0:00/ 0:00
Kazania

Na drogę

Na drogę

Chrzest Jezu­sa był zupeł­nie inny niż nasz. To od razu wie­my po sczy­ta­niu tek­stu Ewan­ge­lii wg Łuka­sza. Sło­wo na dziś nie zosta­wia wąt­pli­wo­ści. Nie było świe­cy, bia­łej szat­ki, ole­ju; zamiast księ­dza był pro­rok-kuzyn, zamiast poświę­co­nej wody chrzciel­ni­cy wody Jor­da­nu. Tyle róż­nic, ale jed­no ude­rza. Chrzest Jano­wy i nasz chrzest jest potwier­dze­niem praw­dy o naszej natu­rze oraz pre­zen­tem na dro­gę pocho­dzą­cym od Boga, któ­ry miesz­ka i cze­ka w nie­bie.

Co wię­cej, chrzest jest takim wyda­rze­niem, któ­re zapo­wia­da pewien trud, bój, dla­te­go zapew­ne uży­wa­my sfor­mu­ło­wa­nia „chrzest bojo­wy”. Dla nasze­go Pana i dla nas, chrzest jest zapo­wie­dzią wej­ścia na dro­gę zwięk­szo­nej aktyw­no­ści. Chrzest zapo­wia­da roz­wój wypad­ków, przy­go­to­wa­nie na nie­prze­wi­dy­wal­nie pięk­ne jak rów­nież mniej fascy­nu­ją­ce frag­men­ty życia. Chrzest wpro­wa­dza nas w kome­die i życio­we dra­ma­ty. Chrzest wska­zu­je jed­nak na naj­war­to­ściow­sze ich roz­wią­za­nia. Pro­wa­dzi nową i szczę­śli­wą dro­gą życia. Dro­gę z Bogiem i do Boga. Bez final­nej tra­ge­dii. Z hap­py endem.

Chrzest odna­wia nas tak wiel­ce, że nic nie stoi już na prze­szko­dzie. Nihil obstat. Jezus jest tak umi­ło­wa­ny, tak posła­ny, tak przy­ja­ciel­ski, ofiar­ny dla nas i za nas, że po naszym chrzcie świę­tym już nic nie stoi na prze­szko­dzie do zba­wie­nia. Zosta­ła usu­nię­ta barie­ra ludz­kich nie­moż­no­ści! Przez chwa­leb­ne życie, zbaw­czą mękę i zmar­twych­wsta­nie Jezus Chry­stus — nasz Pan — Nowy Adam uwol­nił od kaj­dan zła, otwo­rzył bank zba­wie­nia i wszyst­kich nas do nie­go zapro­sił. Oso­bi­ście na dro­dze życia potrze­bu­je­my tak napraw­dę tyl­ko tego jed­ne­go: podą­ża­nia śla­da­mi Jezu­sa. Nie wystar­czy tyl­ko dobra inten­cja czy wyłącz­ność na nazwę chrze­ści­ja­nie. Ci, co się ochrzci­li wie­dzą, że chrzest wystar­czy do peł­ni szczę­ścia wte­dy i tyl­ko wte­dy jeśli ludzie żyją auten­tycz­ną wię­zią z Jezu­sem. Jeśli bowiem zamar­li ze swo­im chrztem w grze­chu to zamro­zi­li naj­więk­szy dar prze­wyż­sza­ją­cy war­to­ścią górę zło­ta. W zapo­mi­na­niu kim są, w umyśl­nym, zapro­gra­mo­wa­nym życiu na manow­cach Ewan­ge­lii, w stra­chu przed dobrą dro­gą może być trud­no o zba­wie­nie.

Bóg na chrzcie powie­dział: Jesteś moim synem umi­ło­wa­nym, jesteś moją kocha­ną cór­ką! Echo tego Gło­su sły­chać w naszym życiu, w codzien­nej rado­ści, twór­czej lek­ko­ści bytu. Doświad­cza­my jej. A mar­twi­my się wów­czas, kie­dy doty­ka­my grze­chu w nas i wokół nas. Dla­te­go dzi­siej­sze świę­to jest oka­zją, byśmy powró­ci­li do tajem­ni­cy chrztu, do chwi­li, gdy do nas, kie­dy byli­śmy nie­wiel­cy On prze­mó­wił sło­wa­mi: jeste­ście umi­ło­wa­ni! To zna­czy: zosta­li­ście zanu­rze­ni w śmier­ci i zmar­twych­wsta­niu Jezu­sa Chry­stu­sa, zosta­li­ście praw­dzi­wie zaopa­trze­ni życiem Bożym na dro­gę do nie­ba. Iza­jasz poetyc­ko pro­ro­ko­wał: oto Jego nagro­da z Nim idzie i przed Nim Jego zapła­ta (por. Iz 40,10). Te sło­wa już speł­ni­ły się i cią­gle się wypeł­nia­ją. We chrzcie.

Eucha­ry­stia tego dnia wspo­mi­na­jąc chrzest Pana chwy­ta nas za ser­ce wła­śnie tym spo­strze­że­niem. Na dro­dze życia napo­tka­li­śmy przed wie­lo­ma laty Jezu­sa. On nas dotknął sakra­men­tem i prze­mie­nił, ubo­ga­cił. To życie wciąż w nas tęt­ni. Ono odna­wia obli­cze zie­mi i pul­su­je w nas, aby­śmy uspra­wie­dli­wie­ni Jego łaską, sta­li się w nadziei dzie­dzi­ca­mi życia wiecz­ne­go (Por. Ps 104 i Tt 3,7). Czy jed­nak dia­log Boga ze mną i Tobą jest dosta­tecz­nie kon­ty­nu­owa­ny? Czy w dro­dze umiem się cie­szyć z tego daru bycia dotknię­tym łaską na wio­snę, w lecie, na jesie­ni życia i na jego zimo­wym szla­ku? Eucha­ry­stia daje nam tę pew­ność, radość co tydzień, w każ­dym wie­ku, w każ­dym sta­nie. Dla­te­go tak dobrze nam na Niej być i Nią żyć. Amen.

/​ks. inf. Dariusz Raś/​