0:00/ 0:00
Kazania

Ukrzyżuj mnie Chryste

Ukrzyżuj mnie Chryste

Sio­stry i Bra­cia!

Prze­czy­ta­li­śmy Sło­wo Boże z Księ­gi Mądro­ści, któ­re nas poru­sza. Gdy głę­bo­ka cisza zale­ga­ła wszyst­ko, a noc w swo­im bie­gu dosię­ga­ła poło­wy, wszech­moc­ne Twe Sło­wo z nie­ba, z kró­lew­skiej sto­li­cy, jak miecz ostry nio­sąc Twój nie­odwo­łal­ny roz­kaz (…). Autor natchnio­ny opi­su­je nam jak­by koniec nasze­go świa­ta. Całe stwo­rze­nie znów zosta­ło prze­kształ­co­ne w swej natu­rze, powol­ne Two­im roz­ka­zom, by dzie­ci Twe zacho­wać bez szko­dy. Łuka­szo­wa Ewan­ge­lia z rozdz. 18 wska­zu­je nasze­go Boga, któ­ry bie­rze w obro­nę swo­ich, nie zwle­ka w ich spra­wie, a oni powin­ni się modlić i nie usta­wać. W tym cza­sie w koście­le Mariac­kim i my nie usta­je­my w modli­twie, wzy­wa­jąc Bożej spra­wie­dli­wo­ści i miło­sier­dzia, kie­dy to już kolej­ny raz modli­my się w inten­cji zmar­łych za Ojczy­znę i zapo­mnia­nych przez wie­lu żoł­nie­rzy nie­złom­nych. Przy­wo­ła­li­śmy ich imio­na w cza­sie wypo­min­ków przed tą Eucha­ry­stią, pro­sząc o łaskę nie­ba i nagro­dy dla nich, dla tych, któ­rzy swo­ich pożyt­ków zapo­mniaw­szy, ziem­skiej Ojczyź­nie słu­ży­li uczci­wie.

Wspo­mnij­my choć­by jed­ną waż­ną postać spo­śród tysię­cy żoł­nie­rzy patrio­tów powo­jen­nych. 71 lat temu został roz­strze­la­ny ks. mjr Rudolf Mar­sza­łek, ps. Opo­ka. Kim był ks. Mar­sza­łek? Ks. Rudolf Mar­sza­łek uro­dził się 29 sierp­nia 1911 roku w Komo­ro­wi­cach pow. Bia­ła, jako syn Jana i Tere­sy z Pachow­skich. Po szko­le pod­sta­wo­wej, uczęsz­czał do gim­na­zjum im. Józe­fa Pił­sud­skie­go w Biel­sku, któ­re ukoń­czył egza­mi­nem matu­ral­nym w 1931 roku. W latach gim­na­zjal­nych nale­żał do har­cer­stwa. Po egza­mi­nie matu­ral­nym zgło­sił się ochot­ni­czo do Szko­ły Pod­cho­rą­żych. Po odby­ciu służ­by, w 1932 roku został prze­nie­sio­ny do rezer­wy w stop­niu pod­po­rucz­ni­ka. W 1933 roku wstą­pił, wie­dzio­ny duchem powo­ła­nia do zgro­ma­dze­nia zakon­ne­go, do Towa­rzy­stwa Chry­stu­so­we­go, a świę­ce­nia kapłań­skie przy­jął 3 czerw­ca 1939 roku, z rąk kard. Augu­sta Hlon­da, Pry­ma­sa Pol­ski. Po pry­mi­cjach i cza­sie zastępstw waka­cyj­nych został w poło­wie lip­ca 1939 roku powo­ła­ny na sta­no­wi­sko kape­la­na Woj­ska Pol­skie­go i skie­ro­wa­ny do 58. Puł­ku Pie­cho­ty w Pozna­niu. Wraz z tym puł­kiem odbył szlak bojo­wy aż do kapi­tu­la­cji War­sza­wy. W cza­sie oku­pa­cji peł­nił róż­ne posłu­gi, pra­gnął dołą­czyć do wal­czą­cych na zacho­dzie pol­skich żoł­nie­rzy, co skoń­czy­ło się poby­tem w obo­zie Mau­thau­sen-Gusen. Powró­cił do rodzin­nych stron i został rek­to­rem kapli­cy publicz­nej w Bystrej, w para­fii Wil­ko­wi­ce. Jurys­dyk­cję otrzy­mał od arcy­bi­sku­pa kra­kow­skie­go Ada­ma Ste­fa­na Sapie­hy. Nabo­żeń­stwa odpra­wiał tam po pol­sku i po nie­miec­ku. Dzia­łał rów­no­cze­śnie w kon­spi­ra­cji jako kape­lan AK na Pod­be­ski­dziu, a od lata 1945 r. jako dusz­pa­sterz VII okrę­gu ślą­skie­go NSZ. Ubow­cy zatrzy­ma­li go pod koniec 1946 r. Sąd wymie­rzył mu karę śmier­ci.

