0:00/ 0:00
Kazania

Szafa

Szafa

Kaza­nie wygło­szo­ne przez ks. inf. Dariu­sza Rasia w uro­czy­stość św. Sta­ni­sła­wa Kazi­mier­czy­ka i dnia sku­pie­nia nad­zwy­czaj­nych Sza­fa­rzy Eucha­ry­stii w Koście­le Boże­go Cia­ła na kra­kow­skim Kazi­mie­rzu

Sło­wo sza­fa jest źró­dłem, ety­mo­lo­gicz­nym rdze­niem dla innych wyra­zów. To od nie­go pocho­dzi sta­ro­pol­skie sło­wo sza­farz ozna­cza­ją­ce urzęd­ni­ka dwor­skie­go, klucz­ni­ka, wło­da­rza, rząd­cę, admi­ni­stra­to­ra. Do jego zadań nale­ża­ło dostar­cza­nie wszel­kich potrzeb­nych pro­duk­tów dla kró­lew­skich potrzeb. Przez jego ręce prze­cho­dzi­ły środ­ki na kuch­nię, piw­ni­ce i poko­je kró­lew­skie. Jego ręce czę­sto się­ga­ły do peł­nej sza­fy. Sza­farz był posta­cią wiel­ce przy­dat­ną do funk­cjo­no­wa­nia dwo­ru księ­cia czy kró­la.

Współ­cze­śnie podob­nym do sza­fa­rza ter­mi­nem sta­ła się sza­fiar­ka. Ona robi karie­rę w świe­cie mody i Inter­ne­tu. To dosyć intrat­ne zaję­cie. Sza­fia­rek w samej Pol­sce jest ponoć oko­ło tysią­ca. Poprzez publi­ka­cję w blo­gach i vlo­gach sza­fiar­ka modo­wa poka­zu­je swo­ją sza­fę, tłu­ma­czy co jest tren­dy, a co pas­sé. Sza­fiar­ka uży­wa sie­ci, pre­zen­tu­jąc swój styl życia i ubie­ra­nia się, sku­pia wokół sie­bie przede wszyst­kim kobie­ty. Zara­ża je modą. One jeśli doko­na­ją podob­nych wybo­rów, noszą się według jej sty­lu.

Sza­farz zwy­czaj­ny i nad­zwy­czaj­ny to poję­cia z inne­go krę­gu. Ze świa­ta wspól­no­ty wia­ry. Potrze­ba jed­nak zda­wać sobie spra­wę, że w swo­im źró­dle odwo­łu­ją się do tego same­go zja­wi­ska: wyda­wa­nia, prze­ka­zy­wa­nia war­to­ści z pew­nej sza­fy. Sza­farz roz­da­je swo­imi ręka­mi czy poka­zu­je swo­imi ręka­mi wiel­kie dobro. Ist­nie­ją jed­nak poważ­ne róż­ni­ce: sza­fa dwor­ska nale­ża­ła do kró­la, sza­fa dyk­ta­tor­ki mody nale­ży naj­czę­ściej do niej samej, sza­fa sakra­men­tal­na jed­nak­że nie jest ludz­ką wła­sno­ścią, nigdy taką na szczę­ście nie była i nie będzie. Sakra­men­ty bowiem pocho­dzą z Bożej sza­fy. Sza­fy peł­nej miło­ści. Taki kre­dens miło­ści Boga do ludzi  skry­wa tajem­ni­cze zna­ki. W tym zesta­wie miło­ści panu­je ści­sły porzą­dek: są sakra­men­ty dla wta­jem­ni­cze­nia, te dla uzdro­wie­nia, te słu­żeb­ne. Naj­pięk­niej­szym, naj­święt­szym z nich jest Eucha­ry­stia. Pół­ka z napi­sem „Cia­ło i Krew Chry­stu­sa” znaj­du­je się naj­wy­żej. Tyl­ko upraw­nie­ni sza­fa­rze mogą się do niej wspiąć. To sam Zba­wi­ciel jest twór­cą i wła­ści­cie­lem całe­go kre­den­su z sakra­men­ta­mi, napeł­nił go i cią­gle odtwa­rza, dla­te­go nigdy ich nie bra­ku­je.

Wspa­nia­le i szczę­śli­wie mamy, jeśli zasma­ku­je­my w sakra­men­tach, bo to one nas zbli­ża­ją do boskie­go Gospo­da­rza. Mar­nie z chrze­ści­ja­na­mi, jeśli z tej Bożej sza­fy-apte­ki w ogó­le nie korzy­sta­ją. Sza­farz wyświę­co­ny czy ten nad­zwy­czaj­ny wie­dzą, że sami potrze­bu­ją nie­ustan­ne­go nawró­ce­nia i pokor­ne­go pod­cho­dze­nia do Sza­fy peł­nej sakra­men­tów.  Nie mogą pozwo­lić sobie przy niej na ruty­nę. Zwy­czaj­nych i nad­zwy­czaj­nych sza­fa­rzy mamy w Pol­sce pew­nie oko­ło 35 tysię­cy. Olbrzy­mia to licz­ba. Lecz nie ta licz­ba, ale poko­ra i bli­skość Pana jest jedy­ną siłą sza­fa­rza, a także istot­nym przykładem, któ­ry może dać bra­ciom i sio­strom swo­jej wspól­no­ty (por. papież Fran­ci­szek).

