0:00/ 0:00
Kazania

U-Boga

U-Boga

Eks­ce­len­cjo Księ­że Arcy­bi­sku­pie Metro­po­li­to,
dro­dzy bra­cia kapła­ni,
dro­dzy kra­ko­wia­nie i nasi goście,
dro­dzy orga­ni­za­to­rzy i wolon­ta­riu­sze, dobro­dzie­je Świa­to­we­go Dnia Ubo­gich,

Geniusz Ewan­ge­lii obja­wia się w naszym sto­sun­ku do u-Bogich, do tych, któ­rym nie powio­dło się w życiu z róż­nych powo­dów. Ewan­ge­lia Jezu­sa zapa­la nas wyobraź­nią miło­sier­dzia i pyta­niem, co uczy­ni­li­śmy jed­ne­mu z tych bra­ci naj­mniej­szych, pokrzyw­dzo­nych, cho­rych, zapo­mnia­nych, tych w wię­zie­niu, tych pod mostem, na ogród­ku dział­ko­wym, na wago­nach, na plan­tach. Piotr naszych cza­sów, papież Fran­ci­szek wezwał nas do tego, aby­śmy orga­ni­zo­wa­li pozy­tyw­ny raban, wyda­rze­nie pod hasłem Świa­to­wy Dzień Ubo­gich. Dzie­je się to już po raz dru­gi i dla­te­go tutaj dzi­siaj jeste­śmy: bogat­si i bied­niej­si, lepiej czy gorzej wykształ­ce­ni, na sta­no­wi­skach i bez nich, wszy­scy sto­imy u-bodzy przed Bogiem na tej Eucha­ry­stii, aby nas sam Bóg u-boga­cił w ser­cu i czy­nił sio­stra­mi i brać­mi. Jeste­śmy razem u-Boga!

Ks. Jacek Krze­mień ze wspól­no­ty kato­lic­kiej Chleb Życia zapa­lał nas sło­wem pod­czas reko­lek­cji, modli­li­śmy się ado­ru­jąc wie­le dni i nocy Pana Jezu­sa w Eucha­ry­stii pod­czas Jery­cha w koście­le św. Bar­ba­ry i spo­tka­li­śmy się na roz­mo­wach, warsz­ta­tach, kon­cer­tach, wido­wi­skach, meta­mor­fo­zach, dyżu­rach pomo­co­wych i posił­kach w Namio­cie Spo­tkań na Małym Ryn­ku. Reko­lek­cjo­ni­sta pro­sił, aby nigdy nie zapo­mnieć o wiel­kiej miło­ści Boga do każ­de­go z nas, bo On nie może nas nie kochać. Pro­sił o modli­twę za świat. Mówił do u-bogich: Jeste­ście dla nas obra­zem Chry­stu­sa. Uwierz­cie mi, że Wasza modli­twa, modli­twa czło­wie­ka u-bogie­go ma wiel­ką moc. Wy, któ­rzy nie macie nic, wycią­gnij­cie dziś ręce za tych, któ­rzy choć posia­da­ją dobra mate­rial­ne, to jed­nak cier­pią, bo odczu­wa­ją brak sen­su życia. Bra­ku sen­su życia nie widać, ale jest potrzeb­ny do życia god­ne­go i szczę­śli­we­go. Módl­cie się o ratu­nek nad nami, przy­wra­caj­cie nam nadzie­ję w sens nasze­go życia, opie­kuj­cie się nami. Wasza miłość jest bar­dzo potrzeb­na. I w tym kon­tek­ście przy­stę­pu­je­my razem do tej nie­dziel­nej Eucha­ry­stii. Po niej uda­my się do Namio­tu Spo­tkań na nie­dziel­ny wspól­ny posi­łek.

Wołaj­my teraz razem do-Boga jak przez te wszyst­kie dni, aby­śmy byli wol­ni od uprze­dzeń, od sądów, aby­śmy two­rzy­li wspól­no­tę dzie­ci Boga, dla któ­rych Jego Syn umarł i zmar­twych­wstał. Księ­że Arcy­bi­sku­pie, Ojcze naszej Archi­die­ce­zji, popro­wadź nas przez tę godzi­nę Eucha­ry­stii, godzi­nę Jezu­sa Miło­sier­ne­go Słu­gi.