Ks. Mar­sza­łek napi­sał z ubec­kie­go wię­zie­nia do swo­je­go prze­ło­żo­ne­go zakon­ne­go list. Wie­dział, że wyko­na­nie wyro­ku śmier­ci się zbli­ża: coraz wyraź­niej rozu­miem sło­wa św. Paw­ła — ukrzy­żuj mnie Chry­ste, bym się stał jed­no z Tobą… nie ma się cza­su na wła­sne ja w tym życiu — przy­świe­ca nam hasło Bóg i Ojczy­zna, któ­re­go posta­no­wi­li­śmy bro­nić do ostat­niej kro­pli krwi. Życie nasze Pol­sce odda­my… Wyrok wyko­na­no 10 mar­ca 1948 r. Ks. mjr Mar­sza­łek praw­do­po­dob­nie został pocho­wa­ny pota­jem­nie na Słu­że­wie w War­sza­wie. Komu­ni­ści do zbio­ro­wych mogił skła­da­li tam cia­ła pol­skich patrio­tów, a tak­że kry­mi­na­li­stów i zbrod­nia­rzy wojen­nych. Szcząt­ków duchow­ne­go do dziś nie odna­le­zio­no.

W tym życio­ry­sie ks. Mar­szał­ka zawar­ta jest jak­by cała zbio­ro­wa bio­gra­fia „Żoł­nie­rzy Wyklę­tych”, któ­rzy zosta­li zabi­ci, zamor­do­wa­ni za Ojczy­znę, a nawet zaka­za­ni w książ­kach do histo­rii. W ostat­nich latach powo­li pozna­je­my ich imio­na, nazwi­ska, pseu­do­ni­my. Ich życio­ry­sy i nowe mogi­ły jak­by woła­ją:  Prze­chod­niu powiedz współ­bra­ciom, że wal­czy­li­śmy męż­nie i umie­ra­li bez trwo­gi, z tro­ską w ser­cu o losy Pol­ski, o losy przy­szłych poko­leń — o wasze losy!

Dla­te­go przy­cho­dzi­my tutaj corocz­nie w listo­pa­do­we dni na wypo­min­ki i Eucha­ry­stię, aby pamię­tać i modlić się. Nie usta­wać w chrze­ści­jań­skim zamy­śle­niu, że osta­tecz­nie Bóg bie­rze w obro­nę swo­ich. Ewan­ge­lia dnia o tym nas prze­ko­nu­je. A że znaj­du­je­my się w świą­ty­ni Mat­ki Pana zanie­śmy na koniec nasze­go zamy­śle­nia modli­twę autor­stwa Roma­na Brand­sta­et­te­ra z Hym­nu do Madon­ny Dobrej Śmier­ci:

Usłysz nasz płacz,
Madon­no,
Ogrod­nicz­ko dobrej śmier­ci.
Usłysz nasz krzyk,
Madon­no,
Śmier­ci łagod­na.
Usłysz nasz lament,
Madon­no,
Śmier­ci aniel­ska.
Leży­my u Two­ich kolan,
jak roz­bi­te zwier­cia­dła.
Módl się za roz­bi­te zwier­cia­dła
w godzi­nę śmier­ci naszej,
w godzi­nę sio­strza­ną.

Wie­rzy­my,
że powsta­li­śmy z miło­ści
i w miłość się obró­ci­my.
Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​