0:00/ 0:00
Kazania

Wielkanocna prasówka — Niedziela Wielkanocna

Wielkanocna prasówka — Niedziela Wielkanocna

Prze­gląd­ną­łem pra­sę. Chcę się tym podzie­lić z Wami. Wie­le się z niej nauczy­my. Kaza­nie wiel­ka­noc­ne może być jak pra­sów­ka. W tym tek­ście nie posłu­gu­ję się dla­te­go swo­imi sło­wa­mi. Na tym pole­ga pra­sów­ka. Wybra­łem trzy tytu­ły.

Mie­sięcz­nik „Znak” — pro­mu­jąc książ­ki napi­sał na swo­im www: Geo­r­ge Weigel, zna­ny ame­ry­kań­ski publi­cy­sta kato­lic­ki, etyk, zapy­tał „Co zna­czy być kato­li­kiem w dwu­dzie­stym pierw­szym wie­ku?” Za punkt wyj­ścia Weigel obrał dzie­sięć naj­bar­dziej kon­tro­wer­syj­nych twier­dzeń Kościo­ła kato­lic­kie­go, m.in.: Jezus jako jedy­ny Zba­wi­ciel, kato­lic­kie wyma­ga­nia moral­ne, mał­żeń­stwo i celi­bat, pozy­tyw­ny wymiar cier­pie­nia, sto­su­nek kato­li­cy­zmu do innych reli­gii, do demo­kra­cji. Sta­ra­jąc się prze­ana­li­zo­wać te zagad­nie­nia, zro­zu­mieć je i poka­zać ich uza­sad­nie­nie, Weigel pro­wa­dzi czy­tel­ni­ka ku koń­co­we­mu pyta­niu: Jaki świat wybrać? Pozor­nie szczę­śli­wy świat łatwe­go życia bez zasad czy bar­dziej ludz­ki świat wyma­gań kato­li­cy­zmu? Któ­ry świat wart jest tego, by poło­żyć dla nie­go na sza­li wła­sne życie?

Nowo­jor­ski „The Wall Stre­et Jour­nal” przed­sta­wia esej „Easter effect…” Weige­la. Jak widać to moc­ny auto­ry­tet po oby­dwu stro­nach oce­anu. W tłu­ma­cze­niu esej nosi tytuł „Efekt wiel­ka­noc­ny — jak zmie­nił się świat”

Treść mniej wię­cej taka: Pierw­si chrze­ści­ja­nie byli zbi­ci z tro­pu tym, co nazwa­li „Zmar­twych­wsta­niem”. Ich wal­ka o zro­zu­mie­nie dla tego sło­wa wśród współ­cze­snych dopro­wa­dzi­ła jed­nak do zadzi­wia­ją­ce­go suk­ce­su ich wia­rę. Powia­da­ją, że pew­ne­go razu Cesarz Kon­stan­tyn Wiel­ki miał nie­biań­ską wizję chrze­ści­jań­skich sym­bo­li. Było to w roku 312, tuż przed zwy­cię­stwem w bitwie pod Mil­wiń­skim Mostem, kie­dy zdo­był nie­kwe­stio­no­wa­ne przy­wódz­two Impe­rium Rzym­skie­go. Ta wizja, jak wie­rzył, dopro­wa­dzi­ła go, rok póź­niej, do… zakoń­cze­nia wszyst­kich sank­cji praw­nych doty­czą­cych publicz­ne­go wyzna­nia chrze­ści­jań­stwa.

