0:00/ 0:00
Kazania

Zwyciężać jak lew

Zwyciężać jak lew

Chry­stus zmar­twych­wstał jak szcze­nię lwa, któ­re­go ryk ojca trze­cie­go dnia wzbu­dził do życia” (Piotr Abe­lard). Lew to wiel­ki sym­bol i cha­rak­te­ry­sty­ka ducho­wa chrze­ści­ja­ni­na. Styl lwa dopeł­nia ducho­wo­ści baran­ka. Ten podwój­ny cha­rak­ter nasze­go powo­ła­nia, lwi i baran­ko­wy odzie­dzi­czy­li­śmy po samym Jezu­sie. Skąd to wie­my? Już natchnio­ny autor Apo­ka­lip­sy, św. Jan widzi w Jezu­sie praw­dzi­we­go zwy­cięz­cę nie tyl­ko wte­dy, gdy On rze­czy­wi­ście obej­mu­je pano­wa­nie nad świa­tem, po zmar­twych­wsta­niu, lecz tak­że wte­dy, gdy jest poj­ma­ny, pro­wa­dzo­ny na sąd, posa­dzo­ny na Lito­stro­tos i ukrzy­żo­wa­ny. Wszyst­kie te sce­ny poka­zu­ją, że to tak napraw­dę Jezus był Panem całej sytu­acji poj­ma­nia, męki i śmier­ci. Ta kró­lew­skość, nie­za­leż­ność i nie­win­ność wska­zu­ją nam na podwój­ne osa­dze­nie nasze­go powo­ła­nia.

Dro­ga Jezu­sa — Lwa — któ­ry zwy­cię­ża, zmar­twych­wsta­je to nie lament. Apo­ka­lip­sa wyraź­nie do nas woła «Prze­stań pła­kać: Oto zwy­cię­żył Lew z poko­le­nia Judy […], tak, że otwo­rzy księ­gę i sie­dem jej pie­czę­ci» (Ap 5,5). Ten dzień i ten cytat pod­kre­śla koniecz­ność głę­bo­kie­go zro­zu­mie­nia dla cudu Zba­wie­nia, Zmar­twych­wsta­nia, uprzed­nio Wcie­le­nia, a przez to obec­no­ści Chry­stu­sa w Eucha­ry­stii, któ­rej nie wol­no trak­to­wać jako jakie­goś teatru. To wiel­ka i dum­na obec­ność Boga w naszym świe­cie.

Lew to rów­nież obraz zaufa­nia do sie­bie, do odna­le­zio­nej war­to­ści Ewan­ge­lii, głę­bo­kie­go osa­dze­nia w sobie jej spo­ko­ju: „Ucie­ka występ­ny, choć go nikt nie goni, lecz pra­wy jest ufny jak mło­dy lew (Prz 28, 1)”. Jak­że waż­ny jest rów­nież inny wspól­no­to­wy aspekt tego dzie­dzic­twa zaufa­nia. Św. Paweł dyżur­nie nam to przy­po­mi­na: „Nikt z nas nie żyje dla sie­bie i nikt nie umie­ra dla sie­bie: jeże­li bowiem żyje­my, żyje­my dla Pana; jeże­li zaś umie­ra­my, umie­ra­my dla Pana. I w życiu więc, i w śmier­ci nale­ży­my do Pana”(Rz. 14,7−8). Dla­te­go stwier­dził kil­ka dni temu Bene­dykt XVI — papież senior: „koniecz­na jest przede wszyst­kim odno­wa wia­ry w rze­czy­wi­stość Jezu­sa Chry­stu­sa, dane­go nam w Naj­święt­szym Sakra­men­cie”. Bo prze­cież jak lew świe­ci potę­gą w świe­cie sym­bo­li, tak Eucha­ry­stia lśni w świe­cie sakra­men­tów. Dla­te­go w Eucha­ry­stii szu­kaj­my chrze­ści­jań­skie­go wzor­ca zwy­cię­stwa i odro­dze­nia. Oraz sta­wia­nia sobie odważ­nych wyma­gań. Podej­muj­my indy­wi­du­al­nie powo­ła­nia, ale też post, modli­twę, jał­muż­nę. Nie cze­kaj­my aż inni za nas będą się roz­wi­jać ducho­wo. Nie kar­ło­wa­ciej­my wewnętrz­nie. Poszu­kuj­my we wspól­no­cie Kościo­ła wyma­gań, a nie ule­gaj­my ten­den­cji „jakoś to będzie — potem — nie ma cza­su”. Eucha­ry­stia to prze­cież nasza siła życia.

Naj­bar­dziej inte­re­so­wać nas win­na pew­na rów­no­cze­sność, rów­no­le­głość cech lwa i baran­ka. Te sym­bo­le w Apo­ka­lip­sie sta­le się uzu­peł­nia­ją. Jezus jest rów­no­cze­śnie Lwem i Baran­kiem i jako lew—baranek jest Zwy­cięz­cą. Dla­te­go naśla­du­je­my Chry­stu­sa. Nie prze­gry­wa­my. To jest kon­sty­tu­cja życia chrze­ści­jań­skie­go.

Zwy­cię­żył Lew z Judy, Jezus Chry­stus. Dla­te­go nie pro­muj­my wśród nas sty­lu czło­wie­ka-cele­bry­ty -gwiaz­dy, lecz czło­wie­ka zmar­twych­wsta­nia, żyją­ce­go dobry­mi wia­do­mo­ścia­mi, sie­ją­ce­go wokół sie­bie głęb­sze nadzie­je. On nie spę­dza godzin całych przed lustrem czy komór­ką. On roz­ma­wia z Bogiem, solid­nie pra­cu­je, czy­ta dobre książ­ki i oglą­da war­to­ścio­we fil­my. On umie kochać na dobre i na złe. On panu­je na wzór Chry­stu­sa nad swo­im życiem. Dla­te­go ufni i dum­ni swo­jej wia­ry, przy­po­mnij­my sobie i naszym bli­skim o fun­da­men­tal­nym zna­cze­niu obec­no­ści na Mszy św. — pamiąt­ce zmar­twych­wsta­nia i zwy­cię­stwa Jezu­sa. Pora ten styl i tę wia­do­mość obwie­ścić gło­śno świa­tu god­nie obno­sząc w pro­ce­sji rezu­rek­cyj­nej Chleb Życia. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​