0:00/ 0:00
Kazania

Misja 24

Misja 24

Sło­wo na tę nie­dzie­lę otrzy­ma­li­śmy nad­zwy­czaj pięk­ne. Dziś trwa modli­twa za powo­ła­nia i dla­te­go Sło­wo pro­wa­dzi nas do źró­deł naszych aspi­ra­cji. Cią­gle zbyt rzad­ko uświa­da­mia­my sobie, że wszy­scy ludzie są powo­ła­ni do świę­to­ści, lecz każ­dy na swej dro­dze życia. W wiel­kim tłu­mie owiec, każ­da posia­da swo­je oddziel­ne powo­ła­nie, taką misję życio­wą. Dziś modli­my się za te poszcze­gól­ne misje życio­we i za tych, któ­rzy sto­ją u pro­gu decy­zji na życie. Bo powo­ła­nie, zada­nie otrzy­ma­ne od Paste­rza owczar­ni, nie ogra­ni­cza się tyl­ko do spe­cjal­no­ści zakon­nej, kapłań­skiej, misjo­nar­skiej, lecz rów­nież trak­tu­je inne dzia­ły życia: pie­lę­gniar­ki, leka­rzy, infor­ma­ty­ków, kole­ja­rzy, pie­ka­rzy, pro­fe­so­rów, kie­row­ców, kup­ców, ban­kow­ców, kel­ne­rów, por­tie­rów, itd. Każ­dy w swo­im powo­ła­niu odnaj­du­je miej­sce wśród owiec Dobre­go Paste­rza. Czu­je­my się speł­nio­ny­mi, rado­sny­mi, potrzeb­ny­mi, wów­czas, kie­dy doświad­cza­my owej pasji powo­ła­nia 24 godzi­ny na dobę. Powo­ła­nie, to prze­cież usta­wicz­ność, codzien­ność, któ­ra owo­cu­je dopie­ro w innym wymia­rze życia.

Głos Dobre­go Paste­rza wyzna­cza kie­ru­nek powo­ła­nia. Jak Jego głos odróż­nić od innych, aby się nie pomy­lić? Pierw­sza cha­rak­te­ry­sty­ka: Boży głos jest koją­cy, wyci­sza­ją­cy, dają­cy pokój, bez­pie­czeń­stwo, a nie cha­os. Dru­ga cha­rak­te­ry­sty­ka: głos Dobre­go Paste­rza jest rów­nież wyma­ga­ją­cy. Nakła­nia do korek­ty, wyzna­cza ambit­ne dro­gi. Tak odróż­nia­my go wyraź­nie od gło­su wil­ków i najem­ni­ków, któ­re mamią mira­ża­mi, a nio­są nie­po­kój i wpro­wa­dza­ją w tara­pa­ty.

Dobry Pasterz jest nad­zwy­czaj pra­co­wi­ty, pro­wa­dzi owce, nawo­łu­je je, ofia­ro­wu­je się dla nich 24 godzi­ny na dobę. Ze świę­to­ści i dobro­ci same­go Paste­rza i z podró­ży, podą­ża­nia za Jego gło­sem jest ule­pio­na cała wspól­no­ta chrze­ści­jan. Bez posta­wy Zba­wi­cie­la Paste­rza, Jego zna­nej nam syl­wet­ki, Jego gło­su, byli­by­śmy roz­pro­sze­ni i pogu­bie­ni. Dziś, na tej Mszy świę­tej jest ta chwi­la, aby­śmy na nowo wyostrzy­li kurs nasze­go powo­ła­nia.

Bene­dykt z Nur­sji, świę­ty zwa­ny Współ­twór­cą Euro­py, zało­ży­ciel zachod­niej szko­ły zakon­nej (V/​VI wie­ku), stwier­dził w swo­jej regu­le, że każ­dy z mni­chów, aby być praw­dzi­wie dobrym chrze­ści­ja­ni­nem i naśla­dow­cą Dobre­go Paste­rza powi­nien zapa­no­wać po mistrzow­sku nad modli­twą i pra­cą. Ora et labo­ra. Kolej­ność tych zadań jest nie­przy­pad­ko­wa! Owce po pierw­sze słu­cha­ją gło­su — modlą się, i po dru­gie podą­ża­ją za gło­sem — pra­cu­ją. Nie daj Boże odwra­cać tę kolej­ność. Nie­sa­mo­wi­te, że każ­dy, kto żyje wg tej zasa­dy odczu­wa szczę­ście już tu na zie­mi 24 godzi­ny na dobę. Świę­ty Bene­dykt sam tego doświad­czył.