Jed­nak poważ­ne bada­nia socjo­lo­gii histo­rycz­nej tam­te­go cza­su mówią coś  inne­go i cie­ka­we­go. Licz­ba oby­wa­te­li chrze­ści­jań­skich prze­kra­cza­ła wów­czas ¼ wszyst­kich miesz­kań­ców cesar­stwa. Dla mnie kom­plet­ne zasko­cze­nie. Nawró­ci­ła się nawet mama cesa­rza, Hele­na. Trud­no było dalej zaka­zy­wać wyzna­wa­nia takiej reli­gii. Co wię­cej, chrze­ści­jań­stwo ucho­dzi­ło wte­dy za szla­chet­niej­szą dro­gę życia w raczej bru­tal­nym spo­łe­czeń­stwie. Kobie­ty były przez chrze­ści­jan respek­to­wa­ne i trak­to­wa­ne rów­no. Nie­wol­ni­cy nie­rzad­ko sta­wa­li się w ich gospo­dar­stwach wol­ny­mi pra­cow­ni­ka­mi. W erze róż­nych plag i epi­de­mii chrze­ści­ja­nie wyróż­nia­li się orga­ni­za­cją opie­ki cho­rych, i to nie tyl­ko wła­snych, a dzia­ło się to pomi­mo wiel­kich akcji prze­śla­do­wań i męczeństw. Przy­stę­po­wa­li do nich licz­ni kate­chu­me­ni. Chrze­ści­jań­stwo rosło rów­nież od wewnątrz, ponie­waż oni sami posia­da­li od 300 lat bar­dziej dziet­ne rodzi­ny, co było pochod­ną wia­ry, nie uży­wa­nia ówcze­snych środ­ków anty­kon­cep­cyj­nych, wyklu­cze­nia wśród nich abor­cji i dzie­cio­bój­stwa. To był efekt wiel­ka­noc­ny, efekt zmar­twych­wsta­nia — stwier­dza Weigel.

Trze­ci wybra­ny tytuł to „Rzecz­po­spo­li­ta”. Szo­ku­je tytu­łem: „Po zama­chu Fran­cja pochy­la się nad swo­ją wia­rą”. Pod­ty­tuł: Cze­mu puł­kow­nik Bel­tra­me zdo­był się na hero­icz­ną śmierć? Fran­cu­zi odkry­wa­ją w tych dniach moc porzu­co­ne­go kato­li­cy­zmu. Opo­wieść jest dłuż­sza. Posłu­chaj­my.

W zeszły czwar­tek po mszy w kate­drze Świętego Michała w Car­cas­son­ne ciało Arnau­da Beltrame’a spoczęło na cmen­ta­rzu we wio­sce Fer­rals-les-Cor­bie­res, gdzie miesz­kałżoną. To był kul­mi­na­cyj­ny punkt trwającej od pra­wie tygo­dnia publicz­nej deba­ty o tym, co skłoniło żandar­ma do odda­nia życia za zakładniczkę wziętą przez ter­ro­rystę Radouane’a Lak­di­ma w skle­pie SuperU w miej­sco­wości Tre­bes koło Car­cas­son­ne.

To była po pro­stu śmierć chry­stu­so­wa – mówi „Rzecz­po­spo­li­tej” zna­ny fran­cu­ski histo­ryk Ala­in Besan­con. W prze­ci­wieństwie do innych kra­jów Euro­py dżiha­dyści we Fran­cji zwy­kle nie ude­rzają na oślep, tyl­ko sta­rają się zabić woj­sko­wych, żandar­mów, funk­cjo­na­riu­szy służb porządko­wych.

 W poprzed­ni piątek Lak­dim miał w głowie podob­ny sce­na­riusz. Rano porwał w Car­cas­son­ne opla corsę, zabi­jając pasażera i ciężko raniąc kie­rowcę. Gdy oka­zało się, że z pobli­skich koszar 3. Pułku Pie­cho­ty Desan­to­wej nikt nie wycho­dzi, dżiha­dy­sta ostrze­lał (nie­sku­tecz­nie) grupę tre­nujących funk­cjo­na­riu­szy poli­cji CRS, po czym zabił kolej­ne dwie oso­by w SuperU i wziął jako zakładniczkę kasjerkę. Bel­tra­me właśnie wte­dy dobro­wol­nie oddał się za nią ter­ro­ryście, z któ­rym spędził długie trzy godzi­ny. Gdy padły dwa strzały, oddziały anty­ter­ro­ry­stycz­ne przystąpiły do sztur­mu pomiesz­cze­nia, gdzie schro­nił się Lak­dim i go zabi­li. Bel­tra­me był jed­nak już ciężko ran­ny od cio­sów nożem i umarł kil­ka­naście godzin później z powo­du wykrwa­wie­nia w szpi­ta­lu.

– Jego wiel­kość zdu­miała Francję. Przez nas wszyst­kich, Fran­cu­zów, prze­szedł szcze­gól­ny dreszcz. Jeden z nas powstał dum­ny, świa­do­my, odważny.

