0:00/ 0:00
Kazania

Złote usta

Złote usta

Chry­zo­stom — Jan Chry­zo­stom, biskup, patriar­cha Kon­stan­ty­no­po­la (+407) — to zapew­ne naj­więk­szy mów­ca Kościo­ła. Wprost cza­ro­wał swo­ją wymow­no­ścią. Mówił po grec­ku. Pisał, opo­wia­dał, przy­bli­żał nauki Jezu­sa w taki spo­sób, że nazwa­no go „Zło­te Usta”. Ludzie słu­cha­jąc go z podzi­wem, a to pła­ka­li, a to śmia­li się, ale zawsze wycho­dzi­li z nabo­żeństw pocie­sze­ni opo­wie­ścia­mi, któ­re ser­wo­wał ten wiel­ki mistrz sło­wa. W słow­ni­ku tego świę­te­go Ojca Kościo­ła naj­waż­niej­sze było zawsze sło­wo Jezus. On i Jego Dobre Wia­do­mo­ści były klu­czem do roz­wią­zy­wa­nia ludz­kich pro­ble­mów.

Ewan­ge­lia dzi­siej­sze­go dnia uczy nas wła­śnie tego, jak uży­wać dobrej mowy, mowy budu­ją­cej, mowy pojed­naw­czej, mowy ser­ca, a wystrze­gać się mowy nie­na­wi­ści, języ­ka podzia­łu, reto­ry­ki zemsty. Bo czy moż­na być dobrym chrze­ści­ja­ni­nem, uczniem Chry­stu­sa i jątrzyć mową? Bez wzglę­du w jakim pań­stwie, par­tii, insty­tu­cji się żyje i pra­cu­je, czy powin­no się ukła­dać sło­wa prze­ciw dru­gim? Czy moż­na być dobrym ojcem i mat­ką, dziec­kiem kie­dy mowa zamiast jed­nać ruj­nu­je? Ewan­ge­licz­ne sło­wa nasze­go Nauczy­cie­la jed­no­znacz­nie dają nam dziś odpo­wiedź: Dobry czło­wiek z dobre­go skarb­ca swe­go ser­ca wydo­by­wa dobro, a zły czło­wiek ze złe­go skarb­ca wydo­by­wa zło. Bo z obfi­to­ści ser­ca mówią jego usta (Łk 6, 44–45). Złe­go czło­wie­ka nale­ży się wystrze­gać, uni­kać jego nisz­czy­ciel­skiej mowy, nawet jeśli przy­cho­dzi nam go słu­chać w radiu, oglą­dać na ekra­nie tv czy kom­pu­te­ra. Bo to nie tyl­ko stra­ta cza­su, lecz świa­do­me nara­ża­nie się na zapusz­cze­nie w naszym ser­cu jadu.

Naj­lep­szy uży­tek z języ­ka robi czło­wiek kie­dy umie mówić Panu Bogu „dzię­ku­ję”. Tak nas kształ­ci Psalm 95.
Dobrze jest dzię­ko­wać Panu,
śpie­wać Two­je­mu imie­niu, Naj­wyż­szy,
rano gło­sić Two­ją łaska­wość,
a wier­ność Two­ją noca­mi.
Wte­dy bowiem język osią­ga 100% swo­ich moż­li­wo­ści. Odda­je chwa­łę Bogu. Dla­te­go nasza mowa codzien­na niech odno­si się raczej do tema­tów wznio­słych, a uszy niech uni­ka­ją wszel­kiej mowy podzia­łu. Nie uni­kaj­my modli­twy. Ona jest jak muzy­ka ser­ca i łago­dzi wybry­ki języ­ka.

Bo w jaki spo­sób pozna­je­my czło­wie­ka? Radzi Syrach: Piec pod­da­je pró­bie naczy­nia garn­ca­rza, a spraw­dzia­nem czło­wie­ka jest jego wypo­wiedź. Jak o upra­wie drze­wa świad­czy jego owoc, tak mowa o zamy­śle ser­ca czło­wie­ka. Nie chwal męża przed wypo­wie­dzią, to bowiem jest pró­bą dla ludzi (Syr 27). Nie wygląd, nie opi­nia sąsia­da, ale treść i for­ma wypo­wia­da­nych słów dają prze­świad­czo­ną oce­nę cha­rak­te­ru. Mówił kie­dyś śp. kar­dy­nał Fran­ci­szek Machar­ski, że poznał pew­ne­go czło­wie­ka, któ­ry znał 7 języ­ków obcych. Cóż z tego. W żad­nym nie potra­fił się z nikim doga­dać. Jego mowa była tak zawi­ła, nie­uf­na i bez sen­su było coś usta­lać. Smut­ne to pod­su­mo­wa­nie uta­len­to­wa­ne­go prze­cież czło­wie­ka.

Jezus gro­ma­dzi nas w Eucha­ry­stii. Ona jest wypeł­nio­na mową bez ska­zy. Ileż w niej dobrych słów, ile w niej czy­ste­go i wypo­wie­dzia­ne­go dobra. Przyj­mu­je­my Jezu­so­we zapro­sze­nie i przy­cho­dzi­my tu, aby uczyć się naszy­mi usta­mi dzię­ko­wać i szko­lić się jak ludzi bło­go­sła­wić, a nie zło­rze­czyć. Edu­ku­je­my się tutaj, aby odmie­niać, uszla­chet­nić naszą mowę. Wiel­ka modli­twa może usu­nąć bel­kę z naszych oczu i ust. Może­my spoj­rzeć w praw­dzie na samych sie­bie i na nasz spo­sób wyra­ża­nia się. Pra­cuj­my nad zdol­no­ścią pięk­nej, życz­li­wej mowy i rugo­wa­nia wła­snych grze­chów w tym zakre­sie. Bo doświad­cza­my wiel­kiej miło­ści Boga nie po to, aby mówić źle. Sta­waj­my się na Eucha­ry­stii choć­by po czę­ści tacy jak Jan Chry­zo­stom: zdol­ni do wypo­wia­da­nia budu­ją­cych słów, do wszyst­kich, do któ­rych Bóg nas posy­ła na cały następ­ny tydzień i potem. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​