0:00/ 0:00
Kazania

Trzy domy

Trzy domy

Dom rodzin­ny i dom modli­twy to dwa domy, w któ­rych czło­wiek wzra­sta do szczę­śli­we­go bycia na zie­mi i do kon­se­kwen­cji takie­go życia w trze­cim Domu — nie­bie. Jeśli któ­re­goś z tych pierw­szych zabrak­nie w życiu to tyl­ko cud Boży i spo­sób zna­ny same­mu Wszech­mo­gą­ce­mu może spra­wić czło­wie­ko­wi pasz­port do nie­ba. Dla­te­go trze­ba solid­nie dbać o dom rodzin­ny i spo­tka­nia w prze­strze­ni sacrum świą­ty­ni. Bo to namiot spo­tka­nia z Bogiem na zie­mi. Nie war­to ryzy­ko­wać i lek­ce­wa­żyć tych dwóch domów. To one wpro­wa­dza­ją nas głę­bo­ko w tajem­ni­ce nasze­go powo­ła­nia do nie­ba. Tego uczy nas dzi­siej­sza Ewan­ge­lia o Zache­uszu, któ­ry doświad­czył cudu uzdro­wie­nia swo­je­go domu i nawró­cił się.

Przy­pa­trz­my się na począt­ku życiu Zba­wi­cie­la: dzie­siąt­ki lat w domu rodzin­nym w Naza­re­cie z kocha­ją­cym Opie­ku­nem i naj­pięk­niej­szą Mat­ką świa­ta dało szko­łę życia ziem­skie­go i ducho­wo­ści Boga-Czło­wie­ka. W domu sły­szał odśpie­wy­wa­ne psal­my i recy­ta­cje frag­men­tów Tory. Od dziec­ka prak­ty­ko­wał rów­nież piel­grzym­ki do świą­ty­ni w Jero­zo­li­mie, a tak­że coty­go­dnio­we modli­twy w syna­go­dze. One obu­dzi­ły publicz­ne wyzna­nie Zba­wi­cie­la: Ja i Ojciec jed­no jeste­śmy (J 10, 30). Spo­tka­nia w świą­ty­ni ofiar­nej żydów przy­go­to­wa­ły rów­nież Syna Boże­go do poże­gna­nia, ostat­niej kola­cji-wie­cze­rzy z ucznia­mi, pas­chy oraz  krzy­ża i chwa­leb­ne­go zmar­twych­wsta­nia. Co wię­cej, naucza­nie publicz­ne Jezu­sa odby­wa­ło się jak­by zawsze po dro­dze do Jero­zo­li­my, do miej­sca poświę­co­ne­go na zie­mi. To Jezus odkry­wa nam nie­ja­ko te trzy wymia­ry czło­wie­czeń­stwa. Ten pierw­szy to dom rodzin­ny i pra­ca w pra­cow­ni św. Józe­fa, ten dru­gi to odkry­cie sacrum świą­ty­ni i syna­go­gi, a ten trze­ci to pra­gnie­nie Domu w wiecz­no­ści, w tajem­ni­cy odku­pie­nia. Dom ziem­ski, świą­ty­nia ziem­ska, nie­bo — Dom nie­bie­ski i litur­gia nie­bie­ska.

Sło­wo na dziś wska­zu­je nam na zdo­by­wa­nie zba­wie­nia wła­śnie w tych trzech wymia­rach. U Zache­usza wszyst­ko dzie­je się bły­ska­wicz­nie. Doświad­cza nad­zwy­czaj­nej inter­wen­cji: Zache­uszu, zejdź prędko, albo­wiem dziś muszę się zatrzy­mać w two­im domu (Łk 19, 5). Ini­cja­ty­wa odwie­dzin wycho­dzi od boskie­go Zba­wi­cie­la. On zachę­ca do zapro­sze­nia w rodzin­ną atmos­fe­rę, któ­rą do tej pory mąci­ło nie­uczci­we życie Zache­usza.

Nie­rzad­ko i my doświad­cza­my wizyt Jezu­sa w naszych domach. Czy nie dzie­je się tak  pod­czas rodzin­nych posił­ków — w wigi­lię czy w pora­nek wiel­ka­noc­ny? Czy nasze wspól­ne modli­twy rodzin­ne, rano czy wie­czór, szcze­re i głę­bo­kie roz­mo­wy z bli­ski­mi w ścia­nach domo­wych nie pocho­dzą z pod­po­wie­dzi Pana? Czy nasze gesty poświę­ce­nia dla dzie­ci i senio­rów nie są naj­bar­dziej ludz­kie i chrze­ści­jań­skie?