/​ks. Dariusz Raś/

 

 

Dro­dzy i czci­god­ni bra­cia w kapłań­stwie, z księ­dzem pra­ła­tem archi­pre­zbi­te­rem tej wspa­nia­łej bazy­li­ki Mariac­kiej w Kra­ko­wie,
wie­leb­ne sio­stry zakon­ne,
dro­dzy sio­stry i bra­cia, zwłasz­cza wy moi dro­dzy obec­ni tu na Eucha­ry­stii dotknię­ci róż­ne­go rodza­ju ubó­stwem,
wszy­scy dro­dzy memu ser­cu bra­cia i sio­stry,

Nie­bo i zie­mia prze­mi­ną, ale sło­wa moje nie prze­mi­ną (Łk 21,33)  – mówił Chry­stus. Może­my zapy­tać sie­bie o to, jakie sło­wa Chry­stu­sa nie prze­mi­ną? Na pew­no te: bądź­cie, miło­sier­ni jak Ojciec wasz jest miło­sier­ny (Łk 6,36). Nie prze­mi­ną tak­że dwa przy­ka­za­nia miło­ści, któ­re nam wska­zał jako naj­waż­niej­sze: aby­śmy kocha­li Pana Boga całym swo­im ser­cem, ze wszyst­kich swo­ich sił, całą naszą duszą i aby­śmy kocha­li dru­gie­go czło­wie­ka jak sie­bie same­go (Mt 22, 34–40). Te sło­wa nie prze­mi­ną, z reali­za­cji tych słów będzie­my sądze­ni. I doko­na się to, o czym sły­sze­li­śmy w dzi­siej­szym pierw­szym czy­ta­niu z Księ­gi Pro­ro­ka Danie­la. Wie­lu zbu­dzi się wte­dy na sąd. Jed­ni zbu­dzą się do życia wiecz­ne­go, a dru­dzy ku hań­bie, ku wiecz­nej odra­zie (Dn 12,2). Jesz­cze jed­no bar­dzo waż­ne stwier­dze­nie, któ­re prze­ka­zu­je nam Pro­rok Daniel. Ludzie mądrzy, ci, któ­rzy mądry­mi się oka­żą na Sądzie Osta­tecz­nym będą świe­cić jak blask skle­pie­nia, a Ci któ­rzy byli nauczy­cie­la­mi spra­wie­dli­wo­ści i któ­rzy wie­lu ludzi spra­wie­dli­wo­ści nauczy­li będą błysz­czeć jak gwiaz­dy przez wie­ki i na zawsze (Dn 12,2).

Patrząc na dzie­je Kościo­ła, widzi­my jak od same­go począt­ku misja Kościo­ła, świa­dec­two o Chry­stu­sie szło nie­ja­ko dwo­ma tora­mi. Pierw­szym było naucza­nie złą­czo­ne z sza­far­stwem Sakra­men­tów Świę­tych. Dru­gim była tro­ska o ubo­gich. Mówią nam o tym dzie­je pierw­sze­go kościo­ła w Jero­zo­li­mie, zapi­sa­ne w Dzie­jach Apo­stol­skich. Mówi nam o tym zatro­ska­nie św. Paw­ła, któ­ry zbie­rał dat­ki wśród chrze­ści­jan nawró­co­nych do Chry­stu­sa przez nie­go w dale­kiej Gre­cji i innych zakąt­kach ówcze­sne­go świa­ta. Dat­ki, któ­re mia­ły wspo­móc chrze­ści­jan żyją­cych w ubó­stwie w koście­le jero­zo­lim­skim. Mówią o tym jak­że dobit­nie sło­wa z Listu św. Jaku­ba Apo­sto­ła o wie­rze, któ­ra jest mar­twa, jeśli nie jest popar­ta uczyn­ka­mi miło­ści (Jk 2,26).

Patrząc na minio­ne wie­ki, zwłasz­cza epo­kę śre­dnio­wie­cza aż do cza­sów nowo­żyt­nych i rów­nież póź­niej, to Kościół wziął na sie­bie w ramach róż­nych państw i naro­dów odpo­wie­dzial­ność za pomoc: cho­rym, opusz­czo­nym, bied­nym. Stąd te wspa­nia­łe fun­da­cje słu­żą­ce wła­śnie tro­sce i opie­ce, nad tymi, któ­rzy zawsze dla ludzi wie­rzą­cych byli obra­zem ich Mistrza i Pana Jezu­sa Chry­stu­sa. Jak­że zna­mien­ne  pod tym wzglę­dem są dzie­je patron­ki wczo­raj­sze­go dnia św. Elż­bie­ty Węgier­skiej, jak­że przej­mu­ją­ce jest rów­nież wiel­kie­go dzie­ło, któ­re zosta­wi­ła patron­ka jutrzej­sze­go dnia — bło­go­sła­wio­na Salo­mea. Swo­ją posta­wą, mimo że wywo­dzi­ły się obie z rodów kró­lew­skich i  ksią­żę­cych, uczy­ły co zna­czy ubo­gi, któ­ry przy­cho­dzi do nas nio­sąc w sobie nie­kie­dy zatar­ty, ale prze­cież rze­czy­wi­sty obraz Jezu­sa Chry­stu­sa.

