0:00/ 0:00
Kazania

Walka

Walka

Dro­dzy piel­grzy­mi, z wiel­ce czci­god­ny­mi kapła­na­mi, prze­wie­leb­ny kusto­szu sank­tu­arium,

Odpust św. Micha­ła przy sank­tu­arium Mat­ki Bożej Świę­to­ro­dzin­nej w Stu­dzian­nie posia­da bar­dzo dłu­gą tra­dy­cję, się­ga­ją­cą nawet wizy­ty przy tym sank­tu­arium kró­la Micha­ła Kory­bu­ta Wiśnio­wiec­kie­go. Przy­by­wa­ją tutaj od dzie­się­cio­le­ci piel­grzym­ki pie­sze i auto­ka­ro­we oraz wie­le indy­wi­du­al­nych, rodzin­nych. Od kil­ku­na­stu lat to wyda­rze­nie odpu­sto­we posia­da cha­rak­ter dnia modlitw w inten­cji rodzin. Cie­szę się, że mogę i ja dołą­czyć do tak licz­nych piel­grzy­mek z róż­nych stron naszej uko­cha­nej ojczy­zny Pol­ski. Do tego miej­sca peł­ne­go modlitw przy­no­szę pozdro­wie­nie z kościo­ła i para­fii Mariac­kiej w Kra­ko­wie. Myślę, że zna­cie ten kościół nie tyl­ko z radio­we­go hej­na­łu w samo połu­dnie. Przy­by­wam bowiem do Was jako kustosz bliź­nia­cze­go sank­tu­arium maryj­ne­go. Dla­cze­go tak mówię? Pocho­dzi­my prze­cież wszy­scy spod zna­ku tej samej świę­tej, Mat­ki Syna Boże­go, Kró­lo­wej nie­ba i zie­mi. Co wię­cej, rok temu obcho­dzi­li­śmy nie­ja­ko razem, kore­spon­den­cyj­nie zło­ty jubi­le­usz koro­na­cji obra­zów – zna­ków obec­no­ści Bożej wśród ludzi. W koście­le Mariac­kim w Kra­ko­wie mie­li­śmy szczę­ście podob­ne do Was. Połą­czy­ła nas histo­ria koro­na­cji wize­run­ków maryj­nych papie­ski­mi koro­na­mi 51 lat temu. Koro­nu­ją­cy­mi przed dzie­się­cio­le­cia­mi byli ci sami boha­te­ro­wie histo­rii: kard. Karol Woj­ty­ła i kard. pry­mas Pol­ski Ste­fan Wyszyń­ski. Wasz cuda­mi sły­ną­cy i pięk­ny obraz znaj­du­je się w ołta­rzu głów­nym, nasz nato­miast prze­cho­wy­wa­ny jest w kapli­cy przy wej­ściu od stro­ny Ryn­ku – tam kra­ko­wia­nie pro­wa­dzą swo­ich gości na krót­ką choć­by modli­twę.

Popa­trz­my więc na sie­bie jak na jeden Kościół — wspól­no­tę wie­rzą­cych — któ­ra nie prze­sta­je korzy­stać ze wzo­ru Mat­ki Pana. Znaj­du­je­my się bowiem cią­gle w dro­dze z Mary­ją śla­da­mi Zba­wi­cie­la. Bóg Jej powie­rzył wiel­kie rze­czy, a my uczy­my się od Niej, jak od dobrej Nauczy­ciel­ki wypeł­nia­nia Jego pla­nu. Sło­wa Maryi z Kany „Zrób­cie wszyst­ko cokol­wiek wam powie Jezus” pocią­ga­ją nas do wiel­kie­go zaufa­nia. I nie jest to jakiś reli­gij­ny slo­gan. Bogu po pro­stu trze­ba zaufać. Ona nas tego uczy.

