką nie­pra­wość w nas lub wokół nas nie może­my prze­cho­dzić obok obo­jęt­nie. Zdra­dzi­li­by­śmy wów­czas naj­waż­niej­sze powo­ła­nie do świę­to­ści.  Czę­sto­kroć śpie­wa­my w tym cza­sie pan­de­micz­nym „Świę­ty Boży, Świę­ty moc­ny, Świę­ty a nie­śmier­tel­ny”.  Ale moi dro­dzy nie wystar­czy chy­ba śpie­wać o świę­to­ści. Trze­ba nad sobą moc­no, w pocie czo­ła pra­co­wać, aby ta świę­tość mia­ła w nas szan­se na co dzień zago­ścić. Oby nie było jak w tym dow­ci­pie o Jasiu: Sio­stra kate­chet­ka pyta dzie­ci kim chcia­ły­by zostać w przy­szło­ści. Ucznio­wie wybie­ra­ją zawo­dy akto­rek, pio­sen­ka­rzy, stra­ża­ków, poli­cjan­tów, jeden nawet chciał zostać kar­dy­na­łem. W koń­cu pani pyta Jasia, kim chciał­by zostać.
– Chciał­bym zostać Świę­tym Miko­ła­jem – odpo­wia­da chło­piec.
– Czy dla­te­go Jasiu, że Świę­ty Miko­łaj roz­no­si pre­zen­ty i spra­wia tyle rado­ści ludziom? – pyta ura­do­wa­na.
– Nie, dla­te­go, że Miko­łaj pra­cu­je tyl­ko raz w roku.

W sys­te­ma­tycz­nej pra­cy nad sobą wspo­ma­ga nas świę­tość Eucha­ry­stii ofia­ro­wa­nej nam przez Jezu­sa. Ta świę­tość conie­dziel­nej ofia­ry, pły­ną­ca ze sto­łu wie­lu ołta­rzy czy­ni nas piel­grzy­ma­mi w rela­cji do świę­te­go — sacrum. Nie bez koze­ry Eucha­ry­stia nazy­wa­na była więc pokar­mem świę­tych. Ona budu­je świę­tość godzin, dni i tygo­dni wśród ludzi. Eucha­ry­stia daje nam moż­li­wość pozna­nia sie­bie w lustrze, w odbi­ciu, w rela­cji do Boga i Czło­wie­ka Pana Jezu­sa. Eucha­ry­stia daje nam nowy czas na napra­wę sie­bie. Św. Augu­styn nazwał mszę świę­tym zna­kiem nie­wi­dzial­nej ofia­ry. Czyń­my więc to dzie­ło, któ­re przy­czy­nia się do połą­cze­nia nas świę­tą wspól­no­tą z Bogiem. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​