Kie­dy sły­szy­my dziś czy­ta­nie pierw­sze  (Dz 10) spo­ty­ka­my Pio­tra apo­sto­ła, sza­fa­rza, któ­ry udzie­la sakra­men­tu chrztu. Czy­ni to roz­trop­nie, ale i bez ocią­ga­nia, sta­je się otwar­tym dla obcych, pogan, nie boi się, że nowi wyznaw­cy będą mniej god­ni Boga. Piotr nie zamy­ka wspól­no­ty, lecz ją otwie­ra na sakra­men­ty. Ponie­waż Kościół to nie kasty uprzy­wi­le­jo­wa­nych sza­fa­rzy, lecz to rodzi­na-wspól­no­ta, któ­ra prze­cho­wu­je miłość Boga i ją roz­da­je. Sakra­men­ty nie są wła­sno­ścią sza­fa­rza Pio­tra. Wszyst­kie sakra­men­ty odpo­wia­da­ją woli Chry­stu­sa. Sły­szy­my to potwier­dze­nie w dzi­siej­szych sło­wach Ewan­ge­lii: „Nie wy Mnie wybra­li­ście, ale Ja was wybra­łem i prze­zna­czy­łem was na to, aby­ście szli i owoc przy­no­si­li, i by owoc wasz trwał” (J 15,16). Roz­da­wa­nie Bożych sakra­men­tów i owo­co­wa­nie nimi to jedy­ny model życia chrze­ści­jań­skie­go.

Przy­by­li­śmy tutaj dro­dzy sza­fa­rze i przy­ja­cie­le tego pra­sta­re­go kościo­ła Boże­go Cia­ła na Kazi­mie­rzu, aby pokło­nić się jed­ne­mu z sza­fa­rzy, któ­ry dobrze rozu­miał isto­tę bycia dys­try­bu­to­rem Bożych darów. Uczy­my się od nie­go prak­ty­ki sza­far­skiej. Ojco­wie Kano­ni­cy Late­rań­scy wska­zu­ją nam dziś św. Sta­ni­sła­wa Kaź­mier­czy­ka.  Do jego gro­bu piel­grzy­mu­je­my, gdyż uzna­je­my go za męża Bożych tajem­nic, sza­fa­rza zna­ko­mi­tej jako­ści. On sza­fę peł­ną sakra­men­tów odkry­wał już od naj­młod­szych lat. I owo­co­wał. Zwią­za­ny był z kościo­łem Boże­go Cia­ła, co pre­de­sty­no­wa­ło go od począt­ku do medy­ta­cji tajem­ni­cy Eucha­ry­stii. Tu miesz­kał od uro­dze­nia, tu został ochrzczo­ny, tu też, w szko­le para­fial­nej, pobie­rał pierw­sze nauki, tu klę­czał przed Eucha­ry­stią. Po osią­gnię­ciu sto­sow­ne­go wie­ku zapi­sał się do Aka­de­mii Kra­kow­skiej, któ­rą pil­nie ukoń­czył. Sta­ło się to już w wie­ku 23 lat. Nie­dłu­go póź­niej zde­cy­do­wał się wstą­pić do tutej­sze­go zako­nu Kano­ni­ków Late­rań­skich. Kusto­sze tego miej­sca świad­czą, jak waż­nym wyda­rze­niem była dla nie­go zawsze Msza św. Od niej zaczy­nał każ­dy dzień, zaś pod­czas spra­wo­wa­nia Eucha­ry­stii „miał twarz prze­ję­tą”. Stąd może dziś dobrze było­by posta­wić sobie pyta­nie o to czy i my sta­le przej­mu­je­my się naszym sza­far­stwem? Czy ono nam nie powsze­dnie­je? Nie sta­je się ono jakąś ruty­ną?

Dla nas spo­tka­nie przy reli­kwiach Świę­te­go Sza­fa­rza to nauka. Sko­ro sza­fa­rze dwor­scy i sza­fiar­ki modo­we tak skrzęt­nie zasłu­ży­li sobie na miej­sca w daw­nej i naj­now­szej histo­rii, to tym bar­dziej my, któ­rzy otrzy­mu­je­my przy­wi­lej bli­sko­ści Bożych tajem­nic win­ni­śmy roz­sła­wiać swo­ją misję jak św. Sta­ni­sław. Sza­farz sakra­men­tów to brzmi dum­nie. On poma­ga Jezu­so­wi. Co praw­da jest tyl­ko sza­fa­rzem, ale i aż sza­fa­rzem. W jego misji mie­ści się cią­gły roz­wój ducho­wy. Tak: nikt z nas nie jest sza­fa­rzem dosko­na­łym. Chry­stus — Gospo­darz sakra­men­tów jest takim i to On pod­pro­wa­dza sza­fa­rza do rezer­wu­aru peł­ne­go tajem­nic.  W tym kon­tek­ście zaob­ser­wuj­my jak Eucha­ry­stia cią­gle oka­zu­je nam swo­ją moc i na nowo się odsła­nia. To Ona sama nas woła po imie­niu, odszu­ku­je i odkry­wa. Para­doks wła­śnie w tym, że kie­dy my usi­łu­je­my zgłę­biać tajem­ni­cę Naj­święt­sze­go Sakra­men­tu Ołta­rza na wzór Patro­na tego miej­sca, to Jezus Eucha­ry­stycz­ny sam nas wię­cej uczy, sam nam wska­zu­je, sam modli się przy nas i sam odkry­wa nasze życie. On odra­dza w nas ducho­wą głę­bię. I to dla­te­go nie my go odkry­wa­my, ale On nas odkry­wa i nam ufa. Czy doświad­czy­li­ście tego? Pew­nie już tro­chę tak, ale zawsze chciej­my odkry­wać „wię­cej”. Czyń­my to zwłasz­cza w cza­sie spra­wo­wa­nia i ado­ra­cji Eucha­ry­stii. Jak czy­nił to Patron tego dnia i tego miej­sca. Amen.