0:00/ 0:00
Kazania

Wierzący

Wierzący

Świę­ta Cecy­lia, dzie­wi­ca i męczen­ni­ca, któ­rej wspo­mnie­nie nam dzi­siaj towa­rzy­szy, pro­wa­dzi nas do Jezu­sa Chry­stu­sa Paste­rza, Sędzie­go, Kró­la. Była dobrze uro­dzo­ną rzy­mian­ką. Żyła u począt­ku III wie­ku. Według sta­rej opo­wia­da­nej i zapi­sa­nej tra­dy­cji Cecy­lia była mistycz­ką. Pozna­ła i poko­cha­ła Chry­stu­sa — Dobre­go Paste­rza, przy­ję­ła chrzest i zachwy­co­na Jego nauką zło­ży­ła ślub czy­sto­ści, cho­ciaż rodzi­ce obie­ca­li już jej rękę rów­nież dobrze uro­dzo­ne­mu poga­ni­no­wi Wale­ria­no­wi. Wale­rian wkrót­ce sam się nawró­cił na chrze­ści­jań­stwo i usza­no­wał ślu­by Cecy­lii. Dzia­ło się to w cza­sach, kie­dy to wybu­chło krwa­we prze­śla­do­wa­nie chrze­ści­jan.

Cesar­skie pra­wo Impe­rium Rzym­skie­go uzna­wa­ło chrze­ści­jan za groź­nych prze­stęp­ców. Nie uzna­wa­li bowiem innych bogów, a to gro­zi­ło desta­bi­li­za­cją ówcze­sne­go porząd­ku i godzi­ło w pra­wo ceza­ra, jako naj­wyż­sze­go kapła­na — pon­ti­fe­xa maxi­mu­sa, któ­ry utrzy­my­wał „pokój mię­dzy boga­mi”. Ska­za­no więc na śmierć Wale­ria­na. Kie­dy namiest­nik-sędzia, Alma­chiusz, dowie­dział się, że Cecy­lia jest rów­nież chrze­ści­jan­ką, i że zarów­no wła­sny mają­tek, jak i mają­tek Wale­ria­na roz­da­ła ubo­gim, kazał ją aresz­to­wać. Urze­czo­ny jej uro­dą, bła­gał ją, by mia­ła wzgląd na swo­ją mło­dość i wyrze­kła się Chry­stu­sa. Mia­ła tyl­ko oddać pokłon bogom rzym­skim. Pomi­mo usil­nych namów Cecy­lia nie wyrze­kła się chrze­ści­jań­stwa. Roz­gnie­wa­ny namiest­nik kazał ją jako uro­dzo­ną rzy­mian­kę ściąć mie­czem. I tak się sta­ło. Corocz­nie, 22 listo­pa­da obcho­dzi­my wła­śnie ten dzień. W cza­sach wol­no­ści wyzna­nia, w IV wie­ku, chrze­ści­ja­nie wybu­do­wa­li kościół w miej­scu jej rodzin­ne­go domu na rzym­skim Zaty­brzu. Tam prze­nie­sio­no z kata­kumb św. Kalik­sta jej reli­kwie, a imię św. Cecy­lii wymie­nia­ne jest w Kano­nie Rzym­skim. Jest patron­ką chó­rzy­stów, lut­ni­ków, muzy­ków, organ­mi­strzów, orga­ni­stów, zespo­łów wokal­no-muzycz­nych. Jej patro­na­tu przy­zy­wa­my szcze­gól­nie w cza­sach, w któ­rych pomi­mo sze­rzą­cej się epi­de­mii i prze­szkód natu­ry eko­no­micz­nej mozol­nie mon­tu­je­my nowe, głów­ne orga­ny. Koń­czy­my powo­li wiel­kie dzie­ło rewi­ta­li­za­cji wszyst­kich instru­men­tów mariac­kich.

