0:00/ 0:00

Zeskanuj, aby wesprzeć Bazylikę

spark-qr mobile
POKAŻ MNIEJ

Przekaż ofiarę dla Bazyliki Mariackiej
w Krakowie z użyciem aplikacji Spark

Nie masz aplikacji? Wejdź na spark.pl
ZAMKNIJ

Przekaż ofiarę dla Bazyliki Mariackiej
w Krakowie z użyciem aplikacji Spark

Przejdź

lub na 70 1240 1431 1111 0000 1045 5360 (numer konta parafii)

Aplikacja dostępna dla platformy

Kazania

Uczniowie ostatniej godziny

Uczniowie ostatniej godziny

Wypa­da zro­bić rachu­nek sumie­nia pod krzy­żem. Przy męce Pana i pod­czas pochów­ku spo­śród powo­ła­nych i wybra­nych uczniów Jezu­sa obec­ny był tyl­ko jeden: Jan. Na szczę­ście ucznia­mi ostat­niej godzi­ny są kobie­ty, w tym Naj­święt­sza Mat­ka Jezu­sa oraz pra­wy Józef z Ary­ma­tei i dostoj­ny Niko­dem. Ucznio­wie ucie­kli przed tro­ska­mi, obla­li egza­min z wier­no­ści. Ale ten rachu­nek sumie­nia jest też kło­po­tli­wy dla nas. Nie oszu­kuj­my sie­bie: nie moż­na być kato­li­kiem, a jed­no­cze­śnie wybie­rać według wła­sne­go sys­te­mu nie­któ­re praw­dy za dogod­niej­sze. Nie moż­na wie­rzyć w zmar­twych­wsta­nie, a nie doty­kać krzy­ża. Nie moż­na być wie­rzą­cym i nie­prak­ty­ku­ją­cym. Trze­ba przyj­mo­wać szcze­rze „nie zabi­jaj” od poczę­cia do natu­ral­nej śmier­ci, prak­ty­ko­wa­nie „nie cudzo­łóż” zaczy­nać od asce­zy myśli, któ­re mają trak­to­wać czło­wie­ka jako bra­ci i sio­stry, a nie mrocz­ne przed­mio­ty pożą­da­nia, pod­jąć „nie krad­nij” jako zachę­tę do uczci­we­go pła­ce­nia podat­ków i skła­da­nia sys­te­ma­tycz­nej jał­muż­ny, a „nie kłam” jako odcię­cie się wobec wszel­kiej mani­pu­la­cji ludzi i pro­pa­gan­dy mediów.

Uczeń trak­tu­je krzyż Zba­wi­cie­la poważ­nie. Ten znak wzy­wa do wyraź­ne­go opo­wie­dze­nia się. I tak: nie moż­na być dobrym kato­li­kiem i nie umieć pościć. Nie moż­na być wie­rzą­cym w Chry­stu­sa i być dusi­gro­szem. Nie moż­na szu­kać Boga tyl­ko na modli­twie w potrze­bie, i jed­no­cze­śnie uwa­żać się za przy­ja­cie­la Jezu­sa. Tzw. kato­li­cy­zmu „wiel­kie­go namio­tu” nie ma. To okre­śle­nie, kard. Charles’a Cha­pu­ta, pierw­sze­go kar­dy­na­ła USA wywo­dzą­ce­go się z pier­wot­nych miesz­kań­ców Ame­ry­ki, z ple­mie­nia Pota­wa­to­mi. On wyja­śnił w XXI wie­ku tym pro­stym sfor­mu­ło­wa­niem, zanik chrze­ści­jań­stwa tam, gdzie nie ma wyma­gań, gdzie każ­dy znaj­dzie wytłu­ma­cze­nie dla swo­jej sła­bo­ści. Prę­dzej czy póź­niej taki „wiel­ki namiot-wigwam” oka­że się w koń­cu pustym. Let­nie chrze­ści­jań­stwo niko­mu nie zasma­ku­je. Bo tyl­ko to, za co jeste­śmy goto­wi umrzeć, ujaw­nia rze­czy, któ­re napraw­dę uwa­ża­my za wielkie.

Pod krzy­żem Zbaw­cy roz­le­ga się rów­nież gło­śne pyta­nie: co odróż­nia chrze­ści­jan od innych ludzi? Poboż­ni żydzi prze­strze­ga­ją hala­chy, żydow­skie­go pra­wa, zawie­ra­ją­ce­go szcze­gó­ło­we prze­pi­sy doty­czą­ce ubra­nia, jedze­nia, zwy­cza­jów, roz­mów i modlitw. Muzuł­ma­nie modlą się kar­nie aż pięć razy dzien­nie. Hin­du­si dzie­lą się na kasty, z któ­rych każ­da ma odręb­ne spo­so­by ubie­ra­nia się i kodeks postę­po­wa­nia. A my chrze­ści­ja­nie jakie mamy ozna­ki toż­sa­mo­ści? Patrz­my na krzyż i czy­taj­my jego uni­kal­ny kod. Otóż Chry­stu­so­wi na krzy­żu czy po zmar­twych­wsta­niu nie cho­dzi tyl­ko o ozna­ki zewnętrz­ne wia­ry: wodę świę­co­ną, krzy­żyk na pier­si, Biblię na pół­ce. To jest ten szcze­gół chrze­ści­jań­stwa abso­lut­nie uni­kal­ny. Jezu­so­wi cho­dzi o roz­miar serca.

Pod krzy­żem robi­my sobie rachu­nek sumie­nia wła­śnie z roz­mia­ru ser­ca, czy­li uczniow­skiej miło­ści. To miłość decy­du­je o stop­niu wier­no­ści ucznia i wie­rze chrze­ści­ja­ni­na. Jeśli posia­da­my ser­ce o roz­mia­rze XL na podo­bień­stwo Chry­stu­sa nic nam nie gro­zi. Jeste­śmy wte­dy bli­sko Maryi i wier­nych uczniów ostat­niej godzi­ny. Prze­ko­nał się o tym świę­ty Paweł (Rz 8): Jeże­li Bóg z nami, któż prze­ciw­ko nam? On, któ­ry nawet wła­sne­go Syna nie oszczę­dził, ale Go za nas wszyst­kich wydał, jak­że miał­by wraz z Nim i wszyst­kie­go nam nie daro­wać? (…) Czy Chry­stus Jezus, któ­ry poniósł [za nas] śmierć, co wię­cej — zmar­twych­wstał, sie­dzi po pra­wi­cy Boga i przy­czy­nia się za nami? Któż nas może odłą­czyć od miło­ści Chry­stu­so­wej? Utra­pie­nie, ucisk czy prze­śla­do­wa­nie, głód czy nagość, nie­bez­pie­czeń­stwo czy miecz? Każ­dy pro­blem roz­wią­że się w miło­ści. Ona pocho­dzi od Boga i oświe­tla każ­dy zaka­ma­rek ist­nie­nia na zie­mi. Ona prze­mie­nia nasze życie. Nawet pod krzy­żem. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/