Do tych mądrych, któ­rzy uczą spra­wie­dli­wo­ści nale­ży tak­że Ojciec Świę­ty Fran­ci­szek. To dzię­ki nie­mu powsta­ła rok temu ini­cja­tyw­na, by w całym koście­le obcho­dzić Świa­to­wy Dzień Ubo­gich. To już dru­ga edy­cja, tego wiel­kie­go dzie­ła, któ­re skie­ro­wa­ne jest do całe­go Kościo­ła, bo cały Kościół pochy­la­jąc się nad losem ubo­gie­go uczy się Chry­stu­sa przy­cho­dzą­ce­go do nas pod obli­czem, twa­rzą czło­wie­ka pro­szą­ce­go o pomoc.

Orę­dzie na ŚDU tego roku jest wspa­nia­łym roz­wa­ża­niem Psal­mu 34, wer­se­tu 7 — Bie­dak zawo­łał, a Pan go usły­szał. Ojciec Świę­ty w tym wer­se­cie odkry­wa i roz­sze­rza zna­cze­nie trzech klu­czo­wych słów. Pierw­szym sło­wem jest „wołać”.  Jak pisze: stan ubó­stwa nie wyra­ża się mową, lecz sta­je się krzy­kiem, któ­ry roz­dzie­ra nie­bio­sa i docho­dzi do Boga. Co ozna­cza woła­nie ubo­gie­go jeśli nie cier­pie­nie i samot­ność, roz­cza­ro­wa­nie i nadzie­ję? Ze świa­do­mo­ścią tego krzy­ku, któ­ry docie­ra przed tron naj­wyż­sze­go musi się w naszych ser­cach zro­dzić nastę­pu­ją­ce pyta­nie: Dla­cze­go ten krzyk, któ­ry wzno­si się przed obli­cze Boga, nie może dosię­gnąć naszych uszu, pozo­sta­wia­jąc nas obo­jęt­ny­mi i bier­ny­mi. W takim Dniu jak ten, któ­ry dziś prze­ży­wa­my, jeste­śmy wezwa­ni do poważ­ne­go rachun­ku sumie­nia, aby zro­zu­mieć czy napraw­dę potra­fi­my słu­chać ubo­gich.

Krzyk ubo­gie­go prze­ni­ka i prze­kra­cza gra­ni­ce tego ziem­skie­go świa­ta. Docho­dzi do same­go Boga. A z dru­giej stro­ny ten krzyk z wiel­kim tru­dem prze­dzie­ra się do naszych uszu, a jesz­cze bar­dziej do naszych serc. Dla­cze­go tak jest? Jeste­śmy tak bli­sko, a jed­no­cze­śnie tak głu­si. A Bóg, któ­ry jest Bogiem tak dale­kim, trans­cen­dent­nym, sły­szy głos czło­wie­ka, któ­ry do Nie­go zwra­ca się z proś­bą o pomoc. Stąd jak­że koniecz­na posta­wa odej­ścia od tego, co mówiąc języ­kiem współ­cze­snym, repre­zen­tu­je sobą nar­cyz. Czło­wiek zapa­trzo­ny w sie­bie. Ojciec Świę­ty Fran­ci­szek pisze do nas: Potrze­bu­je­my zasłu­cha­nia w ciszę, aby roz­po­znać głos ubo­gich. Jeśli mówi­my za dużo nie zdo­ła­my go usły­szeć. Oba­wiam się, że czę­sto wie­le ini­cja­tyw godzi­wych i koniecz­nych jest bar­dziej ukie­run­ko­wa­nych na samo­za­do­wo­le­nie, niż na praw­dzi­we roz­po­zna­nie woła­nia czło­wie­ka ubo­gie­go. Z powo­du tego ukie­run­ko­wa­nia na samo­do­sko­na­le­nie, gdy ubo­dzy zaczną wzno­sić swo­je woła­nie to nasza reak­cja nie będzie odpo­wied­nia, ponie­waż nie będzie­my w sta­nie wczuć się w ich sytu­ację. Sta­li­śmy się więź­nia­mi kul­tu­ry, któ­ra nakła­nia do prze­glą­da­nia się w lustrze i do nad­mier­nej tro­ski o sie­bie, uwa­ża­jąc, że wystar­czy gest altru­izmu, by być zado­wo­lo­nym bez koniecz­no­ści bez­po­śred­nie­go zaan­ga­żo­wa­nia. Tu nie cho­dzi o jakiś obo­jęt­ny gest. Tu cho­dzi o otwar­cie ser­ca, o wyj­ście ze sko­ru­py wła­sne­go ego­izmu, po to aby ubo­gi stał się moim prze­ży­wa­niem.