Św. Cecy­lia pro­wa­dzi nas do Chry­stu­sa Paste­rza, Kró­la i Sędzie­go. Tak przed­sta­wia­ją Go dzi­siaj odczy­ta­ne sło­wa Biblii. Pasterz (pierw­sze czy­ta­nie i psalm), Król (dru­gie czy­ta­nie) i Sędzia (Ewan­ge­lia). Te trzy tytu­ły wień­czą nasze cza­sy na zie­mi. Według peda­go­gii sło­wa, kto pozna i uzna Jezu­sa Chry­stu­sa za swo­je­go Paste­rza, łatwiej uzna Go rów­nież za swo­je­go wład­cę i arbi­tra wszyst­kich rze­czy. Tak pro­wa­dzi dro­ga nasze­go nawró­ce­nia: przez uzna­nie Pana Jezu­sa za Dobre­go i Naj­lep­sze­go Paste­rza, potem obwo­ła­nie Go Kró­lem naszych sumień i wybo­rów życio­wych, co pro­wa­dzi w koń­cu do maje­sta­tu Sędzie­go każ­de­go z naszych uczyn­ków na koń­cu życia. Jed­nak­że tyl­ko część  ludzi korzy­sta świa­do­mie z tej dro­gi peł­ne­go nawró­ce­nia.

Żyje­my w świe­cie moc­no indy­wi­du­ali­stycz­nym. Każ­dy zda­je się mieć swo­je opi­nie i wie­rze­nia, każ­dy chce zbu­do­wać swo­ją karie­rę, każ­dy szu­ka zaspo­ko­je­nia miło­ści wła­snych i poszu­ku­je przy­jem­no­ści dla sie­bie. Nie okła­muj­my się: doty­czy to rów­nież chrze­ści­jan. Dra­mat tkwi w zupeł­nie fun­da­men­tal­nym błę­dzie: świat prze­ni­ka do nasze­go doświad­cze­nia wia­ry tak moc­no, że zbyt­ni akcent na oso­bi­ste rela­cje z Bogiem zacie­ra Jego nie­zmier­ność i wiel­kość odkry­wa­ną przez wie­ki całe przez naszych poprzed­ni­ków — świę­tych. Oni spo­tka­li Boga w wiel­kim wspól­nym doświad­cze­niu wia­ry jako bli­skie­go, a jed­no­cze­śnie jako jedy­ne nie­ska­żo­ne źró­dło wszel­kie­go dobra i osta­tecz­ny port zba­wie­nia.

Współ­cze­śnie czło­wiek obraz Boga „fil­tru­je” przez sie­bie i „stwa­rza” Go na wła­sne, wypa­czo­ne podo­bień­stwo, uwa­ża go za alter-ego, za jakie­goś dobre­go przy­ja­cie­la podró­ży do nie­ba, anioł­ka, asy­sten­ta, a nawet słu­gę. Nic bar­dziej myl­ne­go. Czło­wiek umniej­sza­jąc Boga do roli kary­ka­tu­ral­nej, nie uzna­je kry­te­rium etycz­ne­go od Nie­go pocho­dzą­ce­go jako nie­zmien­ne, sta­łe, obo­wią­zu­ją­ce zawsze, któ­re panu­je w sumie­niach bez wzglę­du na stan, świa­to­po­gląd, wiek, pozy­cję spo­łecz­ną czy poziom wykształ­ce­nia. Ta sytu­acja nas boli, ponie­waż doty­czy wie­lu osób, naj­wy­raź­niej rów­nież wewnątrz struk­tur kościel­nych. Mamy z tego powo­du do czy­nie­nia z publicz­nym zgor­sze­niem, a w następ­stwie z mil­czą­cym lub gło­śnym porzu­ce­niem wia­ry przez ludzi. Ale dra­ma­tem jest rów­nież coraz czę­ściej obser­wo­wa­na ofi­cjal­na apo­sta­zja ochrzczo­nych.

Sto­imy w ten nie­dziel­ny dzień jako wybra­ni z wie­lu, aby mówić dzi­siaj Bogu oso­bi­ście i we wspól­no­cie trwa­ją­cej od dwu tysiąc­le­ci: wie­rzę w Cie­bie, Dobre­go Paste­rza, Kró­la cza­sów i miło­sier­ne­go Sędzie­go. Uzna­ję Cie­bie Jezu­sie Chry­stu­sie za praw­dzi­we­go Dobre­go Paste­rza, jedy­ne­go Kró­la sumień i odwiecz­ne­go Sędzie­go życio­ry­sów. Wie­rzę w sakra­men­ty uzdra­wia­ją­ce moje życie i życie wspól­no­ty. Chcę je czę­sto prak­ty­ko­wać, i Komu­nię Świę­tą przyj­mo­wać. Wie­rzę w zmar­twych­wsta­nie i żywot wiecz­ny. Nie jestem samo­lu­bem. Wie­rzę. Chcę wie­rzyć jak św. Cecy­lia. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​