Kie­dy patrzy­my na życie Mat­ki Pana zauwa­ża­my, że Jej życio­rys jest wyjąt­ko­wym uko­ro­no­wa­niem wie­lu kobie­cych, w tym biblij­nych życio­ry­sów. Bóg — za Jej zgo­dą — dopro­wa­dził do wspa­nia­łe­go wypeł­nie­nia wie­lu marzeń ludz­kich. Bo Mary­ja to prze­cież szczę­śli­wa dziew­czy­na, mło­da mama, tro­skli­wa i wier­na opie­kun­ka, apo­stoł­ka, ale też mat­ka kocha­ją­ca do koń­ca, bole­ści­wa pod krzy­żem Syna i świę­ta — Wnie­bo­wzię­ta po Zmar­twych­wsta­niu Jezu­sa Chry­stu­sa. Wiel­ka kobie­ta. Cóż za wspa­nia­ły życio­rys. Co cie­ka­we, w prze­ci­wień­stwie do wal­czą­cych kobiet — np. wojow­ni­czek biblij­nych takich jak Judy­ta — Mary­ja nie anga­żu­je się w żad­ną fizycz­ną wal­kę. To potrze­ba nam zro­zu­mieć i głę­bo­ko pod­kre­ślić. Mary­ja nie jest kimś kto domi­nu­je fizycz­nie, spo­łecz­nie czy poli­tycz­nie. Ona żyje i wal­czy ducho­wo. Bo Syn Maryi przy­cho­dzi nie po to, aby domi­no­wać szcze­ro­zło­tą koro­ną kró­la czy siłą uzbro­jo­nych dywi­zji, ale by uwol­nić ludzi od znacz­nie potęż­niej­sze­go wro­ga: grze­chu. Od tego spo­strze­że­nia trze­ba wycho­dzić w pozna­wa­niu naszej Patron­ki.

Sio­stry i Bra­cia,
Nasz dzi­siej­szy boha­ter odpu­stu, św. Archa­nioł Michał kie­ru­je nasze roz­my­śla­nie podob­nie jak świę­ta Mary­ja na spra­wy ducha. Choć wal­czy z księ­ciem ciem­no­ści, to wie­my, że jego wygry­wa­ją­ca moc pocho­dzi z Ducha Boże­go, nie jest mate­rial­na czy fizycz­na, nie wią­że się z prze­mo­cą wal­ki orę­żem. Choć arty­ści wyobra­ża­ją go sobie jako uskrzy­dlo­ne­go i widzial­ne­go ryce­rza z mie­czem, to według świa­dectw zaczerp­nię­tych z Pisma Świę­te­go, z pro­ro­ka Danie­la i św. Jana Ewan­ge­li­sty, rów­nież Ojców Kościo­ła, św. Michał Archa­nioł to prze­cież wódz wszyst­kich nie­wi­dzial­nych zastę­pów aniel­skich (Dn 13,21; Ap 12,7), to ksią­żę nie­wi­dzial­ne­go z zie­mi kró­le­stwa nie­bie­skie­go, a tutaj dys­kret­ny opie­kun Kościo­ła świę­te­go, z uwa­gi na rolę opie­ku­na Naro­du Wybra­ne­go w cza­sie jego histo­rii. On jest dla nas wie­rzą­cych księ­ciem anio­łów i anio­łem sądu osta­tecz­ne­go. On też wg tra­dy­cji przy­dzie­la wszyst­kim duszom ludz­kim anio­ła stró­ża i z odda­niem wal­czy o każ­dą duszę.

Św. Michał Archa­nioł jest anio­łem Boże­go miło­sier­dzia. Z tą cechą łączy się wie­le poje­dyn­czych świa­dectw i łask. Opo­wiem wam krót­ko histo­rię pew­ne­go bez­boż­ne­go czło­wie­ka. Otóż męż­czy­zna ten, gdy był bli­ski śmier­ci, ujrzał we śnie grze­chy z całe­go życia. Nie miał jed­nak nawet odwa­gi się wyspo­wia­dać, bo w ser­cu uznał się już daw­no za potę­pio­ne­go. Grze­chów na sumie­niu miał napraw­dę spo­ro. Czło­wiek ten jed­nak przez całe życie cho­wał w ser­cu reszt­ki nabo­żeń­stwa do św. Micha­ła, nosił w sobie obraz św. Archa­nio­ła z lat mło­dzień­czych. I oto Archa­nioł uka­zał mu się przed zgo­nem. Prze­mógł się ostat­nią siłą woli ów grzesz­nik i posłał bli­skich, by spro­wa­dzi­li kapła­na. Ku swe­mu zdu­mie­niu posła­ni spo­tka­li już w dro­dze, zmie­rza­ją­ce­go opatrz­no­ścio­wo aku­rat w ich stro­nę ubra­ne­go w sutan­nę duchow­ne­go. Ksiądz jak­by cze­kał na zapro­sze­nie i wyspo­wia­dał umie­ra­ją­ce­go trzy godzi­ny przed śmier­cią. Tak św. Michał wpi­sał się w życio­rys czło­wie­ka i zamie­nił jego grzesz­ny smu­tek w radość nawró­ce­nia. Kto ma uszy nie­chaj słu­cha.