Kie­dy u Zache­usza Bóg „wpro­wa­dza się” do życia pew­ne jest, że zaczy­na się dla nie­go zupeł­nie nowy i jasny etap: życie po nawró­ce­niu. Kie­dy zba­wie­nie sta­je się udzia­łem domu nic nie jest jak daw­niej. Nawró­co­ny Zache­usz pój­dzie za Jezu­sem w każ­dą piel­grzym­kę, speł­ni każ­dą Jego proś­bę, bo został zba­wio­ny. Ten dru­go­pla­no­wy boha­ter dzi­siej­szej Ewan­ge­lii podzie­li się tym co ma z ubo­gi­mi, a nawet poczwór­nie wyna­gro­dzi grze­chy prze­szło­ści (Por. Łk 19, 1–10). Zache­usz zwią­że się z Jezu­sem do koń­ca.

To prze­ko­na­nie do prak­tyk wia­ry, wyna­gra­dza­ją­cych gestów, odby­wa­nia piel­grzy­mek do miejsc świę­tych, bez­in­te­re­sow­ne dzie­le­nie się, jak­że popu­lar­ny dziś wolon­ta­riat, są owo­cem chrze­ści­jań­skie­go przy­wią­za­nia do Jezu­sa rów­nież u nas. Gdy pod­czas chrztu świę­te­go i bierz­mo­wa­nia wią­że­my swe ser­ce z Jezu­sem w prze­strze­ni sacrum, wszyst­ko się zmie­nia. Ser­ce cią­gle moc­niej lub deli­kat­niej przy­na­gla nas ku Górze. W coty­go­dnio­wej modli­twie w poświę­co­nym domus eccel­siae, a potem w koście­le, co tydzień spo­ty­ka­my Jezu­sa, przy­go­to­wu­je­my i spra­wu­je­my Jego tajem­ni­ce, skła­da­my ofia­ry, jał­muż­ny. Odby­wa­my w ten spo­sób, w tej szko­le Jezu­sa, przy­go­to­wa­nie do rze­czy osta­tecz­nych. Co wię­cej, wie­my też dobrze, że nasze poświę­co­ne kościo­ły nie gro­ma­dzą tyl­ko świę­tych – „moca­rzy wia­ry”, ale rów­nież grzesz­ni­ków, któ­rzy – jak Zache­usz – pra­gną spo­tkać Boga coraz bli­żej, po tym jak wyzna­li wia­rę i roz­po­czę­li nawró­ce­nie we wspól­no­cie.

Każ­da nie­dziel­na Eucha­ry­stia wska­zu­je nam wiel­ką tęsk­no­tę za trze­cim Domem, tym nie­bie­skim, któ­ry w peł­ni reali­zu­je naj­lep­sze intu­icje i pra­gnie­nia. Dom nie ręką ludz­ką uczy­nio­ny, w któ­rym jest miesz­kań wie­le to nasza osta­tecz­na desty­na­cja. Św. Zache­usz już dro­gę do nie­ba prze­był, i ufa­my, że dwo­je zmar­łych w zeszłym tygo­dniu naszych para­fian rów­nież poszło w ślad za nim. Oni zakoń­czy­li piel­grzym­kę ziem­ską, opu­ści­li dom rodzin­ny, poże­gna­li swo­ją ulu­bio­ną kościel­ną ław­kę. Poprzez sakra­men­ty świę­te przyj­mo­wa­ne przez tyle lat w tym koście­le pozna­li stop­nio­wo Jezu­sa i przy­go­to­wa­li się do wiecz­no­ści. Pamię­taj­my o nich i o wszyst­kich naszych zmar­łych, któ­rzy przy­go­to­wa­ni nie­gdyś rodzin­ną miło­ścią w domu oraz cha­ry­zma­tem poświę­co­nej świą­ty­ni ocze­ku­ją może u bram zba­wie­nia trze­cie­go Domu. Pro­śmy zara­zem Wszyst­kich Świę­tych i św. Zache­usza, aby rów­nież wyjed­na­li rychło upa­dłym w grze­chach czy zatwar­dzia­łym czas nawró­ce­nia. Trze­ci Dom cze­ka. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/