0:00/ 0:00

Zeskanuj, aby wesprzeć Bazylikę

spark-qr mobile
POKAŻ MNIEJ

Przekaż ofiarę dla Bazyliki Mariackiej
w Krakowie z użyciem aplikacji Spark

Nie masz aplikacji? Wejdź na spark.pl
ZAMKNIJ

Przekaż ofiarę dla Bazyliki Mariackiej
w Krakowie z użyciem aplikacji Spark

Przejdź

lub na 70 1240 1431 1111 0000 1045 5360 (numer konta parafii)

Aplikacja dostępna dla platformy

Kazania

Dwunastu słabych ludzi

Dwunastu słabych ludzi

W cza­sie Wie­cze­rzy zwa­nej Ostat­nią, Jezus spo­ty­ka w Wie­czer­ni­ku dwu­na­stu sła­bych ludzi. Pro­po­nu­je im obmy­cie nóg. Zna ich dobrze. Bar­dzo tego potrze­bu­ją. Od Pio­tra aż do Juda­sza, po kolei, wszy­scy oka­zu­ją się jakoś nie­doj­rza­ły­mi, zagu­bio­ny­mi, nie­mą­dry­mi. Wie­my, że za parę godzin, w chwi­li pierw­szej pró­by, i to po spo­ży­ciu Pas­chy odstą­pią od Mistrza. Dla­cze­go tak się dzie­je? Dla­cze­go nie wystę­pu­ją jako świad­ko­wie w pro­ce­sie Jezu­sa przed Piła­tem, dla­cze­go zasy­pia­ją, dla­cze­go nie pro­te­stu­ją w ogro­dzie arcy­ka­pła­na? Dla­cze­go dopie­ro po zmar­twych­wsta­niu wydo­sko­na­li się ich duch? Szu­ka­my odpo­wie­dzi pod­czas ado­ra­cji w wiel­ko­czwart­ko­wej ciem­ni­cy, któ­ra ma nas przy­bli­żyć do osa­mot­nio­ne­go Jezusa.

Obmy­cie nóg Dwu­na­stu moż­na inter­pre­to­wać w klu­czu zapo­wie­dzi sakra­men­tu spo­wie­dzi. W tym kon­tek­ście czy­ta­my w ewan­ge­licz­nym prze­ka­zie roz­mo­wę Pana z Pio­trem, któ­ra roz­po­czy­na się słyn­nym  «Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?» Dowia­du­je­my się, że każ­dy uczeń Jezu­sa pozo­sta­nie głod­ny, nie­szczę­śli­wy, jeśli się go nie oczy­ści sam Mistrz. Sła­bość czło­wie­ka dosko­na­li się bowiem mocą Zba­wi­cie­la. W cza­sie każ­dej Mszy św. doświad­cza­my pra­cy same­go Jezu­sa, w cza­sie kie­dy mówi­my „spo­wia­dam się Bogu Wszech­mo­gą­ce­mu…” czy „Panie, zmi­łuj się nad nami”. Dla­te­go trak­tuj­my zawsze świę­tą Eucha­ry­stię jako czas spo­tka­nia sła­bo­ści czło­wie­ka z wiel­ko­ścią Boga. Sła­bość ludz­ka w Bogu się dosko­na­li i prze­mie­nia go w świad­ka, któ­ry czer­pie świa­tło dla życia według Jezu­so­wych pomysłów.

Dodat­ko­wo pamię­ta­my, że ten dwu­na­sty, Judasz, nie docze­ka już rado­ści zmar­twych­wsta­nia. Nie pod­nie­sie się ze zdra­dy. Zasmu­ca Jezu­sa. Zwróć­my szcze­gól­ną uwa­gę, że według prze­ka­zu Ewan­ge­lii Jezus umy­wa nogi Juda­szo­wi. I co? Uni­że­nie się Mistrza było dla tego czło­wie­ka pocho­dzą­ce­go z Kario­tu jed­nak jesz­cze jed­nym dowo­dem sła­bo­ści, bez­rad­no­ści. Jak­że Judasz pomy­lił się w oce­nie i odda­lił się od praw­dy. Posta­no­wił już wcze­śniej sprze­dać Mistrza. Trwa w błę­dzie. Repre­zen­tu­je sie­bie, czy­li cynicz­ne­go spe­cja­li­stę od szyb­kie­go suk­ce­su. Siła, życio­wy spryt, cwa­niac­two, mate­ria­lizm każą mu zara­biać.