Taką oso­bą, speł­nia­ją­cą zasa­dy chrze­ści­jań­skiej rów­no­wa­gi modli­twy i pra­cy była Han­na Hele­na Chrza­now­ska, pol­ska pre­kur­sor­ka pie­lę­gniar­stwa rodzin­ne­go, domo­we­go i para­fial­ne­go. Ta pie­lę­gniar­ka, dzia­łacz­ka cha­ry­ta­tyw­na, peda­gog, pisar­ka, instruk­tor­ka klę­cza­ła czę­sto w naszych ław­kach kościel­nych, zwłasz­cza przed obli­czem Ukrzy­żo­wa­ne­go w połu­dnio­wej nawie. Dru­ga woj­na świa­to­wa doświad­czy­ła ją moc­no. Zabra­ła naj­bliż­sze oso­by: naj­pierw ojca w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym, potem bra­ta w Katy­niu. Jed­nak w tej para­fii pod opie­ką kard. Karo­la Woj­ty­ły i ks. infu­ła­ta Fer­dy­nan­da Machaya, moje­go poprzed­ni­ka, roz­po­czę­ła swo­ją prze­bo­jo­wą dro­gę za Dobrym Paste­rzem. 45 lat temu ode­szła z tego świa­ta w opi­nii świę­to­ści. Pew­nie dzię­ki wier­no­ści Dobre­mu Paste­rzo­wi na pogrze­bie Han­ny nie śpie­wa­no „Wiecz­ny odpo­czy­nek racz jej dać Panie”, lecz wiel­ka­noc­ne „Glo­ria”. Han­na zosta­nie ogło­szo­na bło­go­sła­wio­ną i god­ną chwa­ły ołta­rzy w nad­cho­dzą­cą sobo­tę w bazy­li­ce Boże­go Miło­sier­dzia w Łagiew­ni­kach.

W świe­cie czę­sto panu­je inny wzór niż ora et labo­ra. Domi­nu­je tam kod życia najem­ni­ków, któ­ry stre­ścić moż­na w haśle: baw się dobrze, wyci­śnij z życia ile się da. Rekla­mo­we zachę­ty i uprosz­czo­ne fil­mo­we mode­le oby­cza­jo­we trak­tu­ją życie jako zale­d­wie doda­tek do roz­ryw­ki, ale to z pozo­ru nie­szko­dli­we mot­to pro­wa­dzi do kata­stro­fal­ne­go kry­zy­su. Bez głę­bi i sys­te­ma­tycz­ne­go wysił­ku czło­wiek roz­kła­da na łopat­ki swo­je marze­nia. Prze­cho­dzi powo­li do wata­hy polu­ją­cych na szyb­ką stra­wę wil­ków i uczest­ni­czy w ich wyści­gu, zaprze­da­je powo­ła­nie demo­no­wi. Potrze­bu­je nawró­ce­nia.

Msza to czas Dobre­go Paste­rza. On mówi tu i teraz: „Życie moje odda­ję za owce” (J 10). Niech te sło­wa dźwię­czą w nas, aby­śmy nie zmar­no­wa­li łaski nasze­go powo­ła­nia. Pamię­taj­my: Bóg oddał życie do naszej dys­po­zy­cji, codzien­nie otrzy­mu­je­my nowe 24 godzi­ny na wypeł­nie­nie naszych misji wedle zło­tej regu­ły, ora et labo­ra, a Msza nas wią­że z cią­głą „pra­cą” Dobre­go Paste­rza dla nas. Dla­te­go nie zamy­kaj­my się w poczu­ciu zado­wo­le­nia. Ceń­my sobie ponad wszyst­ko dane nam powo­ła­nia i reali­zuj­my ich wyso­kie aspi­ra­cje! Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/