0:00/ 0:00
Kazania

Synowie

Synowie

Syno­wie Zebe­de­usza, zwa­ni Syna­mi Gro­mu, powo­ła­ni do misji, zapo­mnie­li się i zechcie­li, aby to Bóg speł­niał ich wolę. Potrak­to­wa­li Zba­wi­cie­la jak zło­tą ryb­kę, któ­rą zło­wi­li; jak kró­la, któ­ry roz­da­je łupy poli­tycz­ne, sta­no­wi­ska. A prze­cież nie byli już dzieć­mi. Takie zacho­wa­nie synów Zebe­de­usza zdra­dza wiel­ką głu­po­tę. Gdy­by pamię­ta­li, kim jest Syn Boży, nigdy nie uczy­ni­li­by takiej nie­sto­sow­no­ści. Bóg zrów­na­ny z jaki­miś chłop­cem na posył­ki?

Tro­chę nam wstyd za Jaku­ba i Jana, lecz cza­sa­mi i my chce­my, aby Bóg speł­nił naszą wolę. Chce­my wymu­sić na Nim np. dłuż­szą modli­twą, przy­rze­cze­niem, by swo­ją wolę dosto­so­wał do naszej. Śmiesz­ny jest czło­wiek. Czy nie pamię­ta wte­dy modli­twy Ojcze Nasz i słów bądź wola Two­ja, jako w nie­bie tak i na zie­mi? Ile razy ją już odmó­wił, a nic nie pamię­ta? Boga nie moż­na trak­to­wać jak zała­twia­cza. To wiel­ka pomył­ka. Nie wszyst­ko moż­na sobie zała­twić na tym świe­cie… I o tym dziś trak­tu­je Ewan­ge­lia. Co wię­cej, dwaj syno­wie prze­ko­na­li się sro­dze, że mogą być zarze­wiem poważ­nej kłót­ni w rodzi­nie uczniów. Potem byli już mądrzej­si. Oby­śmy i my — syno­wie Ojca, któ­ry miesz­ka w nie­bie, byli mądrzej­si przed szko­dą.

Spo­ty­ka­my rodzi­ców, któ­rzy speł­nia­ją zachcian­ki potom­stwa. To wiel­ki błąd wycho­waw­czy. Tacy wręcz wyrę­cza­ją trud dzie­ci, zamiast wyma­gać, wpy­cha­ją im w ręce gadże­ty, bogac­twa, a potem się dzi­wią, że dziec­ko nicze­go już nie potra­fi. Bo niby wszyst­ko ma. Taki syn, cór­ka już nawet nie potrze­bu­je pra­co­wać, a co dopie­ro nawra­cać się, wie­rzyć w Boga. Taki czło­wiek ma jed­nak inne­go pana: sie­bie. Przyj­mu­je fakt ist­nie­nia Boga, wte­dy i tyl­ko wte­dy, gdy On speł­ni zachcian­ki jak św. Miko­łaj. I jest przy tym fał­szy­wie prze­ko­na­ny, że się zba­wi. Prze­cież frag­men­ta­mi jest nawet dobrym czło­wie­kiem. A to wiel­ka here­zja współ­cze­sno­ści: prze­ko­na­nie, że zba­wie­nie jest zależ­ne od czło­wie­ka. Nic bar­dziej myl­ne­go: lek­ce­wa­że­nie Boga, nie­wy­peł­nia­nie Jego woli z wła­snej winy pro­wa­dzi do zła na zie­mi i w wiecz­no­ści. Pie­kło ist­nie­je napraw­dę. Szczę­ście i speł­nie­nie wiecz­ne przy­cho­dzi tyl­ko przez naśla­do­wa­nie Jezu­sa, Syna Boże­go, a nie przez grę z Bogiem w ciu­ciu­bab­kę!

Praw­dzi­wie kocha­ją­cy syn czy cór­ka nie zażą­da­ją od ojca samo­cho­du, miesz­ka­nia, sta­no­wi­ska, wykształ­ce­nia na reno­mo­wa­nym uni­wer­sy­te­cie czy wyjaz­du na Kre­tę. Albo ojciec i mat­ka będą mu z wła­snej woli poma­ga­li, albo kie­dy środ­ków mate­rial­nych w domu nie będzie, rodzic wes­prze pomoc­ną ręką i radą. Tym bar­dziej Ojciec nie­bie­ski, bo On to Ojciec naj­szczo­dro­bliw­szy. Daje nam naj­wspa­nial­sze per­spek­ty­wy: naj­pierw przy udzia­le rodzi­ców daru­je życie, potem w chrzcie czy­ste ser­ce, szczę­ście, łaskę i w kon­se­kwen­cji zba­wie­nie. Cier­pli­wy Ojciec nie­bie­ski tak kocha, że daje nam jesz­cze jeden dar: wol­ność. A potem jest czymś nie­by­wa­łym to Boże cało­ży­cio­we ocze­ki­wa­nie na owo­ce życia ziem­skich synów, na to, co z nich wyro­śnie. Za fau­le, któ­re popeł­nia­my Bóg nie daje czer­wo­nych kar­tek, co naj­wy­żej żół­te. A nasz Anioł Stróż sły­szy instruk­cję z Góry: pozwól dziec­ku popsuć! Może się opa­mię­ta! Może się nawró­ci, zmą­drze­je, doj­rze­je! Bo Bóg cze­ka tyl­ko na nawró­co­nych w wol­no­ści.

Bądź­my uczci­wi w odnie­sie­niu do Ojca nie­bie­skie­go. Stań­my przed Nim raczej jak ta wier­na lilia polna, któ­ra nie wybie­ra łąki na któ­rej rośnie. Nie kom­bi­nu­je. Ona obra­ca tyl­ko kie­lich kwia­tu ku górze, w kie­run­ku słoń­ca. Kie­dy poja­wia się rosa spi­ja ją, a kie­dy świe­ci księ­życ i zapa­da noc, zamy­ka swo­je płat­ki kwia­tów. Nawet król Salo­mon, nie był ubra­ny i szczę­śli­wy jak ta lilia (por. Łk 12, 28).

Zaufaj­my Bogu na tej Eucha­ry­stii i bądź­my jego syna­mi goto­wy­mi do zba­wie­nia. Syno­wie Zebe­de­usza pomi­mo sła­be­go począt­ku sta­li się potem misjo­na­rza­mi, czy­li spe­cja­li­sta­mi od nie­ba. Oni, świę­ci Jan i Jakub modlą się dzi­siaj za nami o dobre zro­zu­mie­nie inten­cji Pana dzie­jów. Bo z Bogiem nie moż­na się tar­go­wać. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/