Dru­gie sło­wo wyni­ka­ją­ce z Psal­mu 34 to „odpo­wie­dzieć”. Dzie­je Sta­re­go Testa­men­tu są w jakiejś mie­rze histo­rią ludz­kich próśb i bła­gań kie­ro­wa­nych do Boga. Począw­szy od Abra­ha­ma, któ­ry pro­sił Boga o łaskę potom­stwa, nawet wte­dy gdy już wie­dział, że jest już czło­wie­kiem sta­rym, a jego żona ze wzglę­du na swój wiek nie jest w sta­nie dać mu potom­ka. A jed­nak wołał do Boga o miło­sier­dzie dla sie­bie i bło­go­sła­wień­stwo, któ­re przyj­mie kształt potom­ków tak licz­nych jak gwiaz­dy na nie­bie i pia­sek na zie­mi. I otrzy­mał uko­cha­ne­go, jedy­ne­go syna Iza­aka, któ­ry stał się fun­da­men­tem jego nadziei na bycie ojcem wie­lu naro­dów (Rdz 15,1–6). Podob­nie Bóg usły­szał bła­ga­nia synów Izra­ela gnę­bio­nych w zie­mi egip­skiej, ska­za­nych na eks­ter­mi­na­cję. Usły­szał ich woła­nie i dał im Moj­że­sza. I moc­ną ręką wypro­wa­dził ich z Egip­tu, z domu nie­wo­li. Kie­dy póź­niej zdą­ża­li do zie­mi obie­ca­nej przez pusty­nię, nie­kie­dy pośród gło­du i pra­gnie­nia, kar­mi ich man­ną z nie­ba (Wj 3,1–15).

Bóg odpo­wia­da. Odpo­wia­da, gdyż sły­szy głos woła­ją­ce­go o pomoc. Jego odpo­wiedź jest odpo­wie­dzią zbaw­czą. Bo Bogu zale­ży nie tyl­ko na tym, żeby opa­trzyć rany cia­ła, ale przede wszyst­kim, aby przy­nieść zdro­wie dla duszy, aby przy­wró­cić każ­de­mu spra­wie­dli­wość god­ne­go życia. Pra­gnie, aby każ­dy inny czło­wiek stwo­rzo­ny na Jego obraz i podo­bień­stwo sły­szał woła­nie głod­ne­go i też odpo­wia­dał w ramach swo­ich nie­kie­dy ogra­ni­czo­nych moż­li­wo­ści. Ale żeby odpo­wia­dał, żeby nie pozo­stał głu­chy, żeby nie przy­jął posta­wy sil­nej obo­jęt­no­ści. Stąd też idea ŚDU, o któ­rej Ojciec Świę­ty Fran­ci­szek pisze, że zamie­rza być maleń­ką odpo­wie­dzią całe­go Kościo­ła roz­sia­ne­go po całym świe­cie. Ma być odpo­wie­dzią skie­ro­wa­ną do wszyst­kich ubo­gich, aby nie myśle­li, że ich krzyk upadł w próż­nię. Praw­do­po­dob­nie ten dzień będzie kro­plą wody na pusty­ni ubó­stwa. Mimo to będzie jed­nak ozna­ką dzie­le­nia się z potrze­bu­ją­cy­mi, aktyw­ne­go odczu­wa­nia obec­no­ści bra­ta i sio­stry.