Podob­nie jak świę­ta Mary­ja Mat­ka Boża, św. Michał jest wiel­kim patro­nem ducho­wej wal­ki ze złem za pomo­cą miło­sier­dzia. To cen­tral­ne zada­nie powie­rzył mu Bóg. Oby­śmy więc zawsze potra­fi­li powta­rzać za Nim jego zawo­ła­nie Mi-ka-El – Któż jak Bóg i dzię­ki zaufa­niu Bogu wygry­wać z naszym grze­chem i sła­bo­ścią. Tak zaczy­na­ją się bowiem inne zwy­cię­stwa, te zewnętrz­ne, te rze­czo­we, te prze­mi­ja­ją­ce. Od nawró­co­ne­go i czy­ste­go ser­ca. Dla­te­go słu­chaj­my pod­po­wie­dzi pły­ną­cych z dobre­go sumie­nia i z głę­bi ser­ca, gdzie roz­le­ga się nie­ustan­nie cichy dia­log z Bogiem. To tam nie­usta­ją­co do nas mówią nasi anio­ło­wie stró­żo­wie. Tam doko­nu­je się pierw­szy wzrost czło­wie­ka.

Dro­dzy Sio­stry i Bra­cia,
Świat dzi­siaj nie uczy kom­plet­nie życia wewnętrz­ne­go. Sło­wo Boże, przy­ka­za­nia, dobre natchnie­nia bez ciszy we wnę­trzu czło­wie­ka są jak­by zagłu­sza­ne. Potrze­by duszy czę­sto nie są w sta­nie prze­bić się przez zgiełk i har­mi­der codzien­no­ści. Bacz­my, aby­śmy nie stra­ci­li tej wraż­li­wo­ści na Boga w sumie­niu i pod­sta­wo­wej umie­jęt­no­ści pra­cy nad sobą. Nie­ste­ty, nie­któ­rzy zatra­ci­li nawet prze­ko­na­nie o tym, że sza­tan ist­nie­je napraw­dę. Powia­da­ją i postę­pu­ją wedle powie­dze­nia: hulaj dusza pie­kła nie ma. Czy napraw­dę może­my sami o sobie decy­do­wać i nie oba­wiać się żad­ne­go roz­li­cze­nia? Czy napraw­dę moż­na dowol­nie inter­pre­to­wać swo­je powo­ła­nie i robić co się każ­de­mu zachce? Świę­ty Jan Paweł II mawiał, że samym grze­chem jest już nie­mó­wie­nie o grze­chu i o sza­ta­nie, trak­to­wa­nie go jak­by nie ist­niał. Prze­cież Pan Jezus wyrzu­cał złe duchy i taką samą wła­dzą obda­rzył apo­sto­łów. Taka jest wła­dza sakra­men­tal­ne­go uzdra­wia­nia duszy ludz­kiej i uzdal­nia­nia jej do pier­wot­nej, chrzciel­nej świę­to­ści.

Kocha­ni,
jeste­śmy iko­ną Bożą, zosta­li­śmy stwo­rze­ni na podo­bień­stwo nasze­go Boga. Pamię­taj­my o tym na co dzień. I dobrze, że w codzien­nym życiu sza­tan już nie ma nad nami wła­dzy. Jed­nak­że nie prze­sta­je wysta­wiać nas na licz­ne poku­sy. Pozo­stań­my czuj­ni! Naj­częst­szy­mi współ­cze­śnie egzy­stu­ją­cy­mi zły­mi występ­ka­mi, któ­re odda­ją ludzi wcze­śniej nawet ochrzczo­nych pod pano­wa­nie grze­chu, powo­du­jąc reduk­cję życia aż do pozio­mu czło­wie­ka zmy­sło­we­go są: zanik chrze­ści­jań­skiej modli­twy i prak­ty­ko­wa­nie magii, prze­są­dów, wywo­ły­wa­nie duchów, odda­wa­nie czci jakimś guru, ido­lom, pseu­do­au­to­ry­te­tom; ego­izm, nie­chęć do życia mał­żeń­skie­go, rodzin­ne­go, wzrost licz­by związ­ków nie­for­mal­nych, kom­bi­na­cje przy kla­sycz­nym mode­lu rodzi­ny, pro­po­zy­cje sprzecz­ne z wier­no­ścią i sta­ło­ścią, jak rów­nież zanik życia rodzin­ne­go w jego zwy­kłych obja­wach, brak nawet krót­kich, szcze­rych roz­mów czy spę­dza­nia wspól­nie cza­su; grze­chy prze­ciw­ko życiu, w tym brak otwar­to­ści na nowe życie, a nawet zabi­ja­nie nie­na­ro­dzo­nych; wiel­ka nie­na­wiść w mowie i czy­nach, nie­sły­cha­na wro­gość poli­tycz­na i cynizm; odda­nie się wie­lu w zależ­ność mediów, Inter­ne­tu i tele­fo­nu komór­ko­we­go; uza­leż­nie­nia od sub­stan­cji odu­rza­ją­cych i alko­ho­lu; roz­la­na sze­ro­ko nie­czy­stość, w tym por­no­gra­fia. Tej listy występ­ków trze­ba się wyrzec, aby być wol­nym od wpły­wu zła. Do tej listy każ­dy może też w sumie­niu dopi­sać swo­je bolącz­ki ducho­we, aby się ich wystrze­gać. To nasza ducho­wa powin­ność!