Rzeź­biarz Wit Stwosz pre­zen­tu­je go w ołta­rzo­wej sce­nie Poj­ma­nia w cha­rak­te­ry­stycz­nej żół­tej sza­cie zdra­dy i fał­szu. Judasz ści­ska spo­ry trzos trzy­dzie­stu srebr­nych monet. Jako jedy­ny z Dwu­na­stu korzy­sta z wol­no­ści w spo­sób do koń­ca absur­dal­ny. W ołta­rzu Mariac­kim ta chy­ba naj­bar­dziej kon­tro­wer­syj­na sce­na całej reali­za­cji. Uka­zu­je kon­trast: cha­os ludz­kich postaw i opa­no­wa­nie Chry­stu­sa. Wraz z peł­ny­mi wyra­zu, zdra­dza­ją­cy­mi inten­syw­ne wewnętrz­ne prze­ży­cia twa­rza­mi i rucha­mi posta­ci zalud­nia­ją­cych tę sce­nę idzie jed­nak­że prze­ko­na­nie o indy­wi­du­al­nym prze­ży­wa­niu życia i wol­nych wybo­rach, któ­rych doko­nu­ją ludzie jeden po dru­gim. Nade­szła godzi­na ciem­no­ści, a pokój Chry­stu­sa w cza­sie chwil poj­ma­nia nie udzie­la się ludziom.

W cza­sie Eucha­ry­stii sta­je­my się spad­ko­bier­ca­mi nie tak tych sła­bych ludzi, lecz same­go Jezu­sa Chry­stu­sa. Chrze­ści­jań­stwo nie pole­ga prze­cież na naśla­do­wa­niu Dwu­na­stu. Ochrzcze­ni naśla­du­ją Jezu­sa w ogro­dzie wła­sne­go życia. Nie chciej­my więc po tej Eucha­ry­stii, świa­do­mi porząd­ku oczysz­cze­nia jaki tu panu­je, zasy­piać na kana­pie życia lub zamie­niać nasze­go życio­ry­su w bała­gan, tak jak zafun­do­wa­li to sobie ucznio­wie w Ogrój­cu. Oni cha­rak­te­ry­zo­wa­li się po tro­sze leni­stwem, szar­pa­niem się z dra­ba­mi w obro­nie Jezu­sa, uciecz­ką lub zdra­dą. Chry­stus zwy­cię­ża sła­bość swo­ich uczniów wewnętrz­nym poko­jem. Podej­mu­je ryzy­ko pój­ścia za gło­sem mesjań­skie­go powo­ła­nia, któ­re po krzy­żu pro­wa­dzi do świa­tła zmar­twych­wsta­nia.  Niech Jego pokój tu zapanuje.

A jeśli jest z nami Chry­stus, żyj­my jak przy­sta­ło na Jego uczniów, pozo­sta­waj­my w har­mo­nii z dzia­ła­niem Boga, two­rząc, dając, pisząc, malu­jąc, mówiąc, myśląc. Postę­puj­my nie­sła­bo­wi­cie, ale po chrze­ści­jań­sku. Czy jemy czy pije­my, czy cokol­wiek inne­go czy­ni­my, wszyst­ko czyń­my na chwa­łę Bożą (1 Kor 10,31). Dostra­jaj­my się do Bożej obec­no­ści, a nie prze­ka­zu tele­wi­zo­rów i Inter­ne­tów. Dostra­ja­my się do Jego pla­nów na dziś i jutro. To zmie­nia wszyst­ko. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/