0:00/ 0:00
Kazania

Kryształ

Kryształ

Kościół. Dom ze szkła. Tak brzmi tytuł książ­ki tłu­ma­czo­nej na język pol­ski. Kościół. Dom ze szkła. Jak­że cie­ka­wy to pomysł — opi­sać wspól­no­tę Boga z ludź­mi jako prze­zro­czy­stą i w peł­ni trans­pa­rent­ną struk­tu­rę. Pra­gnie­my prze­cież, aby Kościół był przej­rzy­sty. Wręcz krysz­ta­ło­wy. Jak­by ze szkła. By łatwo było do naszej wspól­no­ty zagląd­nąć i poob­ser­wo­wać co się w niej dzie­je, zoba­czyć dzia­ła­ją­ce­go Boga i świę­tych ludzi. Ale mia­ło­by to rów­nież bole­sne kon­se­kwen­cje. Widać było­by bowiem cały nasz ludz­ki brud — grzech. Nie­kie­dy to nie­wiel­ki kurz, są jed­nak i wiel­kie pla­my zdrad, juda­szo­wych i ludz­kich postęp­ków uczy­nio­nych zupeł­nie wbrew przy­ka­za­niom, sumie­niu i nie­rzad­ko wbrew natu­rze. Dla wie­lu zbyt dotkli­we są jed­nak następ­stwa tej postu­lo­wa­nej trans­pa­ren­cji. Przy­cho­dzi na nich zgor­sze­nie. Wie­dza o grze­chu roz­sia­nym w Koście­le zda­je się ich zbyt moc­no boleć. Odcho­dzą. Kościół w cało­ści nie jest nie­ste­ty oszli­fo­wa­nym do koń­ca świe­cą­cym, dro­go­cen­nym i prze­zro­czy­stym bry­lan­tem, tyl­ko zda­je się być pla­cem bosko-ludz­kiej budo­wy. A tyl­ko Bóg jest świę­ty.

Okład­ka innej książ­ki jest rów­nie fra­pu­ją­ca. Na obwo­lu­cie obraz Kościo­ła sym­bo­li­zu­je roz­ło­ży­ste drze­wo z dorod­ny­mi owo­ca­mi i czar­ny­mi pta­szy­ska­mi przy­cza­jo­ny­mi w jego kona­rach. Te ostat­nie są jak wil­ki wśród owiec. Odda­na wła­śnie w ręce czy­tel­ni­ka przez ks. Grze­go­rza Strzel­czy­ka, jed­ne­go z naj­wy­bit­niej­szych współ­cze­snych teo­lo­gów młod­sze­go poko­le­nia książ­ka war­ta jest lek­tu­ry. Ks. Grze­gorz pisze o Koście­le jak  „opo­wia­dacz nowin”. A jej tytuł brzmi: Kościół. Nie­ła­twa miłość. Bo ze wszyst­kich miło­ści ta chy­ba jest naj­trud­niej­sza. Autor stwier­dza do nas na stro­nach swo­jej książ­ki, któ­ra jest owo­cem reko­lek­cji wygło­szo­nych w koście­le Mariac­kim w 2017 roku, że łatwo kocha­ło­by się naszą wspól­no­tę, gdy­by Kościół był jedy­nie nie­tknię­tym i czy­stym Cia­łem Chry­stu­sa. Ale tak nie jest. I nie będzie. To zupeł­nie nie­re­al­ne marze­nie, żeby na zie­mi nie było w Koście­le grze­chów i grzesz­ni­ków. To za nich wsty­dzi­my się z drże­niem ser­ca… Zwłasz­cza ostat­nio.

