0:00/ 0:00
Kazania

Uwolnij!

Uwolnij!

Uwol­nij swo­je źró­dła” — kato­lic­ka misjo­nar­ka z USA Maria Vadia napi­sa­ła książ­kę pod takim tytu­łem. Autor­ka zachę­ca nas w niej wprost: Uwol­nij­cie swo­je źró­dła ducho­we, czę­sto jak­by uśpio­ne. Wybudź­cie z drzem­ki życie wewnętrz­ne. Uśmiech­nij­cie się do sie­bie nawza­jem, nie bądź­cie kato­li­ka­mi żyją­cym zły­mi new­sa­mi! Żyj­cie raczej dobry­mi wia­do­mo­ścia­mi. Świat nie został stwo­rzo­ny w sza­rych bar­wach, lecz jest peł­ny kolo­rów rado­ści. Wystar­czy ich na każ­dy dzień.

Czy misjo­nar­ka Maria Vadia nie ma racji? Zesła­nie Ducha Świę­te­go było pra­wie 2000 lat temu, ale kon­se­kwen­cje tego są ożyw­cze. Czę­sto jed­nak obser­wu­je­my ludzi ochrzczo­nych, a nie prak­ty­ku­ją­cych rado­ści. Brak entu­zja­zmu wia­ry, któ­ry postu­lu­je każ­da Msza świę­ta to nie­po­ko­ją­ca ozna­ka. Przy­pa­trz­my się ludziom po wyj­ściu z naszych nabo­żeństw. Czy ich twa­rze wyra­ża­ją radość, pocie­chę? Prze­cież dzia­ła­my w obec­no­ści Ducha Świę­te­go i otrzy­mu­je­my Jego zaczyn rado­ści. I co się z nami dzie­je? Nie­rzad­ko tłu­mi­my Ducha wra­ca­jąc do pro­gra­mu mie­nio­nych dni jak­by pod­czas litur­gii nic się nie wyda­rzy­ło. A prze­cież Duch Świę­ty nie jest prze­cho­wy­wa­ny w jakichś kon­ser­wach na wypa­dek woj­ny, lecz bije w ser­cu 7 sakra­men­tów naszej wspól­no­ty. Ich wiel­ka­noc­na moc nor­mal­nie wyzwa­la ze smut­ku.

Już w Psal­mie 30 napi­sa­ne jest: „Zamie­ni­łeś moją żało­bę w taniec, zdją­łeś ze mnie wór pokut­ny, a prze­pa­sa­łeś rado­ścią!” (Ps 30, 11–12). Po ziem­skim cza­sie Jezu­sa Chry­stu­sa, Jego zbaw­czej męce i zmar­twych­wsta­niu, zesła­niu Ducha Świę­te­go  wszyst­ko jest ina­czej.  Zni­ka znie­chę­ce­nie, przy­gnę­bie­nie, roz­pacz i bez­na­dzie­ja. Nic nas nie jest w sta­nie odłą­czyć od miło­ści Boga.

Św. Paweł tłu­ma­czy to samo z innej jak­by stro­ny: wg nie­go ist­nie­je pew­ne napię­cie mię­dzy „duchem” a „cia­łem”. W Liście do Gala­tów „cia­ło” ozna­cza sym­bo­licz­nie całą zepsu­tą grze­chem pier­wo­rod­nym natu­rę czło­wie­ka. Nato­miast „Duch” uży­ty w tym uryw­ku ozna­cza wprost Ducha Świę­te­go, tzn. cały zespół Jego darów i utwo­rzo­ną pod Jego wpły­wem nową posta­wę. Owo­cem takie­go ducha jest: miłość, radość, pokój, cier­pli­wość, uprzej­mość, dobroć, wier­ność,  łagod­ność, opa­no­wa­nie. Dla­te­go św. Jan Bosko nam pod­po­wia­da, że sza­tan boi się ludzi rado­snych. Nie ma się cze­mu dzi­wić. Z takim arse­na­łem owo­ców Ducha, z rado­ścią już na dru­gim miej­scu, po aga­pe, zły napraw­dę nie ma szans.

Żyje­my nie­rzad­ko w świe­cie smut­nym, zakom­plek­sio­nym. Przy­zwy­cza­ili­śmy się nie­co do tego. Lecz czy dobrze nam z tym? Czy my nie za mało cie­szy­my się po każ­dej Eucha­ry­stii jako syno­wie-cór­ki Kró­la Kró­lów i Pana Panów? Czy mamy tę świa­do­mość wynie­sie­nia czło­wie­ka?

Jeże­li cie­szy­my się praw­dzi­wie, pory­wa nas praw­dzi­wa toż­sa­mość chrze­ści­jan: jest nią sam Duch Świę­ty. Jeste­śmy w koń­cu solą zie­mi, świa­tłem świa­ta, ser­cem śro­do­wi­ska.  Miej­my świa­do­mość, jak waż­ni jeste­śmy dla Boga i tych, któ­rzy nas kocha­ją. Trze­ba jed­nak w tym miej­scu przy­po­mnieć jed­ną choć­by prze­stro­gę: nigdy nie przy­kle­jaj­my do ust „ame­ry­kań­skie­go”, aktor­skie­go uśmie­chu. Ta sztucz­ność niko­mu humo­ru nie popra­wi.

Duch Świę­ty, któ­re­go Ojciec posłał w imie­niu Syna (por. J 14) pozwa­la nam nazwać Świę­ta Wiel­ka­noc­ne Świę­ta­mi Tajem­ni­cy Rado­ści. Te tajem­ni­ce rado­ści, ofia­ry, świa­tła i chwa­ły koń­czą się jak­by Uro­czy­sto­ścią Ducha Świę­te­go. Nabie­raj­my do życia ich ducha! Ina­czej modli­twa będzie tyl­ko obo­wiąz­kiem, a Eucha­ry­stia będzie czyn­no­ścią powta­rzal­ną, rytem, zamiast sakra­men­tem siły prze­bi­cia. Duch Świę­ty chce w nas owo­co­wać, chce nas wszyst­kie­go nauczyć. Dzi­siaj tę praw­dę sobie przy­po­mi­na­my. Dla­te­go pozwól­my dziś Ducho­wi Świę­te­mu w nas pozy­tyw­nie zamie­szać, nas prze­mie­niać, nas mode­lo­wać. Amen.

/ks.inf. Dariusz Raś/​