 W ten spo­sób dołączył do sze­re­gu boha­te­rów, któ­rych sam wiel­bił. Będzie żył w was, przez was, w waszych modli­twach – mówiłśrodę Emma­nu­el Macron w cza­sie państwo­wych uro­czy­stości pogrze­bo­wych Arnau­da Beltrame’a na dzie­dzińcu Pałacu Inwa­li­dów w Paryżu.

– Pre­zy­dent jak typo­wy Fran­cuz nie jest kato­li­kiem. Ale i jego zaszo­ko­wała głębia ducho­wości, któ­ra kazała pułkow­ni­ko­wi posunąć się do takie­go boha­ter­stwa – mówi Besan­con.

 Bel­tra­me, absol­went pre­stiżowej szkoły woj­sko­wej Saint-Cyr, pocho­dził z prze­ciętnej, zla­icy­zo­wa­nej rodzi­ny fran­cu­skiej. Wzo­ro­wy funk­cjo­na­riusz, należał wcześniej do wol­no­mu­la­rzy. – To jest dość typo­we w środo­wi­skach woj­sko­wych – mówi Besan­con.

Wszyst­ko zmie­niła piel­grzym­ka w 2006 r. do Lour­des. Cyster­si z opac­twa w Tima­deuc, któ­re później Bel­tra­me odwie­dzał regu­lar­nie, mówią, że wte­dy żandarm doznał olśnie­nia. W wie­ku 33 lat ich zda­niem „przeżył sym­bo­licz­ne spo­tka­nie z Chry­stu­sem”.

Żona Mariel­le, z którą miał w czerw­cu wziąć kato­lic­ki ślub (i dopeł­nić nawró­ce­nia — przyp. moje), mówi: „Czuł się do szpi­ku kości żandar­mem. To zna­czyło dla nie­go przede wszyst­kim chro­nić. Ale nie można zro­zu­mieć jego poświęcenia bez oso­bi­stej wia­ry. To jest więc akt żandar­ma i akt chrześcija­ni­na. Jed­ne­go od dru­gie­go nie da się oddzie­lić”.

W kra­ju, ze szcze­gólną mocą brzmiały w cza­sie mszy pożegnal­nej w koście­le Świętego Sul­pi­cju­sza słowa Antoine’a de Roma­ne­ta, bisku­pa sił zbroj­nych: „Sądzę, że ofia­ro­wał swo­je życie, aby zatrzy­mać śmierć. Wia­ra dżiha­dy­sty kazała mu zabi­jać. Wia­ra chrześcijańska Arnau­da kazała mu czy­jeś życie rato­wać, ofia­ro­wując, jeśli to koniecz­ne, życie własne. Pułkow­nik Bel­tra­me był prze­ko­na­ny, że nie można wal­czyć z ide­olo­gią tyl­ko bro­nią i kom­pu­te­ra­mi. Tę ide­olo­gię można trwa­le poko­nać tyl­ko dzięki prze­ko­na­niom ducho­wym”.

Czy śmierć Beltrame’a pomoże w odro­dze­niu Kościoła we Fran­cji? – Tego nikt nie jest w sta­nie prze­wi­dzieć. Naj­pierw sam Kościół musiałby przy­znać się do upad­ku i wyciągnąć z tego wnio­ski – mówi Besan­con.

Zada­nie jest w każdym razie kolo­sal­ne. Co praw­da, wciąż ok. 60 proc. Fran­cu­zów uważa się za kato­li­ków, ale jedy­nie 4 proc. regu­lar­nie cho­dzi w nie­dzielę na mszę wobec 27 proc. w 1952 r. i 38 proc. w dzi­siej­szej Pol­sce. Tyl­ko od 1990 r. licz­ba ślubów kato­lic­kich spadła o połowę, do ok. 70 tys. rocz­nie. Tyle tek­stu red. Jędrze­ja Bie­lec­kie­go.

Pra­sów­kę zosta­wiam bez wiel­kie­go komen­ta­rza. Wyda­je mi się zby­tecz­ny. Chry­stus Zmar­twych­wstał i to On uzdal­nia nas do szla­chet­niej­sze­go życia. Tego, aby  chrze­ści­jań­stwo w nas rosło. Tego życzy­my sobie od wie­ków! I tego nam wszyst­kim Kocha­ni życzę! Alle­lu­ja! Zmar­twych­wstał Pan!!!

/ks.inf. Dariusz Raś/