Od począt­ku współ­ist­nia­ły w Koście­le, niczym w wiel­kim drze­wie, obok pąków roz­wi­ja­ją­cej się wia­ry i owo­ców nawró­ce­nia, czar­ne — niczym kru­ki — grze­chy wyznaw­ców. A jed­nak Kościół jest świę­ty i świę­tość tę w Cre­do wyzna­je­my. Zapew­ne nie za bar­dzo zda­jąc sobie spra­wę ze słów, któ­re co tydzień wypo­wia­da­my. Może zbyt bez­wied­nie do nich pod­cho­dzi­my. Bo wspól­no­ta nasza nie jest prze­cież świę­cą­cym nie­win­no­ścią, szkla­nym domem na pokaz, ale raczej szpi­ta­lem domo­wym. Kościół piel­grzy­mu­ją­cy na zie­mi nie będzie zupeł­nie kry­sta­licz­ny, lecz jest nam tym bar­dziej potrzeb­ny do zba­wie­nia. Wprost koniecz­ny. Cza­sem zauwa­że­nie tej nie­zbęd­no­ści ozna­cza już poko­cha­nie tej wspól­no­ty.

Pod­sta­wo­wą lek­tu­rą Kościo­ła nie są jed­nak naj­lep­sze nawet książ­ki. Od począt­ku o Koście­le naj­peł­niej mówi Ewan­ge­lia, czy­li Dobra Nowi­na. Z Niej uczy­my się o dro­go­cen­nym i krysz­ta­ło­wo czy­stym Ser­cu wspól­no­ty Kościo­ła, któ­rym jest nasz Pan i Nauczy­ciel. Kie­dy dzi­siaj zaglą­da­my do nauki Ewan­ge­lii i czy­tań wie­my już, że cele wie­rzą­cych są kla­row­nie wyzna­czo­ne: pomi­mo tego, że tak nam bli­sko do grzesz­no­ści Ada­ma ziem­skie­go, mamy nosić obraz Czło­wie­ka nie­bie­skie­go — Jezu­sa. Dla­te­go niech nasze ręce będą do dawa­nia, do codzien­ne­go dzie­le­nia się, do roz­da­wa­nia i ofia­ro­wa­nia pomo­cy. Wte­dy nie ma już miej­sca i cza­su na grzech w rodzi­nie i w Koście­le. O tym przy­po­mi­na dziś wspa­nia­ły frag­ment wybra­nej cząst­ki Ewan­ge­lii św. Łuka­sza: Dawaj­cie, a będzie wam dane; mia­rę dobrą, ubi­tą, utrzę­sio­ną i wypeł­nio­ną ponad brze­gi wsy­pią w zana­drza wasze. Odmie­rzą wam bowiem taką mia­rą, jaką wy mie­rzy­cie (Łk 6, 37–38).

Eucha­ry­stia zna­czy miłość. Eucha­ry­stia two­rzy i odna­wia naszą wspól­no­tę — Kościół. Na Niej wła­śnie się znaj­du­je­my. I roz­my­śla­my nad dzie­le­niem się tym, co mamy z bli­ski­mi i bliź­ni­mi. Nasz wysi­łek nie ozna­cza jed­nak żad­nej akcep­ta­cji i tole­ran­cji dla grze­chu i gor­szy­cie­li. Eucha­ry­stia jest jak kry­sta­licz­ne lustro, w któ­rym prze­glą­da się nasza wspól­no­ta. W jej bla­sku stwier­dza­my co popra­wić, jak wyso­ko mie­rzyć, jakich metod uży­wać, aby żyć god­nie i sumien­nie. Dozna­jąc wiel­kiej miło­ści Boga pole­ca­my mu tych, któ­rych bar­dzo kocha­my oraz tych, któ­rych kocha­my jesz­cze za mało, tych, któ­rych bar­dzo trud­no zawró­cić ze złej dro­gi i trud­no nawet polu­bić. Bo Eucha­ry­stia jest mia­rą wspól­no­ty i Jezu­so­wym dro­go­cen­nym lustrem, darem w któ­rym lepiej widzi­my przy­szłość i spraw­niej kie­ru­je­my się do celu, wiecz­ne­go celu. Tam ste­ru­je­my pocią­gnię­ci wiel­ką nadzie­ją i tęsk­no­tą za kry­sta­licz­ną czy­sto­ścią Kró­le­stwa Nie­bie­skie­go. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​