Sio­stry i Bra­cia,
pro­si­my dziś wspól­nie Mat­kę Jezu­sa, Św. Józe­fa, Jej Oblu­bień­ca i Św. Micha­ła Archa­nio­ła, aby­śmy nie nara­ża­li sie­bie i swo­ich bli­skich na bez­po­śred­ni czy nawet pośred­ni wpływ sza­ta­na, przez lek­ko­myśl­ne trwa­nie w złym. Czło­wiek zaśle­pio­ny uzur­pu­je sobie pra­wo do decy­do­wa­nia o swo­im życiu i śmier­ci nie zwa­ża­jąc na porzą­dek rze­czy. A Pan Jezus umarł za wszyst­kich, nie­za­leż­nie od tego, czy ktoś Go poko­chał i wybrał, czy jest chrze­ści­ja­ni­nem, czy nawet Go nie zna. Do Nie­go ze świę­ty­mi patro­na­mi przy­by­wa­my na tę godzi­nę modli­twy. On jest tutaj z nami pod­czas gło­sze­nia sło­wa i Eucha­ry­stii. On jest Synem Boga, któ­ry poru­sza świę­tych i nas żyją­cych i piel­grzy­mu­ją­cych jesz­cze po zie­mi (por. J 1, 49). Jak mówił papież Fran­ci­szek to On sam daje nam tę siłę i moc ducho­wą. „Chry­stus żyje. On jest naszą nadzie­ją, jest naj­pięk­niej­szą mło­do­ścią tego świa­ta. Wszyst­ko, cze­go dotknie, sta­je się mło­de, sta­je się nowe, napeł­nia się życiem. (…) On żyje i chce, abyś żył!” (ChV,1).

Zacni gospo­da­rze i piel­grzy­mi,
Ksiądz kar­dy­nał Sta­ni­sław Dzi­wisz przed rokiem pod­kre­ślał tutaj sens ist­nie­nia sto­ją­cych na roz­sta­jach dróg pięk­nych kapli­czek przy­droż­nych, krzy­żów, zna­ków waszej wia­ry. On tak podró­żu­jąc roz­po­znał, że tutaj miesz­ka­ją i stąd pocho­dzą dobrzy chrze­ści­ja­nie, dobre rodzi­ny, ludzie dba­ją­cy o swo­je dusze. To zapew­ne rów­nież zasłu­ga wier­no­ści w piel­grzy­mo­wa­niu do Mat­ki Bożej Świę­to­ro­dzin­nej i św. Micha­ła. Doświad­czy­łem tego same­go wra­że­nia prze­jeż­dża­jąc przez tę zie­mię. Pro­szę was więc roz­wi­jaj­cie prak­ty­kę piel­grzy­mo­wa­nia, nie zanie­dbuj­cie rów­nież modli­twy codzien­nej czy obo­wiąz­ko­we­go nie­dziel­ne­go nabo­żeń­stwa tam gdzie żyje­cie, noście meda­li­ki ze świę­tym Micha­łem Archa­nio­łem. Módl­cie się do Nie­go jak papież Leon XIII. Wspo­mi­naj­cie czę­sto na św. Micha­ła i jego towa­rzy­szy, anio­łów. Bo Oni uczą nas wysił­ku wewnętrz­ne­go i zapew­nia­ją, że i my ujrzy­my to, o czym mówił Pan Jezus w dzi­siej­szej Ewan­ge­lii: Ujrzy­my nie­bio­sa otwar­te i anio­łów Bożych wstę­pu­ją­cych i zstę­pu­ją­cych na Syna Czło­wie­cze­go (por. J 1,51). Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​
Kaza­nie wygło­szo­ne na odpu­ście św. Micha­ła Archa­nio­ła w sank­tu­arium MB Świę­to­ro­dzin­nej w Stu­dzian­nej w die­ce­zji radom­skiej