0:00/ 0:00
Kazania

Ludzkie szyldy, ludzkie serca

Ludzkie szyldy, ludzkie serca

Na Jezu­sie nie robią wra­że­nia szyl­dy, sta­no­wi­ska, zewnętrz­ny wygląd, mod­ny strój. Jezus, Syn Boży patrzy od razu na ser­ce czło­wie­ka. On natych­miast dostrze­ga to, co naj­waż­niej­sze. Nato­miast czło­wiek raczej wyda­je sądy na pod­sta­wie tego co widzi, nie­rzad­ko pozo­rów, któ­re są krzyw­dzą­ce. Jezus patrzy na ser­ce. I co dostrze­ga? Kogo dostrze­ga w ławach kościel­nych i przy ołta­rzach? To cen­tral­ne pyta­nie naszej dzi­siej­szej Ewan­ge­lii. Bo Boga inte­re­su­je nie tak zawar­tość mate­rial­na świą­tyń, lecz wnę­trze serc ludzi tam przy­by­wa­ją­cych.

Ser­ce fary­ze­usza nie pro­si Boga o nic, ponie­waż sądzi, że nie potrze­bu­je już nicze­go. W modli­twie fary­ze­usz pod­kre­śla swo­je zasłu­gi. Porów­nu­je się z inny­mi jako wzo­rzec. Dostrze­ga swo­je prze­wa­gi. Fary­ze­usz myśli tak: popa­trz­cie jaki jestem dobry, jestem mia­rą dla innych, jestem cen­trum i punk­tem odnie­sie­nia w tej świą­ty­ni. Czyż to nie ludz­ka pycha spra­wia wra­że­nie samo­uspra­wie­dli­wie­nia? Fary­ze­usz uwa­ża, że Bóg musi go zba­wić, ponie­waż sobie na to zasłu­żył.

Cel­nik uzna­wa­ny powszech­nie za wyzy­ski­wa­cza, pomi­mo fatal­nej opi­nii spo­łecz­nej trak­tu­ją­cej jego zawód za nik­czem­ny, posia­da ser­ce pokor­ne i zdol­ne do nawró­ce­nia. Ser­ce cel­ni­ka zna ze szcze­gó­ła­mi swo­je grze­chy. W modli­twie cel­nik pod­kre­śla swo­ją grzesz­ność. Nie wywyż­sza się ani sekun­dy. A Bóg, któ­ry „pysz­nym się sprze­ci­wia, a pokor­nym łaskę daje”, przyj­mu­je jego żal. Cel­nik odcho­dzi uspra­wie­dli­wio­ny, bo zro­zu­miał, że świą­ty­nia jest miej­scem uświę­ca­nia, a nie miej­scem poka­za­nia się. Jezu­ita Artur Wen­ner stwier­dza w komen­ta­rzu do dzi­siej­szej Ewan­ge­lii, że fun­da­men­tem życia ducho­we­go jest pozna­nie wła­snej grzesz­no­ści i nie­ogra­ni­czo­ne­go Boże­go miło­sier­dzia. Nie jest to żad­ną mia­rą zachę­ta do grze­sze­nia, ale do uzna­nia, że bez łaski nie mogę odwró­cić się od grze­chu, mogę co naj­wy­żej sie­bie oszu­ki­wać. Prze­cież nawet u świę­tych ist­nie­je żywe poczu­cie wła­snej mar­no­ści przed Bogiem i potę­gi dzia­ła­ją­cej w nich łaski.

W zbio­rach Bro­oklyn Museum  znaj­du­je się obraz James’a Tis­so­ta (1886−94) pt. „Fary­ze­usz i cel­nik”. Na obra­zie fary­ze­usz zaj­mu­je cen­tral­ne miej­sce w prze­strze­ni świą­ty­ni. Nato­miast cel­nik skry­wa się za kolum­ną. Bijąc się w pier­si stoi w cie­niu. Arty­sta prze­ka­zu­je nam cen­ną praw­dę: z regu­ły wiel­cy grzesz­ni­cy nie zaj­mu­ją pierw­szych miejsc, raczej cho­wa­ją się „za filar”, szu­ka­ją miej­sca bez świa­teł. Jed­nak grzesz­nik wie dokład­nie, że Pan Bóg widzi w ukry­ciu. I daje łaskę prze­ba­cze­nia w ukry­ciu. W kon­fe­sjo­na­le. W izdeb­ce ser­ca czło­wie­ka. Tam doko­nu­je się nawró­ce­nie.

Dzi­siej­sza Eucha­ry­stia zachę­ca nas więc wprost do trak­to­wa­nia kościo­ła jako miej­sca poko­ry i nawró­ce­nia. Co wię­cej, Eucha­ry­stia to czy­sta nauka poko­ry, bo potrze­ba ludz­kiej poko­ry do zdu­mie­wa­nia się Bogiem tu i teraz. Za chwi­lę doko­na się prze­cież na ołta­rzu coś, co nas prze­wyż­sza. Naj­święt­sza Tajem­ni­ca, w któ­rej Bóg będzie chciał nam dać sie­bie. Jak­że więc bez poko­ry moż­na mieć wia­rę w ser­cu? Psalm 34 jest wła­śnie o tym:
Pan jest bli­sko ludzi skru­szo­nych w ser­cu,
oca­la upa­dłych na duchu.
Pan odku­pi dusze sług swo­ich,
nie zazna kary, kto się do Nie­go ucie­ka (Ps 34).

/​ks. inf. Dariusz Raś/​