0:00/ 0:00
Kazania

Szczenięta

Szczenięta

Wier­ny pies Pań­ski” — ude­rza tytuł jed­nej z bio­gra­fii św. Jac­ka autor­stwa Elż­bie­ty Wia­ter. Rze­czy­wi­ście życio­rys św. Jac­ka, zało­ży­cie­la tego kon­wen­tu cha­rak­te­ry­zu­je nie­zwy­kła wier­ność Panu, psia wier­ność. Jacek Odro­wąż wie­dział kto jest jego Panem, kto Wła­ści­cie­lem wiel­kiej zagro­dy świa­ta całe­go. Bogu słu­żył wier­nie jak pies.

Cha­ry­zmat „psiej wier­no­ści” domi­ni­ka­nów nabrał ponoć zna­cze­nia już w sta­nie bło­go­sła­wio­nym mamy św. Domi­ni­ka, Joan­ny. Jej sen został odczy­ta­ny potem na spo­sób ducho­wy. Otóż śni­ło się jej, że uro­dzi psa, któ­ry zaraz po poro­dzie bie­gać będzie po świe­cie, weź­mie w pysk pochod­nię i zapa­li jej ogniem wszyst­kie zakąt­ki. Tak się sta­ło. Jej syn zało­żył Zakon Kazno­dziej­ski i odkrył na nowo sta­ry spo­sób ewan­ge­li­za­cji: gło­sze­nie Sło­wa. Św. Domi­nik współ­pra­cu­jąc z łaską z Góry zmie­nił obli­cze Kościo­ła i całej Euro­py. Ten cha­ry­zmat św. Domi­ni­ka i jego bra­ci, został w życiu św. Jac­ka twór­czo roz­wi­nię­ty na zie­miach pol­skich, ruskich, w Pru­sach i na Litwie. Jacek Odro­wąż, pierw­szy pol­ski domi­ni­ka­nin, prze­mie­rzył te zie­mie wier­nie i czuj­nie jak pies, gło­sząc Ewan­ge­lię poga­nom, schi­zma­ty­kom, wszyst­kim potrze­bu­ją­cym. I dla­te­go też bra­cia domi­ni­ka­nie, spad­ko­bier­cy spu­ści­zny, nie obra­ża­ją się jeśli ktoś do nich powie „jeste­ście psa­mi” (w łaci­nie Domi­ni canes to wła­śnie Psy Pań­skie). Bo i dzi­siaj „bie­ga­ją” dale­ko i „zapa­la­ją” Sło­wem świa­tło Dobrych Wia­do­mo­ści. Są wśród nas kra­ko­wian nie­prze­rwa­nie od nie­speł­na ośmiu­set lat, w dobie dzi­siej­szej moc­no obec­ni rów­nież w świe­cie wir­tu­al­nych mediów z prze­ka­zem Ewan­ge­lii. Dobrze mieć takich para­fian.

Dzi­siej­sze Sło­wo o spo­tka­niu Zba­wi­cie­la z kobie­tą kana­nej­ską tym bar­dziej uczy nas owej teo­lo­gii wier­ne­go szcze­nię­cia, psia­ka. A ona przy­szła, upa­dła przed Nim i pro­si­ła: „Panie, dopo­móż mi!” On jed­nak odparł: „Nie­do­brze jest zabrać chleb dzie­ciom a rzu­cić psom”. A ona odrze­kła: „Tak, Panie, lecz i szcze­nię­ta jedzą z okru­szyn, któ­re spa­da­ją ze sto­łów ich panów” (Mt 15). Ks. Jan Twar­dow­ski zasta­na­wiał się, czy ta zroz­pa­czo­na kobie­ta już z twa­rzy Pana Jezu­sa odczy­ta­ła miłość i zgo­dę na jej proś­bę. W odpo­wie­dzi „i szcze­nię­ta jedzą okru­chy ze sto­łu pań­skie­go” kry­je się według poety uśmiech kobie­ty.

Jak dobrze wie­my, sce­na zakoń­czy­ła się wiel­kim cudem i uzdro­wie­niem cór­ki Kana­nej­ki. To wia­ra kobie­ty-pogan­ki i zaufa­nie Panu spra­wi­ły odmia­nę kolei życia. Nie tyl­ko jej rodzi­ny, ale i obser­wa­to­rów. Wia­ra pokor­na budzi bowiem wia­rę postron­nych i nie­prze­ko­na­nych. Nagro­dą dla psia­ka za wier­ną służ­bę są „ułam­ki” miło­ści Pana. One są jed­nak tak wiel­kie, że zaspo­ko­ją wszyst­kie potrze­by ludz­kie­go ser­ca. Doświad­cza­my tego na Eucha­ry­stii. W Niej speł­nia się już na zie­mi teo­lo­gia szcze­nię­cia na uczcie nie­bie­skiej.

Jeśli więc inter­pre­tu­jąc tę całą pery­ko­pę ewan­ge­licz­ną uświa­da­mia­my sobie, żeśmy wszy­scy szcze­nię­ta­mi, psia­ka­mi to nie jeste­śmy w błę­dzie. Bo okru­chy miło­ści Boga leczą nasze całe życie i dają nam wiel­ką nadzie­ję, że nasze­mu ubó­stwu i sła­bo­ści, naszym pro­ble­mom zara­dzi sam Pan. „Reszt­ki” z Jego sto­łu, któ­ry­mi się żywi­my i któ­re ado­ru­je­my są jak naj­więk­sze bogac­two. Szcze­nię­ta to my. Wszy­scy chrze­ści­ja­nie. Św. Domi­nik i Św. Jacek o tym nam tyl­ko przy­po­mi­na­ją. Jeste­śmy powo­ła­ni do pro­sto­ty i do wier­no­ści Panu, jak szcze­nia­ki, któ­re dzień po dniu, okruch po okru­chu roz­po­zna­ją dobroć Boga.

Wier­ność dopro­wa­dzi­ła do roz­kwi­tu czło­wie­czeń­stwa i szczę­ścia tylu świę­tych, tylu chrze­ści­jan, w tym nasze­go Patro­na dnia, św. Jac­ka. Bądź­my więc wier­ny­mi i pro­sto­li­nij­ny­mi jak on, wier­ny pies Pana. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/
Kaza­nie wygło­szo­ne w świę­to św. Jac­ka u oo. domi­ni­ka­nów