Trze­cie sło­wo, na któ­re zwra­ca uwa­gę Ojciec Świę­ty to „wyzwo­lić”. Bo Bóg dzia­ła i oka­zu­je pomoc potrze­bu­ją­ce­mu wła­śnie po to, aby mu przy­wró­cić god­ność. Nie­wo­la ubó­stwa zosta­je zła­ma­na mocą dzia­ła­nia same­go Boga. I stąd moż­li­wość naśla­do­wa­nia Chry­stu­sa w tym geście nie­sie­nia pomo­cy. Ojciec Świę­ty Fran­ci­szek pisze:  zba­wie­nie przyj­mu­je for­mę wycią­gnię­tej ubo­gie­mu ręki, któ­ra ofia­ru­je mu gościn­ność, któ­ra chro­ni i pozwa­la odczuć przy­jaźń. I poczy­na­jąc od tej kon­kret­nej nama­cal­nej bli­sko­ści roz­po­czy­na się praw­dzi­wa dro­ga wyzwo­le­nia. Każ­dy chrze­ści­ja­nin i każ­da wspól­no­ta są wezwa­ni, aby być narzę­dzia­mi Boga, na rzecz wyzwo­le­nia i pro­mo­cji ubo­gich. Tak, aby mogli oni w peł­ni włą­czyć się w spo­łe­czeń­stwo. Zakła­da to, że jeste­śmy uważ­ni na krzyk ubo­gie­go i goto­wi go wes­przeć.

Dro­dzy sio­stra i bra­cia, roz­wa­ża­my te sło­wa: wołać, odpo­wie­dzieć, wyzwo­lić. Roz­wa­ża­my te sło­wa Psal­mu 34 i sta­wia­my sobie pyta­nie: jak otwar­ci jeste­śmy na woła­nie o pomoc, ile w nas jest goto­wo­ści by tę pomoc oka­zać, ile w nas jest pra­gnie­nia by czło­wiek nie­kie­dy zdep­ta­ny przez obo­jęt­ność tego świa­ta poczuł się praw­dzi­wie wyzwo­lo­ny od nie­szczęść, któ­re go przy­tła­cza­ją? Czy­ni­my sobie z tego rachu­nek sumie­nia, a jed­no­cze­śnie wsłu­chu­je­my się w sło­wa koń­czą­ce owo papie­skie orę­dzie – w sło­wa zapro­sze­nie. Zapra­szam bra­ci Bisku­pów, Kapła­nów a w szcze­gól­no­ści Dia­ko­nów, na któ­rych nało­żo­no ręce dla służ­by ubo­gim, zapra­szam Oso­by kon­se­kro­wa­ne oraz Świec­kich, któ­rzy w para­fiach, sto­wa­rzy­sze­niach oraz ruchach dają kon­kret­ną odpo­wiedź Kościo­ła na woła­nie ubo­gich, aby prze­ży­li w ten Świa­to­wy Dzień Ubo­gich jako uprzy­wi­le­jo­wa­ny moment nowej ewan­ge­li­za­cji. Ubo­dzy nas ewan­ge­li­zu­ją, poma­ga­jąc nam odkry­wać każ­de­go dnia pięk­no Ewan­ge­lii. Nie prze­gap­my tej oka­zji do bycia łaska­wy­mi. Poczuj­my się wszy­scy w tym dniu dłuż­ni­ka­mi ubo­gich, aby­śmy poprzez wycią­gnię­te ręce do sie­bie nawza­jem mogli zre­ali­zo­wać zbaw­cze spo­tka­nie, któ­re umac­nia wia­rę, urze­czy­wist­nia miłość i umoż­li­wia nadzie­ję w kro­cze­niu bez­piecz­nie na dro­dze do Pana, któ­ry przy­cho­dzi.

Bo kie­dy po Prze­isto­cze­niu wyzna­je­my naszą wia­rę, w to że Chry­stus dla nas umarł, jed­no­cze­śnie mówi­my  — On praw­dzi­wie zmar­twych­wstał i On nie­ustan­nie do nas przy­cho­dzi. Przy­cho­dzi jako Ten, któ­ry przyj­dzie nas sądzić w Dniu Osta­tecz­nym. I przy­cho­dzi jako Ten, któ­ry nas będzie sądził z tego w jaki spo­sób przy­ję­li­śmy Jego – Chry­stu­sa w oso­bie każ­de­go ubo­gie­go. Z tego będzie­my sądze­ni.

O świa­tłe oczy w patrze­niu na dru­gie­go czło­wie­ka. I o hoj­ność ser­ca, któ­re nie ma gra­nic w oka­zy­wa­niu miło­sier­dzia i o goto­wość przy­ję­cia pro­si­my nasze­go Mistrza i Pana pod­czas tej Prze­naj­święt­szej Eucha­ry­stii.

/​metropolita kra­kow­ski arcy­bi­skup Marek Jędraszewski/